wtorek, 16 września 2014

Rozdział 27

**Olivia**

Przyjechaliśmy pod dom. W życiu nie pomyślałabym, że tu wrócę w takich okolicznościach. Liczyłam na przyjazd na parę dni, wraz z Jay'em i powrót do pracy barmanki, ale jak widać moje życie w tamtym momencie zaczęło sie walić. To była tylko kwestia czasu i zerwałabym z Jay'em i poznała Aaron'a. Czyli czy taki koniec był mi pisany? Ta kłótnia z Max'em? Eh.... miałam się tym nie zadręczać. Ale i tak to robię. Kłótnia z Max'em i Leną to duży cios. Bardzo duży. Wysiadłam z auta i podbiegłam do drzwi. Zapukałam do nich. Otworzył ojciec.
- Witaj Olivia - przytulił mnie - co cie do mnie sprowadza? Wejdź.
-Cześć tato. Wracam do domu. Nie mam zamiaru dalej mieszkać w Londynie. Przywożę ze sobą nie tylko Jordan'a, ale i jego przyjaciela - powiedziałam,  a z samochodu wysiedli ci o których mówiłam
- O! Aaron! Milo cie widzieć - zdziwił mnie.
- czy tylko ja wcześniej nie znałam blondyna?
-Tak - zaśmiali się na raz ojciec i brat
- Czemu mnie z nim nie zapoznaliście?! - mój głos był dość głośny kiedy to mówiłam - może moje życie nie byłoby takie jakie było - wyszeptałam. Wymieniliśmy jeszcze parę zdań i weszliśmy do domu. Mój brat zdeklarował się, że wszystkie rzeczy wniesie do domu, a Aaron, że mu pomoże. A ja mam iść do pokoju i spać. Nadopiekuńczość to cecha szczególna mojej rodziny, ale teraz i Carter jest nią zarażany. Nie podoba mi się to, ale cóż. Nie mam wyboru, muszę bez gadania iść spać. Poszłam na górę, do łazienki. Ogarnęłam się. Potem poszłam do pokoju i położyłam się do łóżka, w którym tak dawno nie spałam. Tak jak kiedyś było bardzo wygodne. Padłam bardzo szybko. Najprawdopodobniej z przemęczenia....

*

Zadzwonił budzik w telefonie, którego dziwnym trafem zapomniałam wyłączyć. Godzina 7 rano. Iść spać dalej, czy wstawać? Rozejrzałam się po pokoju, pojedyncze promienie słońca wpadały przez szczeliny w rolecie. Ujrzałam swoje walizki przy ścianie. Budzik ustawiłam na 9, i postanowiłam, że pójdę spać dalej. Ale mi to nie wyszło. Do ósmej poleżałam bezczynnie. Potem do dziewiątej ogarniałam twitter'a i instagram'a. Zrobiłam zdjęcie zegara i jakoś ładnie obrobiłam. Wstawiłam na instagram'a z podpisem "Wstajemy, szkoda dnia :D #SpowrotemWDomu". Później to samo zdjęcie pojawiło się na twitter'ze. Ruszyłam tyłek i zaczęłam się rozpakowywać. Nie zajęło mi to zbyt długo. Około 10 wszystko było już na półkach. Dopiero po rozpakowaniu ubrałam się. Ojca nie było, praca. Jordan teoretycznie teraz chyba też powinien wrócić do pracy, ale nie wiem co i jak.. Weszłam do kuchni i zabrałam się za robienie sobie jakiegoś śniadania. Postawiłam na naleśniki. Wyciągnęłam potrzebne produkty i zaczęłam przygotowywać ciasto. Jako iż wiedziałam, że nie skończy się tylko na mnie wzięłam podwójną porcję wszystkiego. Kiedy już było gotowe zaczęłam je smażyć. Gdy na talerzu pojawiły się już trzy naleśniki postanowiłam zabrać się za jedzenie. Po skończeniu pałaszowania wróciłam do smażenia. W pewnym momencie ktoś zasłonił mi oczy.
- Jordan! Ja tu coś robię, nie widać?!
- To nie Jordan - usłyszałam śmiech Carter'a.
- To Aaron zabieraj te łapy - zaśmiałam się - możesz za to zabrać się za jedzenie - pokazałam na talerz. Nie trzeba mu było powtarzać. Od razu wziął się za jedzenie. Musiałam wyciągnąć kolejny talerz, przecież gdzieś trzeba wykładać kolejne. W końcu skończyłam smażenie. Na talerzu uzbierała się dość spora kupka. Do kuchni wszedł Jordan. Spojrzałam na zegarek. 11.15. No nareszcie! Długo spał... Nie powiedziałam nic, tylko się uśmiechnęłam i pokazałam na talerz. Bratu tak jak Aaron'owi nie trzeba sto razy powtarzać. Zaczął jeść. Nalałam sobie mleka i usiadłam na blacie. Carter zaczął grzebać w kieszeni, wyciągnął telefon i zaczął pisać. 
- Paintball czy basen? - spytał
- A może jedno i drugie? 
- Czekaj... - minuta zawiechy - tak. Więc ogarnij stój i ubierz się na sportowo 
- Okej, ile mam czasu?
- Pół godziny. Wiesz, że będzie potrzebne dużo czasu więc trzeba jak najszybciej zacząć
- Tak rozumiem. Lecę się ogarnąć - powiedziałam i pobiegłam na górę. Do torby wpakowałam ręcznik, klapki, słuchawki, wodę i strój. Z szafy wyciągnęłam strój. Gotowa zeszłam na dół. 
- Idealnie na czas - zaśmiał się Carter
- Wiadomo. Idziemy? 
- Tak, Liv. Jedziemy. nie będę szedł tyle z buta - chwycił za kluczyki i poszliśmy do auta. Dziesięć minut drogi i widzimy dużą grupkę czekającą na nas przed paintball'em. 
- Dzień dobry - uśmiechnął się Nick. Podszedł do mnie i przytulił, a potem do Aaron'a, któremu poczochrał włosy - Niestety drużyny już podzielone. Ja, Aaron, Liv, Jordan i Donnie kontra Brian, Howie, Joey i AJ. Pasuje? 
Wszyscy nie mieli sprzeciwów. Chwilę później się zaczęło. Biegaliśmy i strzelaliśmy do siebie. Ustaliliśmy zasadę, że która drużyna więcej razy oberwie przegrywa. Po dwóch godzinach mieliśmy dosyć. Oczywiście kto wygrał? No my. Parę razy od oberwania uchronili mnie... bracia Carter. Na końcu wyśmiałam ich, że są nadopiekuńczy. Nick zgodził na Aaron'a, za to ten na mojego ojca i brata... Wiedziałam po prostu! Teraz czas na basen... To będzie się działo. To jest pewne. Chyba zaczynam się dogadywać z Nick'iem. Pojechaliśmy gdzieś. Pięć minut na przebranie się i już wszyscy czekają na siebie przy wejściu. Carter'owie chyba dzisiaj mnie nie opuszczą. Jeden chwycił mnie za nogi, drugi za ręce i tym sposobem pływałam już w wodzie. 
- Kiedyś was zabiję - powiedziałam zaraz po tym, jak się wynurzyłam. Oni spojrzeli na siebie. Szepnęli coś. 
- Też cię kochamy - krzyknęli na raz i się zaśmiali. Głupki... Potem jeden po drugim wskakiwali do wody na bombę. Tylko 2 z nich weszło po ludzku, czyli AJ i Howie. Nikogo praktycznie nie bylo. Zobaczylismy jakis skladzik i Brian poleciał po piłkę. Graliśmy w pyre. Oczywiście nie obyło sie bez smiechu. Wahlberg postanowil zrobic mi "niespodziankę", kiedy bylismy na dosc głębokiej wodzie i mnie podtopic. Zrobiłam z nim to samo. Pare razy ratownik nas upomnial, ale kto by sje przejmował? Napewno nie my! Zabawa trwala dalej. A mężczyznom serio odwalalo. W końcu zmuszeni wyjsc. Ludzie dziwnie sie na mnie patrzyli. No tak. Jedna kobieta i ośmiu mężczyzn. Na basen w chodziliśmy jakoś o 14 15.  Teraz jest 16.15 . Czyli dwie godziny na basenie. Wyszliśmy. Z tego co sie dowiedzialam dzień jest zaplanowany do konca. Teraz pizza. Na naszą ilość osób trzeba bylo zamowic az 3 duże. Kazda oczywiscie inna.  Aaron powiedzial mi, ze potem jedziemy do domu i mam godzinę na wyszykowanie sie do klubu. Ciekawie. Znowu nam zaczęło odwalac. W pewnym momencie temat zszedł na karierę Aaron'a. Nick zdradził nam swoje plany i chciałby wciągnąć w to brata i mnie... okej?
- Mam zamiar nagrać show. Nazywało sie bedzie House of Carters
-Skoro House of Carters - podkreśliłam ostatnie slowo - to po co tam ja? 
- oj Olivia... nie wiesz co bedzie w przyszłości,  a z tobą będzie ciekawiej. - uśmiechnął się. Nie skomentowałam tego. W efekcie z pizzerni wyszlismy o 17.30. O 18.40 mamy spotkać się pod klubem. Z tego co wiem mają dać mini występ. Faaaajnie. I Nick chciał, żebym zaśpiewała z Aaron'em cover piosenki Beautiful Lie. Bo ktoś mu powiedział niby , że mam talent i chce mnie usłyszeć. Ja powiedziałam ze mowy nie ma. Ale on nie odpuszczal. Na koncu powiedzialam mu ze jak bedzie mnje zmuszal to nie przyjde w ogóle więc nie miał wyboru i odpuścił. Wróciliśmy do domu. Postawiłam na czarną sukienkę i lekki makijaż. Zostało mi 25 minut. Wow. Nieźle jak na mnie. Postanowiłam, że wyprostuje wlosy. Zajęło mi to 20 minut. W końcu udaliśmy sie pod klub. Byliśmy na czas. Weszliśmy bez kolejki. Nkotbsb od razu weszli na scene, juz w pelnym komplecie z Dannym i Jonem. Musieli wsiąść w szybszy samolot, z czego zadowoleni nie byli. Zagrali 4 piosenki. To miało dokladnie tak wyglądać z tego co dowiedziałam sie od mlodszego Carter'a. Na koncu publika ublagala o duet Nick and Knight - One More Time. Czas mijał szybko,  a ja wypiłam parę drinków. Kiedy mieliśmy wychodzić z klubu zaczepily mnie dwie dziewczyny. Na początku poprosiły o zdjęcie,  a potem powiedziały cos czego bym sie nie spodziewala. Że jestem puszczalska suka. Ze juz sobie nowy zespół znalazłam. Boże... powiedziałam im, że w życiu nie spotkałam tak chamskich fanów i ze nie znaja calej prawdy. Aaron wtrącił sie do rozmowy i wygarnąl im, ze w ogóle mnie nie znają a oceniają po tych bredniach z gazet i portali plotkarskich. Pożegnałam się z mężczyznami i razem z Aaron'em, ktory nie tknal alkoholu pojechaliśmy do domu. Szybko zasnęłam...

 
**Lena**

Włosy zostawiłam nie związane co mogło okazać się dziwne szczególnie w tak ciepły dzień. Wsunęłam na siebie spodenki jeansowe i koszulkę do pępka . Byłam dumna ze swojej figury , chociaż Liv często powtarzała .... Nie ważne. Nie myślę o tym...
Na łóżko wskoczyła Su. O Boże! Nie pomyślałam o niej... Co z nią zrobię? Może Shane... Jak będziemy jechać można ją podrzucić. Wybrałam jego numer.

 - Nie ma nikogo w domu - od razu odezwał się z lekkim śmiechem na końcu.  
- Taaa hej Shane... Jest sprawa- przygryzłam usta i patrzyłam jak piesek kładzie głowę na moim kolanie. 
- Dawaj , ale pieniędzy nie pożyczam . Tak tylko uprzedzam...- miał strasznie dobry humor. 
- Sugar , mój pies nie ma kim zostać , a ja wyjeżdżam na kilka dni... 
- Puszek? - tak ją nazywał gdy odwiedził mnie ostatnio.
 - To nie jest Puszek! Więc? 
- Za pewną opłatą... Czekaj. Mam pomysł . Oddzwonię - i się rozłączył nie dając mi szansy odpowiedzieć.
Tak jak obiecał po kilku minutach zadzwonił i powiedział że Taylor zajmie się

psem żeby u mnie zapunktować (tu się zaśmiał) . Mam być za pół godziny w kawiarni tej co ostatnio. Złapałam smycz . Karmę , miseczkę i kilka zabawek włożyłam do torby i wyszłam. Su grzecznie szła przy mnie .
***
-Jesteś przekonany? Jeśli masz jakieś plany to się jakoś zorganizuje...- tłumaczyłam blondynowi.

 - Nie , Nie jest ok . Serio- powiedział dobitnie. Zostawiłam mu torbę i pożegnałam się ze zwierzakiem. Oby nie narobiła szkód przecież go nie zna... 
- Jeszcze raz dzięki - posłałam mu uśmiech. Zasalutował i ruszył w swoją stronę.
Ciekawe o której przyjedzie Max , już nie mogę się doczekać. Zadowolona wracałam ulicą gdy ktoś na mnie wpadł , albo ja na tą osobę. Wszystko z torebki mi się wysypało. Zazgrzytałam zębami i już chciałam zacząć wrzeszczeć na przechodnia , ale gdy podniosłam oczy nie potrafiłam. Zielone oczy były wpatrzone we mnie z zakłopotaniem , a na ustach pojawił się krzywy uśmiech. 

-Przepraszam - powiedzieliśmy równo i oboje w tej samej chwili zaczęliśmy się śmiać. Jego śmiech był lekki i przyjemny. Gdy mówił 'przepraszam' ślicznie zabrzmiało 'r' . Irlandczyk? Nie znam się za bardzo na akcentach.
 - Moja wina -powiedziałam. podał mi rękę. Gdy wstałam przyjrzałam się mu dokładniej. Był wyższy ode mnie , nie o dużo. Nie był jakoś bardzo umięśniony , ale nie był też płaski. Szczerze? Był przystojny. Bardzo...
 -Nah ! Mogłem patrzeć przed siebie - i uśmiech miał idealny. Przechyliłam głowę.
 - Przepraszam , ale muszę! - powiedziałam na wydechu - masz nie tutejszy akcent i nie usnę jeśli nie dowiem się skąd jesteś- idiotka. Zganiłam się w myślach. Jednak odpowiedział mi miłym śmiechem. Jestem przekonana że nawet jego oczy się uśmiechnęły. 
- Pochodzę ze Szkocji , dokładniej z wyspy Skye - mówił - jestem Sean - wyciągnął rękę w moją stronę. 
- Lena . Przepraszam za bezpośredniość..- serio?! Jeśli jeszcze bardziej się zarumienię to tu padnę. Pozbierałam rzeczy i już się chciałam zbierać gdy dorzucił :
 - Nie ma problemu , a to że myślałabyś o mnie przed  snem to raczej coś dobrego - posłałam w jego stronę spojrzenie i zaczęłam się zastanawiać nad zaproszeniem go na kawę gdy zadzwonił telefon który właśnie trzymałam w dłoni. Max. W tej sekundzie wszystko zniknęło. Znów byłam na ulicy , a ludzie nas mijali. Tylko on , nadal idealny stał przede mną. 
- Dziękuję jeszcze raz i... Przepraszam - pożegnałam się i przyłożyłam telefon do ucha. 
-Tak? - szłam przed siebie w stronę domu.
 - Niecała godzina. Będziesz musiała mi wynagrodzić jeśli spotkają mnie jakieś fanki , bo moje auto nadal jest bezpieczne u ciebie. Prawda? - martwił się o samochód... 
- Muszę ci coś powiedzieć...ale to jak wrócisz... Do zobaczenia - rozłączyłam się jak Shane wcześniej.
***
Dzwonek do drzwi. To musi być Max ! Zbiegłam na dół i otworzyłam drzwi . Stał tam , uśmiechnięty , ale gdy mnie zobaczył uśmiech spływał mu z twarzy. Obejrzał mnie od góry do dołu , po chwili powtórzył czynność.

 - Lena? - zmarszczył brwi. Nie wytrzymałam , pocałowałam go. Po chwili oplótł mnie rękami w pasie. Ciepły prąd przepłynął moje ciało gdy jego ciepłe dłonie dotknęły mojego odsłoniętego brzucha. Gdy jego język pojawił się w mojej buzi wiedziałam że już się otrząsnął z pierwszego szoku. Po chwili odsunął się ode mnie i szepnął : 
- podoba mi się ta zmiana , Kocie - stęskniłam się za nim. Jego ciepły uśmiech był wspaniały. Weszliśmy do środka. Przytuliłam go . Jego nos ułożył się na mojej szyi , a twarz oparłam na klatce piersiowej George'a
. - cieszę się że tu jesteś - to uczucie gdy mogę go przytulić i znów czuć jego zapach , ciepło , dotyk.
 - też się ciesze - odparł. Pierwsze kilkanaście minut witaliśmy się , a gdy doszliśmy do poziomu normalnej rozmowy musieliśmy się zbierać.
 - a co do twojego samochodu...-zaczęłam delikatnie . Zmarszczył brwi i czekał niecierpliwie na to co powiem - nic mu nie jest , wszystko ok - uśmiechnęłam się.
 - to dobrze - wypuścił głośno powietrze. Mój Max znowu tu jest...
- impreza urodzinowa Jaya przełożona na pojutrze bo Jay chciał zaprosić Liv na kawę więc stwierdziliśmy że wtedy zrobimy niespodziankę - tłumaczył jeżdżac dłońmi po kierownicy auta jakby sprawdzał czy wszystko z nią dobrze

. - eh... Jasne - kiwnęłam głową i oparłam łokieć by podeprzeć głowę - to czemu już jedziemy? - spojrzałam na niego. 
 - bo zaplanowałem coś jeszcze , Kocie- uśmiechnął się jednym z piękniejszych uśmiechów.
Jechaliśmy już jakiś czas , nie jestem pewna jak długo gdy Max powiedział że musimy jeszcze podjechać do sklepu. 

 - Nie mam dla Jaya prezentu! - zmartwiłam się .
 - Nawet nie zauważy , będzie miał tego tyle że się nie zorientuje kto mu coś kupił a kto nie. Tu nie chodzi o prezenty nie? - otworzył mi drzwi. Gdy tylko wyszłam nasze dłonie się złączyły . Nie chciałam być teraz daleko od niego.
 - Jednak ja będę wiedziała że nic mu nie kupiłam...- mruknęłam. Weszliśmy do sklepu i jakiś czas szukaliśmy produktów w przedziałach. Gdy doszliśmy do alkoholi wiedziałam co mu kupie. Piwo. Nie za bardzo wspaniałe prezenty na urodziny , ale kto nie lubi wypić sobie jednego czy dwa wieczorem? Wtedy zauważyłam że ktoś za nami stoi.
 - Max- szepnęłam. Zauważył o co mi chodzi , ale nawet nie drgnął i wrócił do oglądania trunków
. - Fanki , będą chciały to podejdą . Chcesz to ohydne słodkie coś? - kiwnął palcem w stronę półki
. - tofi-alkohol to moja miłość - zaśmiałam się , ale to serio było pyszne. 
- man kolejnego rywala - mówił wypuszczając powietrze przez nos. Gdy podeszliśmy do kasy chciałam zapłacić za czekoladę i piwo dla Jaya , ale nie mogłam w torebce znaleźć portfela. Cholera!
 - Może został w aucie ? Nie przejmuj się , ja zapłacę - mówiąc ostatnie słowa zwrócił się do kasjerki. Przeklinałam się w myślach , nie lubiłam gdy za mnie płacił.
 - przestań się dąsać - szturchnął mnie ramieniem gdy zapinałam pas w aucie. Chwyciłam za torebkę i zaczęłam szukać portmonetki. 
- yhhh- jęknęłam - chyba został w domu...
 - to nic takiego - położył mi rękę na kolanie. Jego ciepła dłoń jakby wyparowała jakąś część mojej złości. Oparłam
głowę o podgłówek i przymknęłam oczy.
  Zaczęłamsię zastanawiać gdzie mógł się podziać zagoniony przedmiot. Były tam też moje dokumenty ... Może został w domu na szafce lub w sklepie na ladzie? Byłam w sklepie? Już się gubię! A jeśli wypadł mi po drodze lub przy zderzeniu z Seanem? W sumie on był całkiem fajny... Ze swoich ustaleń wywnioskowałam że nadal nic nie wiem.

 - jesteśmy na miejscu - Kulturalnie otworzył mi drzwi. Wysiadłam , a on wziął nasze torby . Chwyciłam zakupy i ruszyłam za nim. Gdy Max załatwiał formalności ja rozejrzałam się po popieszczeniu. Wyglądało normalnie , jak typowe w hotelu. Żyrandol był piękny jakby małe zamarznięte kropelki zwisały nam nad głowami , odbijały światło dając niepowtarzalny efekt. Mężczyzna objął mnie w pasie wybudzając z transu polegającym na zwiedzaniu pokoju . Gdy tylko doszliśmy do naszego tymczasowego lokum -które spokojnie mogłam nazwać mieszkaniem - otworzyłam usta ze zdziwienia. Było wielkie i piękne.
 - zamieszkamy tu? - szepnęłam.Odpowiedział mi tylko lekki śmiech towarzysza. Wszystko było utrzymane w jasnych barwach . Szafy były z miodowego drewna. Łazienka miała sporych rozmiarów prysznic i nir skąpą wannę. Sypialnia była fantastyczna. Było tam wielkie łoże które wydawało się bajecznie wygodne. Wspominałam że w salonie był kominek?
 - wow - skomentowałam tylko. Odwróciłam się do Georgea który patrzył już na mnie. Uśmiechnęłam się chytrze- Max...- mruknęłam
. - hmm? - podszedł bliżej. 
- pobawimy się w chowanego? - przejechałam palcami po jego klatce piersiowej . Uniósł brwi i lekko się uśmiechną po czym wpił się w moje usta
 - to znaczy tak? - zapytałam po chwili.
 - a jak myślisz? - zadał pytanie z pełnym już uśmiechem.
 - Dobrze , więc ty się chowaj i nie wychodź - pogroziłam mu palcem - a ja zajmę to łóżko - roześmiałam się i od razu rzuciłam się w kierunku owego mebla. Było tak miękkie jak się wydawało. Wprost wspaniale... Rozpływałam się na tej chmurce. 
 - ha ha ha - powiedział tylko i wyszedł. Po godzinie siedzieliśmy już przed ogniem wydobywającym się z kominka. Za oknem zapadał zmierzch , moja głowa wygodnie spoczywała na brzuchu mojego ukochanego , który z kolei bawił się moimi włosami
. - w tym kolorze też ci ładnie - czułam że się uśmiecha.
 - ładnemu we wszystkim ładnie - podniosłam głowę i spojrzałam w jego piękne oczy.
 - wiesz? Chyba serio się zakochałem , bardziej niż myślałem- serce mi przyspieszyło. Bacznie śledziłam jego twarz - chcę być dla ciebie kimś kto będzie cię trzymał w ramionach gdy będzie zimno , gdy będziesz się bała. Kimś kto ci pomoże w każdej sprawie. Kimś kto złapie cię gdy upadniesz...
 - czy to z jakiejś piosenki? - potrząsnął głową i wolno przechylił ją w bok , badając mnie wzrokiem.
 - z serca - i teraz przyszło mi coś do głowy. O Boże!
 - czy ty właśnie...? - ręka mi się zatrzęsła i ze szklaneczki wylało się trochę likieru o smaku toffi.
 - czy ci się oświadczam? Nie. Jeszcze nie - nie zaśmiał się. Nie zrobił tego czego się spodziewałam - a chciałabyś? Chciałabyś bym kiedyś ci zaproponował małżeństwo? - przybliżył się. Chwile się zastanowiłam, bo to jedno z ważniejszych pytań w związku i życiu.
 - Tak - odpowiedziałam szczerze- a czy ty chciałbyś związać się na całe życie? - nie wiem czy to alkohol. Nie wypiliśmy dużo. Może to po prostu czas na taką rozmowę- ze mną? - dodałam mniej pewnie. Gdzieś daleko w moim umyśle pojawiła się sprawa Olivii... 
- Chciałbym . Z nikim innym , tylko z tobą - kiwnął głową w dół.
 - a dzieci? Chciałbyś je mieć? - tym razem spojrzał na mój brzuch.
 - czy ty coś sugerujesz? - znów jego brwi poszły w górę w geście zdziwienia- w przyszłości ? Jasne.
 - Przepraszam , ale nie pomyślałabym że chciałbyś być ojcem - szczera rozmowa? To mówię prawdę.
 - nie oceniaj książki po tytule. Nie , nie chciałbym mieć dziecka w tym miesiącu czy tygodniu ale kiedyś na pewno- przytulił mnie- a ty? Chłopczyk czy dziewczynka? - wyszeptał mi do ucha.
 - oczywiście że bym chciała. Kiedyś , teraz jeszcze chcę żyć w miarę normalnie , tak jak do teraz. Wolałabym chłopczyka - przyznałam się. 
- ja jednak będę się starał o dziewczynkę - zaśmiał się cicho w moje ucho i pocałował w szyje. Patrzałam mu w oczy dłuższą chwile. Nie kłamał. Liv mówiła że...po co kłamała?
 - zjadłabym zapiekankę - wypaliłam nagle. 
- kawałek od hotelu widziałem jakąś restauracje całodobową z fastfoodowymi. Idziemy? - pokazał swoje ząbki.
 - Z tobą zawsze - przed wyjściem spojrzałam na zegar , było już po północy.



_____________________________________________________________________________


Siema :D No to przychodzimy z nextem :) Postaramy się teraz dodawać je systematycznie ale nic nie obiecujemy :3 Podoba się? :D
Ogłoszenia parafialne xd
Zapraszamy do nowej zakładki - Blogi w której znajdziecie link do naszych opowiadań, każdy z krótką zapowiedzią :)) 
Zakładka ta też przysłuży się do tego, aby poinformować was jakie opowiadania teraz są prowadzone ponieważ nasze listy ff które prowadzimy ostatnio się trochę zmieniała. 
Lista w tym tygodniu jeszcze będzie zaktualizowana, więc sprawdzajcie :D
No i najważniejsze... zapraszamy  na bloga Just The 2 Of Us  na którym pojawił się długo wyczekiwany rozdział numer 4 :D
Do następnego rozdziału :* 

czwartek, 4 września 2014

Rozdział 26

*Olivia*
Wstałam o 7. Zaczęłam wszystkie rzeczy pakować do walizek. Nie wierzę, że zostawiam to miejsce. Na 13 będzie Aaron i idę spełnić kolejne marzenie. Poznam Nick'a. Około 10 wszystkie walizki były już ogarnięte. Walizki już wystawione przed drzwi pokoju. Ubrałam się w zestaw, w którym pójdę na koncert. Około 12 skończyłam ogarniać swoje włosy i make up. Weszłam na twitter'a. Zdjęcia z wczoraj z Aaron'em i fankami. Ktoś podesłał mi linka do artykułu. No tak. "Olivia Rose - była dziewczyna Jay'a McGiuness'a dopiero zerwała z chłopakiem, a już pokazuje się z 2 innymi mężczyznami. Jednym z nich jest Aaron Carter, co do drugiego nie mamy konkretnych informacji. Kim jest tajemniczy mężczyzna do którego przytulona jest brunetka? Zdjęcia znajdziecie poniżej"
No więc czas odpowiedzieć dziewczynie na pytanie

Ten "tajemniczy brunet" do którego się przytulam na zdjęciach to mój brat ;)

Bawiło nie to, jak plotki szybko się roznoszą. Zero prywatności. Co niektóre fanki pisały, że już pozbyłam się Jay'a i kręcę się z kolejnym. Jaką to jestem suką. Czytałam te hejty i się śmiałam. Już było mi brak słów jak każdy nazywa mnie suką. Porozmawiałam chwilę z Jordan'em i powiedziałam mu o tym, że jest tajemniczym brunetem, do którego się tulę i że jestem dwulicowa że zdradzałam Jay'a. Oczywiście śmialiśmy się z tego. Ludzie nie przestaną mnie zadziwiać. W końcu naszą bekę przerwał dzwonek do drzwi. Aaron. Krzyknęłam bratu, że wychodzę. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy tam, gdzie miał się odbyć koncert. Na początku drogi rozmawialiśmy o muzyce. W końcu wygadałam się o tym, że lubię śpiewać i podobno nawet nieźle mi to wychodzi, co równało się z tym, że resztę drogi razem śpiewaliśmy jakieś utwory zarówno  Backstreet Boys jak i New Kids on The Block.  Na szyje założyliśmy plakietki VIP'owskie i wysiedliśmy z auta. Na miejscu ochroniarze mieli problemy i nie chcieli nas wpuścić.
- Kurwa nie poznajesz mnie idioto?! - nerwy mu puszczały
- Nie. Mam zakaz wpuszczania kogokolwiek na teren kulis. Tylko rodzina chłopaków.
- Ja pierdolę jaki tępy jesteś! Jestem bratem Nick'a
- Tak jasne jak pięćdziesięciu innych, którzy próbowali tam wejść
- Zakład, że jeszcze będziesz zmuszony nas wpuścić? - wyciągnął telefon - No Nick, mógłbyś wyjść? Durna ochrona nie chce nas  wpuścić... Tak jestem z Liv... Okej.... Tak.... Aktualne... Dzięki...
- No i ? - parsknął śmiechem ochroniarz.
- Czekaj... - odpowiedział mu brązowooki. Minutę później za gorylem pojawił się Nick.
- E! Wpuść go Kevin. To mój brat tępaku - Aaron wszedł, kiedy ja chciałam wejść on zagrodził mi drogę - Kevin. Ona też ma wejść. Kurwa mać jeszcze jeden taki numer i zwalniam cię.- powiedział Nick i od razu mogłam wejść. Poszliśmy do garderoby. Jezu to serio się dzieje. Właśnie idę do garderoby Backstreet Boys wraz z moim ulubionym członkiem tego zespołu i do tego z jego bratem czyli moim przyjacielem i ulubionym piosenkarzem solowym. Marzenia jednak się spełniają?
- No więc Nick to jest Olivia, siostra Jordan'a. - przedstawił mnie. Stanęliśmy na chwilę. Nick na żywo był jeszcze przystojniejszy.
- Miło mi - uśmiechnął się i mnie przytulił. - zaraz wkroczymy do miejsca, w którym - przerwało mu otwarcie drzwi
- Nick idziemy już na próbę, wcześniej skończymy i wcześniej wolne będzie - powiedział Brian. Mówił bardzo szybko. Cała czwórka ruszyła w stronę sceny. Tylko ja i Ar staliśmy Niestety piąty z BSB nie bierze udziału w tej trasie, a szkoda... Po drodze zapukali do jednego pomieszczenia. Otworzył Joey. Czyli to garderoba New Kids.
- To dalej, idziecie? Tam Cię zapoznam z chłopakami Liv. Mogę ci tak mówić, nie? - spytał Nick
- Jasne - zaśmiałam się i razem z Aaron'em ruszyliśmy w stronę gdzie stała już gromada dziewięciu facetów. Trochę się bałam. Mimo wszystko są to gwiazdy. Tak tak... The Wanted to też gwiazdy, ale oni nie są na rynku muzycznym ponad 20 lat tak jak NKOTB i BSB.  Dobra... Licz do pięciu. Raz... Dwa.. Trzy... Cztery... Pięć Nie pomaga, chociaż zawsze dawało radę. Więcej już nie da rady. Właśnie dołączyliśmy do mężczyzn. Spokojnie. Pamiętaj. Zwykli ludzie.
- Heej Aaron, co to za ślicznotka z z tobą przyszła - uśmiechnął się Joey. Tsa... Ja i śliczna. Okej...
-Ej ja ją poznaje, czy to nie była dziewczyna tego w lokach z The Wanted? Czekaj... Olivia Rose? Ta o ktorej tyle pisza ze juz nowego znalazla, ze bawila sie uczuciami jego etc.- spytał Jon
- Tak...- trochę zrobiło mi się głupio. Od razu wspomnienie o Jay'u i o tym całym zamieszaniu. Ygh... spojrzałam na Aaron'a wzrokiem z serii "zabierz mnie stąd, proszę"
- My was na chwilę przeprosimy. - chwycił mnie i poszedł ze mną kawałek, żeby reszta nie słyszała rozmowy - co jest?
- Te słowa Jonathan'a. Dotarło do mnie, że chyba powinnam wyjechać gdzieś. Sama. Totalnie. Nie chcę nikogo krzywdzić - miałam łzy w oczach - nie chcę być tą suką, za którą mnie uważa teraz już dużo osób. Na pewno Max, Jay, Lena
- Ejj... - przerwał mi - Pamiętasz słowa twojego brata? Zamykamy tamten rozdział. Wszyscy. Razem. Poza tym nie jesteś suką, jesteś osobą która martwi się o każdego tylko nie o siebie. Max na ciebie najechał za bardzo. Wiesz dobrze, że teraz najchętniej bym mu wpierdolił. Skurwiel obraża cię za to, że to ON zachowuje się źle, a ty tylko przekazałaś dalej zdobyte informacje.
- Dobra... Powiedzmy że ci wierzę, że nie jestem suką. Ale nie wpierdolisz mu. Wiesz dobrze, że rozpętasz piekło jak to zrobisz. Wtedy polecą gorsze hejty zarówno na Max'a, jak ciebie i możliwe że ja też dostanę. Bo w końcu gdyby nie ja ty byś nie wiedział, że to on tak na mnie pojechał... Nie ważne. Mogę? - spytałam. Wiedział o co mi chodzi. Od razu mnie przytulił.
- Pamiętaj Liv. Zawsze możesz na mnie liczyć... - uśmiechnął się
- Dziękuje ci Ar
- Nie masz za co. Od tego ma się przyjaciół. Choć, wracajmy do nich.
- Okej no - zaśmiałam się. Poszliśmy w kierunku tej hali gdzie ma się to wszystko odbywać. Muszą raz przetańczyć do paru piosenek teraz. Razem z muzyką. Było świetnie. Po prostu nie ma to jak zobaczyć dwa kochane zespoły razem. Trzeba im przyznać. Pomimo tego, że to wszystko jest opanowane i kupę wcześniej zaplanowane to wygląda jak totalny spontan. Aaron mówił mi Dwie piosenki zostawili na soundcheck. Oczywiście dwie piosenki New Kids i dwie BSB. Stwierdzili, że jest okej.
- Dobra wszyscy, spadamy do naszej garderoby na pizzę - ogłosił Donnie. Przy okazji jednej z przerw każdy się sobie jakby przedstawił i uznali, że mam im mówić po imieniu. No to każdy ruszył do ich garderoby. Oprócz mnie, Aaron'a, Nick'a i o dziwo Donnie'go. Aaron spojrzał na mnie
- Idź na pizzę. Zaraz dołączymy - uśmiechnął się
- Bez ciebie nie idę
- A zakład że pójdziesz? - wtrącił się brat Aaron'a
- Zakład - zmierzyłam go wzrokiem. Pół minuty później byłam już w garderobie bo mądry Nick chwycił mnie w pasie, przerzucił przez ramie i zaniósł do garderoby. Tam zostawił w łapach Joey'a i  Brian'a.
- Zabiję cię - krzyknęłam, kiedy zbliżał się do wyjścia z garderoby
- Też cię lubię Olivko - zaśmiał się
- Teraz na serio nie żyje - wkurzyłam się, ale kiedy chciałam wstać Joey i Brian mnie zatrzymywali - ygh... Co oni tam obgadują, że ja nie mogę tam stać?! - spytałam wkurzona
- Będą gadać o ochroniarzu, tym, który nie chciał was wpuścić. Nick chce go wylać, a Donnie nie. Chodzi o to, że nie znajdziemy nikogo innego teraz, na szybko. - powiedział Joey
- Tsa... Na pewno.... Powiedzmy że wam wierzę - ściemniłam
- No to jak nie wierzysz to zjedz coś - wtrącił AJ - chudzielec z ciebie - zaśmiał się
- Nie kłam - uśmiechnęłam się - ale no.. mogę się skusić - chwyciłam za kawałem pizzy i zaczęłam go jeść. Nawet dobra...
- Nie jest ci tu gorąco? - pytanie padło z ust Howie'go
- Nie jest mi gorąco - Ludzie drodzy. Czy wy nie przestaniecie się o to pytać? Jestem myślącym (chyba) człowiekiem, który zazwyczaj wie co robi.
- Wiesz, że ja wiem - powiedział jak najciszej się dało Brian, usta skierował w stronę mojego ucha, nikt chyba nie słyszał
- O czym?
- Nie udawaj. Blizny. Wiem. Nick też wie. Nikt więcej. -wyszeptał.
- Czemu nie gadacie tak, żeby wszyscy słyszeli? O czym nie wiemy? - odezwał się Jordan
- Nie ważne. Kiedy zaczyna się soundcheck? - zmieniłam temat
- Za godzinę, a co? -
- Czyli za pół wpuszczają fanów tak?
- No tak... -odpowiedział Jonathan. Teraz on będzie mi się źle kojarzył. Bardzo źle. W końcu 3 na którą czekałam
- I jak z tym ochroniarzem, zostaje? - spytał szybko Joey. No czyli to było wymyślone. Co oni szykują? Przekonam się pewnie niedługo. Aaron wrył się pomiędzy mnie a Joey'a, za to Brian zrobił miejsce Nick'owi więc siedziałam pomiędzy braćmi Carter. Zaczęli wpierdzielać pizzę. Ja patrzałam na nich i lekko się uśmiechnęłam. Jeżeli w moim życiu ma być teraz więcej takich dni to jestem na tak, chociaż brakuje mi Jay'a. Brakuje mi beki z Łysola i Tom'a. No i Sivy który zawsze modeluje pół godziny włosy. Niestety trzeba ich wymazać z życia. Rozdział zamknięty. Nie wiem, czy nie wolałabym tego starego rozdziału. Aaron razem z Carter'em zaczęli mnie szturchać.
- Czego?
- Niczego. Przestań myśleć. - Nick pokazał mi swoje białe ząbki
- Czy myślisz o tym co mi się wydaje, że myślisz? - spytał Ar. Odkiwnęłam jedynie głową na tak. - Weeeź Livv... Daj spokój... - machnął ręką -  Jak nie przestaniesz się tym zadręczać to serio pojadę i mu wyjebie. Serio. Nick potwierdzi, że to zrobię. On wie do czego jestem zdolny
- No potwierdzam. Niestety ale jak on coś powie, to to zrobi... Zazwyczaj źle się to kończy
- O czym ona myśli, możemy wiedzieć? - spytał Jordan
- Powiesz im, czy nie? Czy może ja mam to zrobić? - Brązowe oczy chłopaka patrzały to na mnie to na Nick'a, no i na resztę
- No okej, przecież nie mam nic do stracenia. Ty - powiedziałam. On chyba odruchowo przytulił mnie. Wiedział, że będzie mi źle
- Od początku. Kojarzycie wszystkich z The Wanted, nie musimy wymieniać tego? A dziewczynę Max'a?
- Każdy tutaj ich zna - powiedział Donnie
- No więc od początku. Sykes wymyślił sobie, że tutaj oto obecna Olivia Rose zapraszała go do łóżka, ale on jako dobry przyjaciel Jay'a nie przyjął propozycji. Coś jeszcze wspominał o jakimś pocałunku. Na nieszczęście Olivia wykręciła wtedy numer swojego jeszcze wtedy chłopaka i on to usłyszał. Oczywiście on w to uwierzył. Zerwał z nią. Swoją drogą wydaje mi się, że to kłamstwo. Nie wierzę, że to kochane coś mogłoby się tak zachowywać po pijaku - uśmiechnęłam się. Jestem kochanym czymś No później trochę się potoczyła akcja..
- Powiedz to też. Jak mają wiedzieć, to wszystko. - wtrąciłam i odczepiłam się na chwilę od blondyna. Ściągnęłam kurtkę i dałam bandażowi trochę luzu
-No więc w międzyczasie szklanka się zbiła, to o to małe coś poniosło i się pocięła. Na szczęście w odpowiednim momencie przyszedł Jordan, jej brat.  Tego samego dnia się poznaliśmy. Kolejnego ona dostała telefon o tym, że Max zdradza Lenę. Powiedziała jej to. Na to Lena wyzwała ją od kłamców i generalnie się pokłóciły. Później Max zadzwonił do niej i ją opierdolił i w ogóle. Za to bym mu przyjebał serio. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że chciała każdemu pomóc, być dobra. A teraz każdy ma ją za sukę. Co nie jest prawdą. Serio. - uśmiechnęłam się na ostatnie słowa
- Banda skurwieli. A sprawili wrażenie miłych. - odezwali się na raz Nick i Jordan.
- Dobra, było minęło. Nie wymieniajmy tutaj na nich jakichkolwiek epitetów. Zaczynam nowy rozdział w życiu. Gdyby nie Aaron pewnie już bym leżała głęboko pod ziemią. Serio. Bardzo podniósł mnie na duchu. Ale czas wam się kończy i o ile się nie mylę to powinniście iść na soundcheck - zrobiłam smutną minkę
- Co racja, to racja. Soundcheck i fani czekają. Później koncert. Dajmy niezłe show - Nick próbował dodać energii wszystkim. Wstaliśmy i udaliśmy się każdy w swoją stronę - oni na scenę, a my na publiczność. Bilety przy samej scenie, to coś niesamowitego. Mają naprawdę świetną więź z fanami. Czekamy jeszcze chwilę, wpuszczają ludzi z innymi biletami i jedziemy. Koncert zaczyna się. Pierwszą piosenką jest medley* Single i The One. Kocham to. Na live jest jeszcze lepsze. Później kolejno było Summertime, The Call, Dirty Dancing. Teraz Nick postanowił, że zrobi małą przerwę widać. Zaczął coś mówić
- No więc, dzisiaj na sali jest dwóch specjalnych gości. Mój brat Aaron i jego przyjaciółka, Olivia. Dziewczyna ostatnio sporo przeszła. Sprawmy, żeby mogła się chociaż lekko uśmiechnąć. Następną piosenkę chcemy dedykować właśnie niej. Liv, chodź do nas.
- Idź na scenę, dalej - popchnął mnie Ar, a ja w efekcie znalazłam się na scenie. Stałam pomiędzy Nick'iem, a Brian'em. Nie docierało do mnie, co się dzieje. Brian chwycił moją rękę i rozbrzmiały pierwsze nuty. Soldier. Aaron dobrze wie, że kocham to i że tylko ta piosenka podnosi mnie na duchu.
-Chce być tam na czas,chcę być Twoim światłem, chronic Cie jak żołnierz... Chcę być pierwszy w kolejce, byc jedynym, który uratuje Twe życie, wszystko czego pragnę to trzymać Cię.. - teraz przekazał mnie w ręce Nick'a
- Ale ktoś zepchnął Cie w dół,dokładnie w samym środku wojny, na zewnatrz słowa znaczą tak niewiele, kiedy uslyszałas te wersy, potrzebowałas kogos, kto sprawiłby, ze bys uwierzyła, sprawiłby, ze bys uwierzyła.. - no i przyszedł czas na refren. Nagle reflektory zaczęły świecić na Aaron'a i cała szóstka zaczęła śpiewać 
- Będę Twoim żołnierzem, stanę i będę walczył aż do końca i jeśli Twoje serce wciąż będzie się oziębiało, wiesz, ze zawsze będę Twoim zolnierzem... i jeśli Twoje serce wciąż będzie się oziębiało, wiesz, ze zawsze będę Twoim zolnierzem...  - skończył się refren. Całą szóstką brzmieli wspaniale. Teraz kolej na zwrotkę AJ'a. Ale o dziwo nie szykuje sie AJ a... Aaron. no tak. Ta zwrotka, którą wtedy mi zaśpiewał i początek opisuje co się stało w 100 procentach
- Nie musisz ukrywać Twoich blizn,będe tam, gdy będziesz się rozpadać na części i naprawię Cie jak żołnierz... Nie musisz isc tak daleko, kochanie, połóż swe ramiona, wiedz, ze bitwa się skończyla...
Teraz już nie zwracałam uwagi na nic. Zaczęłam płakać. To było tak piękne. Wzruszyłam się, chciałam iść za kulisy, ale no nie wyszło mi to. Ale w końcu musieli mnie puścić. Piosenka się skończyła. Nick powiedział, że mam iść za kulisy. Więc i tak zrobiłam.
- To mała zmiana planu. Nie było supportu, będzie teraz. Mój brat, Aaron zaśpiewa dwie piosenki. Brawa dla niego. Nie spieprz tego młody - ostatnie powiedział ciszej, chociaż i tak było go słychać. Wszyscy się zaśmiali. Ja nadal miałam w oczach łzy. Carter zaśpiewał piosenki Let Go i I Want Candy. Przyznam szczerze, że dziwnie teraz słuchać dorosłego gościa śpiewającego tą piosenkę. Powrót do show. Na scenę weszli New Kids i wykonali m.in. Block Party, Live it Up, Back to Life I Jealous. Oatatnia piosenka wywołała troszke zlych wspomnień, ale nie dałam po sobie poznać, ze cos sie dzieje. Po kolejnej godzinie występów obu zespołów przyszedł czas na nową część trasy. Wymyślili ja na parę ostatnich, największych koncertów. W tej części będą występy solowe, bądź duety. Na pierwszy ogień poszedł Jordan. 
-No to czas na nową część trasy, którą niestety dopiero teraz wymyslilismy. Czas na solowe występy! Na pierwszy ogień idą Jordan I Donnie z piosenka Stingy - powiedział Nick I od razu rozbrzmialy pierwsze nuty piosenki. Donnie przez całą swoja kwestie patrzał na mnie I Aaron'a. Ale czemu? Tego nie wiem. Teraz kolej na AJ'a z piosenka What if. Nie przepadam za jego solowymi utworami, ale nie każdy musi wszystko lubić,  prawda? Po tej piosence śpiewał Joey I Here We Go Again. Oczywiście to było coś. Usłyszeć jak nawet nie wiem ile tysięcy ludzi spiewa ta piosenke bylo czyms niesamowitym. Teraz kolej Nick'a. Wybrał piosenkę Falling Down. Znowu patrzał na mnie...
"Nie chcę przeżyć mojego życia bez Ciebie Najtrudniejszą rzeczą ze wszystkich Jest spróbować odbić się od dna Staram się wyprzedzić wszystkie wspomnienia Ale ciągle spadam w dół" 
-Dobra, to by było na tyle. - powiedział Brian
-Nie do końca. Razem z Nick'iem chcielibyśmy wam coś ogłosić. A więc, wraz z końcem trasy NKOTBSB - Zaraz, co Jordan z Nick'iem chcą ogłosić? Czy na koncertach zawsze muszą nas czymś zaskakiwać?
-Kończymy pracę nad nowym albumem.Nic nie wiedzieliście o duecie Nick and Knight. Efektów spodziewajcie sie juz  we wrzesniu! - ogłosił Nick
- Tak więc chcielibyśmy zaśpiewać wam cos z albumu. Singiel One More Time - Jordan ledwo skończył wypowiadać słowa już poleciały pierwsze nuty piosenki, która zapowiadała się wesołą nutą. Byłam zdziwiona. Czemu ja nic nie wiem? Moi ulubieńcy nagrywają razem płytę. Rozbrzmialy pierwsze nuty piosenki. Spodobala sie chyba każdemu na sali. Ostatnie piosenki I koniec koncertu.... szkoda, bo swietnie sie bawiłam. Kiedy pożegnali się z fanami całą 9 udali się do garderoby, w której my z Aaron'em już czekaliśmy. Jakiś czas rozmawialiśmy.
- To co wy na to, żeby spędzić razem jutrzejszy dzień w Londynie? - spytał Nick - bo pojutrze mamy koncert w Manchesterze...
- Niezbyt... Bo zaraz musimy spadać, generalnie Olivia się stąd wyprowadza i jadę z nimi do Manchesteru - powiedział Aaron
- To mam pomysł - wtrącił Jordan - jutrzejszy dzień spędźmy w Manchesterze.
- Ja i Danny dzisiaj jeszcze lecimy do USA. W dzień koncertu wrócimy - powiedział Jon
- okej. - odpowiedział mu Nick - to pasuje wam?
- Mi tak, nie wiem jak Liv. - Aaron spojrzał na mnie wypowiadając to zdanie. Widać było, że prosił, żebym się zgodziła
- Szczerze? A czemu by nie.- skoro Carter chciał spędzić z nimi czas to ja nie będę mu stać na przeszkodzie. Pewnie dawno się nie widzieli. A coś mi się zdaję, że teraz będę częściej widzieć Nick'a. Po Manchesterze mają jeszcze tylko 2 koncerty - w Polsce i Niemczech. Pewnie bracia postanowią spędzić razem trochę czasu... Przegadaliśmy jeszcze jakieś 15 minut i mój telefon zadzwonił. Jordan czekał już na nas pod halą. Pożegnałam się z każdym po kolei i ruszyliśmy w drogę. Po około 3,5 godziny byliśmy już w Manchesterze i kierowaliśmy się pod nasz rodzinny dom.

**Lena**

Ubrana w zwiewną sukienkę ruszyłam do drzwi . Byłam już gotowa po odwiedzinach Dash'a , agenta nieruchomości który pomógł mi kupić (a teraz sprzedać) ten dom. Mówił że postara się znaleźć kupca jak najszybciej , na moją prośbę. Ufałam mu i wiem , że jest świetny w swoim fachu.
Poznałam go przez Tanyę - jego żonę , a moją koleżankę. Znałyśmy się jeszcze w szkole , ale ona była starsza o dwa lata. W sumie to właśnie ta kobieta pokazała mi szkołę i wytłumaczyła wszystko. Miałyśmy całkiem dobre kontakty dopóki nie zaszła w ciąże. Nie skończyła szkoły i zajęła się wychowaniem dziecka. Ma syna , jeśli dobrze pamiętam jego imię to Matthew i teraz ma około pięciu lat. Okazało się że to będzie jedyny dziecko Tanyi . Po ciąży wystąpiły powikłania przez które nie będzie mogła mieć więcej dzieci. Załamała się po tym tak bardzo że do dzisiaj chodzi do specjalisty na terapię.
  Westchnęłam wspominając dawne czasy. Życie zmienia się tak bardzo przez krótki czas. W sumie rodzimy się tylko po to by umrzeć . Oczywiście pomijając ten jakże krótki okres nazwany 'życiem' . Wszystko dzieje się tak szybko... Hej !Już przestań - zganiłam się w myślach - będzie ok. Taaak , najczęstsze kłamstwo.

Zamknęłam drzwi i ruszyłam ulicą by odebrać swój identyfikator i dokończyć uzupełnianie dokumentów. Cieszyła mnie myśl że będę pomagać innym , tym , którzy tego potrzebują. Lekko uśmiechnęłam się na myśl o tym , ale humor nie poprawił się.
Załatwianie wszystkiego zajęło mi ponad godzinę bo oczywiście wolałam iść pieszo niż jechać autem Maxa. Bo po co ? Ehh...
Cieszyłam się że zdejmą mi dzisiaj szynę i w końcu moja noga będzie wyglądała dobrze . Przyznajmy szczerze dziwnie wyglądam z tym czymś na nogach. Przerzuciłam torebkę przez ramię i syknęłam. Tatuaż wyglądał już dobrze , ale nadal trochę bolało miejsce w którym był. Szczególnie gdy przez przypadek uderzę się w nie.
Weszłam do budynku i po przywitaniu się z recepcjonistką poszłam do swojego lekarza który już czekał na wcześniej umówioną wizytę.

 - Dzień dobry pani Smitch , jak się pani czuje? - uśmiechnął się do mnie promiennie , odpowiedziałam nie szczerym , małym uśmiechem. Niestety tylko na tyle mnie stać.
 - Całkiem dobrze. Już nie mogę się doczekać kiedy pozbędę się tego z nogi - wskazałam na szyne. Nie bolało , wcale. Nie był to ciężki 'zabieg' więc nie miało co boleć. Sprawdził czy wszystko jest z nogą poprawnie i z ulgą podziękowałam gdy potwierdził moje myśli. Noga była już cała , ale powinnam na nią uważać .
 - Dziękuję - tym razem uśmiech był szczerszy.
 - Nie ma za co , dziecinko - prawda , mógł się tak do mnie zwrócić bo miał już swoje lata , a siwe włosy i zmarszczki to potwierdzały. Jedyny lekarz który wydawał mi się miły.
- Do widzenia pani Harvey ! - powiedziałam do recepcjonistki , żony lekarza gdy wychodziłam. 
 - Oby nie szybko - zaśmiała się kobieta. Oby - odparłam jedynie w myślach. Wracając do domu nie myślałam o niczym specjalnym. Ten dzień minął szybko i w miarę przyjemnie.
Gdy tylko otworzyłam drzwi Sugar rzuciła się na mnie . Chciała wyjść więc tylko chwyciłam smycz i ruszyłam z nią na krótki spacer. Wracając weszłam do sklepu by zrobić zakupy na dzisiejszą kolację. Wszystko zmieściło się w jednej reklamówce więc było dobrze.
Wieczorem przygotowałam naleśniki , miałam na nie ochotę jak nigdy. Gdy nalewałam ciasto na patelnie zadzwonił telefon. Odebrałam i położyłam go na blacie obok bym mogła dokończyć smażenie. 

- Hej , Kocie ! Jak się czujesz? Mam nadzieję że byłaś u lekarza- mówił. 
- oh! Oczywiście że byłam . Max , właśnie mam dla ciebie niespodziankę - mówiłam w przestrzeń.
 - i już mi się podoba - stęskniłam się za jego śmiechem i zamknęłam oczy delektując się chwilą gdy go usłyszałam- czy to jest pod ubraniem? - tym razem ja się zaśmiałam. Przełożyłam placek na talerz. Humor podniósł mi się o jakieś piętnaście procent. 
- Tak - przyznałam , jednak ja myślałam o tatuażu , a on... Z pewnością nie. Przygryzłam wargę . Już nie mogę się doczekać aż
aż mu pokaże ten napis.
 - Już jutro się zobaczymy - to jedna z najlepszych wiadomości ostatnich dni.
 - kocham Cię , wiesz? - odłożyłam patelnie do szafki.
 - zaczynam się domyślać - powiedział
 - pa , pa .
Połączenie zostało zakończone- właśnie taki napis pojawił się na wyświetlaczu. Zjadłam naleśniki , oczywiście nie wszystkie. Su też się załapała.
Nie brałam prysznica , stwierdziłam że zrobię to rano. Nie byłam zmęczona po prostu nie miałam ochoty . Położyłam na kolana laptopa i zajrzałam na twittera. Posprawdzałam tweety i coś tam napisałam. Ucieszyłam się widząc nowe follow od użytkownika @anthonyladao . Nawet nie zauważyłam że portal społecznościowy wciągnął mnie na tak długo. Poszłam spać po pierwszej w nocy.


-------------------------------------------------------------------------------------------------


Siema Wam :3
No więc przychodzimy z kolejnym rozdziałem :DD
Szkoda, że nie było odpowiedniej ilości komentarzy :/
Mamy nadzieję, że tym razem będzie lepiej :*
No i oczywiście, że ten przypadł wam do gustu
Do nexta :3

3 kom = rozdział

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 25

Olivia

Siedziałam w domu, gotowa na wyjście. Zaraz miał być koncert. Usłyszałam pukanie do drzwi. Oczywiście nie był to kto inny jak Aaron. Dał mi różę, którą od razu włożyłam do wazonu. Byliśmy ubrani normalnie, sto procent sportowo. Staliśmy już pod halą, w której wszystko miało się dziać. Koncert był wspaniały. Przy jednej z piosenek każdy z chłopaków z BSB wybierał jedną fankę. No i udało mi się. Nick zaśpiewał dla mnie. Przez cały czas patrzałam to na niego, to na Aaron'a. Znając życie, to jego sprawka. Piosenka się skończyła, zaśpiewali Everybody. Później weszli ci z NKOTB. Na końcu wykonali medley* Everybody i Hangin' Tough. Jutro mamy z całą 9 spędzić dzień. Zapowiada się wspaniale! Wracaliśmy do domu przez park, było ciemno. W pewnym momencie w krzakach się coś poruszyło. Ale nie ważne. Szliśmy dalej. Nagle usłyszałam huk i Aaron leżał na ziemi. Przede mną stanął jakiś mężczyzna i krzyknął "Nigdy już nie będziesz szczęśliwa. Nie pozwolimy ci na to". Masakra jakaś. Zaczęłam płakać. Wezwałam karetkę. Wygrzebałam telefon Ar'a i zadzwoniłam do Nick'a. Wypadałoby, żeby wiedział, że przeze mnie postrzelili jego brata. Powiedziałam mu wszystko, on o dziwno nie nakrzyczał na mnie. Powiedział tylko, że już jedzie do szpitala. Przez cały czas z nim rozmawiałam, nawet podczas jazdy karetką. Carter pocieszał mnie, mówił, że to nie moja wina. Mimo jego słów wiedziałam, że ma do mnie żal. Wiedziałam, że on mi tego nie wybaczy, a tym bardziej ja. Właśnie miałam poznać wyniki operacji. Przez cały czas z Nick'iem wspieraliśmy się nawzajem. "No więc operacja zakończyła się....

Obudził mnie pieprzony telefon. Byłam roztrzęsiona ale i wkurzona. Nie patrząc kto dzwoni odebrałam
- Kto kurwa zakłuca mi sen i nie pozwala poznać wyników operacji?! - warknęłam
- Co? Przepraszam, że cię obudziłem, zapomniałem o strefach. Znasz mnie...
- Tak Tom... ty to ten roztrzepany. No więc skoro do mnie dzwonisz to masz powód
- No mam. Jaka u was pogoda?
- A tak serio? Czego Tom. Dzwonisz do mnie o 8 rano, kiedy ja chce się wyspać.
- No... nie wiem jak ci to powiedzieć.
- Wal prosto z mostu
- No więc do życia Max'a wróciła Michelle
- Co ty pieprzysz?! Zaraz go opieprzę. Lena powinna wiedzieć - złapałam się za głowę - podaj mu telefon
- Nie. Liv. Powiedz to tylko Lenie. Ja nie mam serca jej tego mówić
- A myślisz że ja mam?! Dopiero z Jay'em zerwałam, teraz Max zdradza Lenę. Nosz kurwa mać co się w tym świecie dzieje
- Olivia od kiedy ty tak klniesz?
- Problem? Było pamiętać o strefach - zaśmiałam się - ale jak ja mam jej to powiedzieć?
- Nie wiem Liv. Dobra kończę, mamy próbę teraz, pa - rozłączył się. Ubrałam się, ogarnęłam. Myślałam o tym, jak powiedzieć to Lenie. Poszłam do salonu, gdzie siedział Jordan
- Możemy porozmawiać? - spytałam i usiadłam obok niego
- Pewnie, o co chodzi?
- Najpierw sprawa numer jeden. Melduję ci, że jutro idę z Aaron'em na koncert NKOTBSB
- Spoko.
- Zero buntów? - uśmiechnęłam się
- Zero. Komu jak komu ale Aaron'owi ufam bardziej niż bratu. A kolejna sprawa?
- No więc. Max zdradza Lenę, z Michelle. Kojarzysz ją nie? Jak powiedzieć o tym mojej przyjaciółce?
- Nie wiem. Chyba najlepiej będzie jak do niej zadzwonisz, spotkacie się i powiesz jej o tym prosto z mostu. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji.
- Eh... dobra. Spróbuję - powiedziałam i telefon zadzwonił. Tym, kto dzwonił okazał się nie kto inny, a Lena. Super. Jordan wyszeptał " Dasz radę, trzymam kciuku" i się uśmiechnął. Poszłam do pokoju, nie chciałam, żeby brat słyszał naszą rozmowę. Usiadłam na kanapie i odebrałam.
- Hey Liv! Wpadniesz ? Mam ci troche do opowiedzenia i stęskniłam się
- Hej Lena, jasne, ja też mam coś do ciebie nowego
- Wpadniesz do mnie ? - wydawała się szczęśliwa przez co czułam się jeszcze gorzej , ale wiem że musi wiedzieć. 
- Jasne, że wpadnę - mój głos nie był zbytnio szczęśliwy, ale próbowałam grać jak mogę...
- Czekam - poszłam na korytarz. Na migi pokazałam, że wychodzę. Brat pokazał mi, że trzyma kciuki.
- Ja już wychodzę 
- O dobrze. 
- Kończę. 
- Do zobaczenia - rozłączyłam się. Spacerkiem szłam do niej i układałam sobie jak jej to powiedzieć, jak wpleść to w rozmowę. Na początku powiedzieć, czy może najpierw o zerwaniu? Nie wiem już. Czy życie i to wszystko nie może być prostsze?! W końcu musiałam przestać o tym myśleć. Byłam już na miejscu. Zapukałam do drzwi
- Wchodź ! - uśmiechnięta twarz Leny pojawiła się przede mną - nie rozumiem po co pukasz.
- Przyzwyczajenie - wymusiłam sztuczny uśmiech. Na myśl, że zaraz z jej twarzy zniknie ten uśmiech chciało mi się płakać. Takie no... Nieprzyjemnie, niemiłe, chujowe...? Uczucie.
- Mów co się stało i nie udawaj że nic , jeszcze nie oślepłam - spoważniała. Zna mnie bardzo dobrze.
- Zacznę od czegoś mniej ważnego. Nie jestem już z Jay'em. Zerwał ze mną 
- Co ?! To jest mniej ważne ?! Liv... tak mi przykro. To przez Nathana? Jejku... - przytuliła mnie - Jay nie będzie ostatni. Może jeszcze do siebie wrócicie. Przykro mi , bardzo- mówiła szybko
- No chyba przez Nathan'a. Pamiętasz naszą nockę? Wtedy się z nim całowałam, chociaż kompletnie nic nie pamiętam. Sykes twierdzi, że zapraszałam go do łóżka. Ale ty mnie znasz. Wiesz dobrze, że taka nie jestem - znowu to samo. Bądź silna, odwlekaj temat Michelle. Ale ona musi wiedzieć. Ygh. Lepiej późno niż wcale, chociaż... Boże no ...
- Dupek. Nie wiem czy bardziej Jay czy Nathan ale dupek Jakoś to będzie. Masz mnie i jakoś damy radę.
- Dziękuję ci. Teraz - przerwał mi dźwięk SMS'a. Spojrzałam na telefon - Aaron ;33

Dzień Doberek :3 Jutro koncert, cieszysz się? :D

- Kto to ? - uniosła brew - ej a może coś słodkiego? Na co masz ochotę? Zobaczymy czy to mam - puściła mi oczko
- Hmm... Nie wiem. Zdam się na ciebie. A co do sms'a, to przyjaciel Jordan'a, znajomy. - jeszcze nie nazywałam go przyjacielem. Odwlekła to co chciałam teraz powiedzieć. Ygh. 
- Fajny? Więc fasolki. Moje ulubione - wyciągnęła z szafki paczkę smakołyków.
- Bardzo sympatyczny, ale i tak nie wiesz jak to było - zaśmiałam się - on jest też piosenkarzem, ja byłam jego fanką. Przedwczoraj mówię Jordanowi o zerwaniu i w ogóle, on mi, powiedział, że jego przyjaciel przyjeżdża. Nie znałam go. A tu się okazuje, że to gościu, którego uwielbiam - uśmiechnęłam się na myśl o blondynie. Chwilę później uświadomiłam sobie, że Lena nie wie jeszcze o ranach na rękach, ja nie zmieniłam opatrunku i dalej nie powiedziałam jej o TYM.
- Wow ! Fajnie. Wiesz muszę napisać do Maxa żeby załatwił mi autografy Midnight Red. Ostatnio dzwoniłam do Maxa i odebrał jakiś chłopak jak się okazało to Anthony i jest w zespole Midnight Red . Mają super piosenki , serio - opowiadała. Do Max'a. Super. Po prostu zajebiście. Dobra. Teraz albo nigdy..
- Lena... nie przejdzie mi to przez gardło, ale pamiętasz Michelle? Mówiłam ci o niej.
- Pamiętam . Max też trochę o niej mówił - zaczęła mi się przyglądać ze zmrużonymi oczami - a o co chodzi?
- No więc.... Ygh... Pamiętaj, że to nie twoja wina. Nie przejmuj się. To jego wina.... 
- Co ? Wszystko ok? - przechyliła głowę i już się nie uśmiechała.
- Max cię zdradza z Michelle 
Patrzyła na mnie chwile po czym zaczęła się śmiać . -kto to wymyślił ?
- Tom rano do mnie dzwonił i mówił mi to
- Uwierzyłaś?
- Z deka.... No uwierzyłam no 
-Nie pomyślałaś że to znowu jakieś głupie żarty?
- Nie. Parker w życiu nie brzmiał tak poważnie, serio. Poza tym myślałabyś gdyby ktoś obudził cię, śniłoby ci się coś co sorry ale nie było miłe i .... - prawie powiedziałam o bólu ręki. Póki sama nie będzie się czepiać ja nie robię ruchu - i nic. nie ważne 
Siedziała chwile cicho .
 -Kłamiesz. Próbujesz skłócić mnie z Maxem bo ci z Jayem nie wyszło ? Nie myślałam że zrobisz coś takiego - zacisnęła usta ze złości
- Serio Lena?! Myślisz, że próbowałabym oczernić przed tobą mojego przyjaciela z dzieciństwa?! Nie spodziewałam się tego po tobie. - miałam łzy w oczach - nie mamy o czym rozmawiać, skoro masz mnie za kłamcę. Wychodzę - ruszyłam w stronę drzwi
- I dobrze. Szkoda że tu przyszłaś - trzasnęłam drzwiami. Nawet kurwa ona. Poszłam kawałek od tego mieszkania. Usiadłam na ławce i zadzwoniłam do Jordan'a, żeby przyjechał po mnie. Chwilę później siedziałam już w aucie i byłam w drodze do domu. Okazało się, że Aaron jest u Jordan'a. No super. Poszłam prosto do pokoju, w laptopie odpaliłam muzykę na fula i zaczęłam płakać. Nawet nie patrzałam co włączyłam. Jak ona mogła? Nie wierzę, że to ta sama Lena. Jakby ją ktoś podmienił. Że niby zmyśliłam?! Tak tak najlepiej tak, że zmyśliła i pozbędę się problemu. Niech się pierdoli. Usłyszałam piosenkę Soldier. No to słuchamy. W pewnym momencie drzwi od pokoju się otwarły. Stał w nich Aaron. Chwilę popatrzał na mnie. Usiadł obok mnie, ja wykorzystałam okazję i się wtuliłam w niego. On zaczął nucić mi do ucha. 

Ale ktoś zepchnął Cie w dół,
dokładnie w samym środku wojny,
na zewnatrz słowa znaczą tak niewiele,
kiedy uslyszałas te wersy,
potrzebowałas kogos, kto sprawiłby,
ze bys uwierzyła, sprawiłby, ze bys uwierzyła..

Będę Twoim żołnierzem,
stanę i będę walczył aż do końca
i jeśli Twoje serce wciąż będzie się oziębiało,
wiesz, ze zawsze będę Twoim zolnierzem...
i jeśli Twoje serce wciąż będzie się oziębiało,
wiesz, ze zawsze będę Twoim zolnierzem...

Nie musisz ukrywać Twoich blizn,
będe tam, gdy będziesz się rozpadać na części
i naprawię Cie jak żołnierz...

To było takie prawdziwe. Nie pytał co się dzieje. nic. Tylko siedział i pocieszał. To pokazało, że mogę go już nazwać przyjacielem pomimo tak krótkiej znajomości. Czułam jakby był moim przyjacielem od dziecka. Patrzał na mnie tymi brązowymi oczyskami. Jego wzrok miał w sobie tyle ciepła, przyjaźni, pocieszenia. Przez dłuższy czas tak siedzieliśmy. Następna piosenka na playliście to było Unmistakable. Musiałam włączyć coś wesołego, ale co. No i przede wszystkim przestać ryczeć. Od kiedy obchodzi cię zdanie innych.
- Wyłączysz to? - wyszeptałam
- Jasne. - powiedział i zamknął youtube. Oczywiście ukazała mu się moja piękna tapetę. Ygh... Czemu ja jej nie zmieniłam. Blondyn zaśmiał się - serio? 
- No  tak... Nie mogę?
- Nie no możesz - uśmiech nie zszedł z jego twarzy, a wręcz mnie nim zaraził. - może obejrzymy Ted'a? - spytał
- Okej, nie oglądałam tego wcześniej.
Zaczęliśmy oglądać film. Oczywiście ja nie wiedziałam o tym nic, jak zwykle zacofana. Aaron mówił, że to na serio popularne. Ale szybko wyłapałam, że gra tam Mark Wahlberg. Pół filmu się śmialiśmy. Pomimo tego, że już nie płakałam on nadal mnie tulił. Miło. Ale w końcu coś musiało zepsuć tę atmosferę. Telefon zadzwonił. Na wyświetlaczu pokazało się zdjęcie Max'a. Nie.
- Nie odbiorę tego.
- Odbierz i włącz na głośnik, ale czekaj. Jordan! - krzyknął, a brat pojawił się w drzwiach. Usiedliśmy. Odebrałam i włączyłam na głośnik.
- Halo - powiedziałam cicho
- który ci powiedział?
- Co powiedział - spytałam, chociaż wiedziałam o co mu chodzi
- Teraz nie wiesz o co chodzi? Proszę cie! Tylko powiedz który z nich ci to powiedział - był bardzo zdenerwowany
- Ona ci tego nie powie - wtrącił Aaron
- Kimkolwiek jesteś nie wtrącaj się! Po prostu powiedz. W ogóle po co do niej szłaś? -mogę go sobie wyobrazić tak zdenerwowanego.
- Kimkolwiek jest pozwalam mu się wtrącać. - nie chciałam go zdradzić jego imienia, nie potrzebuje tego - Ponieważ mnie o to poprosił proste? Max. Na chuj to robisz?Krzywdzisz ją tym. Nie wierzę, że to mówię, ale zerwanie z nią dla Michelle już lepiej by wyglądało. Pamiętaj, że jesteś gwiazdą, skąd wiesz, czy czasem jakiś fotograf was razem nie zobaczy, o ile już tego nie zrobił? Myśl.
- Nie mam zamiaru z nią zrywać. Nie musisz się bać nikt nie zrobi nam zdjęcia. Znam pojęcie 'dyskrecja' jakoś nie zauważył nikt wcześniej teraz tez nie zauważą. Czekaj Ja ją krzywdze? TY jej to powiedziałaś , przez CIEBIE płakała.
- Teraz kurwa przegiąłeś. Przeze mnie płakała?! Przeze mnie?! To nie ja wyzwałam ją od kłamców, nie ja ją do cholery zdradzam! Pierdolę was ludzie, najlepiej na mnie winę zrzucić tak?! Tak to ja jestem wszystkiemu winna. To ja jestem pojebaną suką, która wam rozjebuje życie. - powiedziałam. Jordan chciał się odezwać, ale pokazałam mu na migi, żeby tego nie robił.
- Najlepiej  użalaj się nad sobą ! Nikt nie ma w życiu ciężko tylko ty ! No oczywiście ! Kurwa , następnym razem się zastanów zanim zrobisz coś głupiego
- Dobra, nie mam zamiaru z tobą rozmawiać. Usuń ten numer. Usuń mnie z pamięci. Nie będę wam rozpierdalać życia, skoro to ja jestem wszystkiemu winna
-Nie będziesz mi mówić co mam robić. Nie niszczysz MI życia. Niszczysz je sobie. Popatrz ile osób ze swojego otoczenia zraniłaś...- i się rozłączył
- Ja pierdolę, jaki dupek - Aaron od razu wyraził swoją opinię. Przynajmniej był szczery. 
- Pierdolę to wszystko. Skoro to ja jestem ta zła, to wypierdalam z tąd do ojca. Aaron kupiłeś już ten dom? - Nie, a co? 
- To jedziesz z nami do Manchesteru? Bo zgaduję, że jak ja się przeprowadzam, to i ty Jordan 
- Jasne. - powiedzieli na raz
- To kiedy? - spytał mój brat
- Po koncercie zaraz? - zadałam zasadnicze pytanie. Nie chciałam tu długo być, skoro nikt mnie tu nie chciał. A Manchester to dobre miejsce. Chociaż, pewnie będę szukać dalej. Bo tam wspomnienia będą jeszcze z dzieciństwa, Max... 
- Okej...- Jordan chyba zakończył tą rozmowę. Nie odezwałam się, dalej trzymałam w ręku telefon. Skasowałam jego numer, numer Jay'a, Nathan'a, Leny. Numery Sivy i Tom'a zostawiłam. Oni nic nie zawinili. Miałam ochotę płakać, ale już nie miałam czym. Łzy już chyba wyschły. Max mówił o tym, jak krzywdzę innych. Ile razy Jay nie tak zachowywał się po pijaku? Ja tylko przekazałam dalej informacje od Tom'a, którego nie wydałam. Bardzo dobrze. Jeszcze on miałby przesrane u Łysego, a na razie niech tak nie będzie. Niech on pomyśli lepiej jak on krzywdzi Lenę. Moja wyprowadzka niech da im do myślenia. Ja krzywdziłam Sykes'a? Czym? Że byłam z tym kogo kocham, czyli Jay'em? Właściwie to już nie wiem, czy to wszystko nie było jedno wielkie pieprzone zauroczenie. Siedziałam jeszcze jakiś czas. 
- Jordan, zmienisz mi opatrunek? 
- Jasne - powiedział i poszliśmy do łazienki. Trochę bolało. Teraz popatrzyłam na tę rany. Nie było warto. Mogłam tego nie robić. To całe gówno nie jest warte mojego cierpienia
- Co tak patrzysz na te rany?
- Teraz o tym myślę i żałuję. Widzę, że nie było warto, że nie ma dla kogo robić ran. Największa głupota, jaką w życiu popełniłam. 
- Nie myśl o tym. To co się stało, tak naprawdę przez ostatnie dni dowodzi tego, że miałem rację, ale to się nie liczy. Zaczynamy nowy rozdział, już od dzisiaj, tamto mamy za sobą. Ona nie przyjdzie do cb, oni są chuj wie gdzie. Przejmuj się wszystkim, tylko nie nimi. Serio. Proszę cię
- Dobrze Jordan - uśmiechnęłam się - chyba na serio nadszedł czas zakończyć ten okres, ale jednego okresu nie zakończę
- Jakiego?
- Tego w którym poznałeś mnie z Aaron'em. No i oczywiście naszych wypadów w 3. Serio kocham cię bracie - przytuliłam go, akurat skończył opatrywać rękę. Resztę dnia przesiedzieliśmy w 3 oglądając jakieś filmy. Tyle z nich wiem, że nic. Bo ciągle nam odwalało. Mam nadzieję, że ten rozdział będzie lepszy, niż ostatni i będzie miał swój happy end... 

                                                               **Lena**
Olivia wyszła.
Każdy chociaż raz czuł ze powiedział za dużo , ale było już za późno. Ja miałam tak dzisiaj.  Przesadziłam? Może jednak nie ? Należało się jej jeśli próbuje zniszczyć mój związek z Maxem.  Co jeśli nie kłamała ? Pobiegłam na górę po telefon i szybko wybrałam numer mojego chłopaka. Pierwszy sygnał. Drugi sygnał. Odebrał.
-Tak , Kocie ? - usłyszałam tak dobrze znany mi głos w słuchawce i od razu poczułam się lepiej.
- Hej , Max tylko proszę powiedz prawdę. A jeśli to będzie kłamstwo to... nie gniewaj się na mnie - przygryzłam wargę ze zdenerwowania.
-Jasne ! Mów - przeniosłam ciężar ciała na drugą nogę która lekko zabolała. Już za kika dni miałam mieć zdjęta szynę , ale nadal odczuwałam ból. Oczywiście mniejszy , o wiele mniejszy niż na początku .
-Była u mnie Liv i powiedziała że odwiedziła cię Michelle- wymówiłam to szybko , na jednym wdechu. George zaczął się śmiać. Na początku tak samo zareagowała.
-W tej bajce były też jednorożce ? - jedno złe uczucie zniknęło. Został tylko smutek że pokłóciłam się tak z Olivią.
-Czyli to nie prawda ? - upewniłam się.
-Oczywiście że nie ! Tylko nie mów że jej uwierzyłaś !
-Nie , na początku nie. Potem się posprzeczałyśmy... wyciągnęłam sprawę Jay'a i to chyba koniec naszej przyjaźni. Później to wydawało się bardziej prawdopodobne...
-Nie zrobił bym ci tego , Kocie. Mam dobre informacje ! Za trzy dni będziemy w Manchesterze i mamy zrobić niespodziankę Jayowi , wiesz przyjęcie urodzinowe. To nasz ostatni koncert i myślałem żeby zostać w domu trochę. Wiesz... w moim rodzinnym domu i zastanawiam się czy nie chciałabyś poznać mojej mamy ? - zamilkłam na chwilkę.
-Jasne ! - tak się cieszyłam. To duży krok! - Max?
-Hę ?
-Czy Midnight Red też będą na tym koncercie ?- zapytałam.
-Tak , a co ? - pisnęłam do słuchawki.
-Tak się ciesze ! Oni są świetni !
- Mam byc zazdrosny ?
-Może o Anthony'ego lub Coltona lub Joeya lub Thomasa lub Ericka - zaśmiałam się.
-Nie przejmuj się i miłych snów. Cieszę się że ze mną pojedziesz . Kocham cię - zamknęłam oczy słysząc te słowa. Były tak przyjemne .
-Ja ciebie też , już nie mogę się doczekać ! - rozłączyłam się.  Było dopiero południe więc postanowiłam wyjść z domu .

Ubrałam spodnie i koszulkę na krótkim rękawku bo robiło się chłodno. Lato przemija , a liście zaczynają spadać. Jeszcze przed wyjściem dałam Sugra jeść . Ten pies był super leniwy ! Najpierw weszłam do sklepu i kupiłam kilka sukienek . Postanowiłam wymienić  swoją szafę. Postanowiłam zmienić siebie, czułam że właśnie tego potrzebuje. Jedna sukienka była odważna , nigdy bym jej nie ubrała. Teraz właśnie tak miała wyglądać cała moja szafa... no dobra ! Nie cała , jakieś 75 procent.
Kolejne miejsce jakie odwiedziłam to fryzjer .
-Jaki kolor sobie pani życzy ? - zapytała kobieta koło trzydziestki pokazując mi paletę kolorów farb do włosów.
-Ten- zdecydowałam i wskazałam palcem na odpowiedni kolor. Już po kilku minutach farba znajdowała się na mojej głowie i czekałam aż mi ją zmyją. Gdy stanęłam przed lustrem nie poznałam siebie! Wyglądałam całkiem inaczej! Włosy wyglądały...wow ! Jak nowa osoba , całkiem nowa i inna ja.  Zapłaciłam , pięknie podziękowałam i wyszłam. Ten dzień jest pełen zmian . Jedne złe , a drugie przeciwnie. Kolor włosów to ta druga grupa.
Szłam ulicą i już nie przejmowałam się Olivią , nie... trochę kłótni nadal jest w moim sercu i nie chce wyjść to jak drzazga w palcu.
Zatrzymałam się przed pewnym budynkiem. Zrobić to czy nie ? Znów zagryzłam wargę i chwile zastanawiałam się czy wejść. Raz się żyje ! Weszłam do środka i udałam się w stronę chudego chłopaka . Miał czarne włosy , dość dużo kolczyków i tatuaży jednak pasowało mu to.
-Jaki wzór ? - zapytał. Odetchnęłam głęboko i napisałam na wolnej kartce ' Z każdym uderzeniem serca' - napis , tak ? Teraz niech pani wybierze czcionkę - wskazałam na przykładowe czcionki.
Wybrałam jedną , a potem poszliśmy  do oddzielnego pokoju.
-Gdzie ma zostać umieszczony napis ? - uśmiechnęłam się .
-Pod lewą piersią , na żebrach - podciągnęłam koszulkę i wskazałam miejsce. Potem kazał mi ją zdjąć i o dziwni nie miałam z tym większego problemu.
Bolało. Nie powiem że nie bo to trochę musiało bolec.
Założył mi opatrunek i wracałam do domu.  Byłam bardzo szczęśliwa. Zmieniłam się. Na lepsze ? Zobaczymy.

Od : Shane
Masz pozdrowienia od mamy :)

Mój brat pojechał do domu wczoraj , jednak został u mnie na noc .
Dzień był niesamowity . Czułam się jakbym miała nową duszę , nowe szanse . Nowe życie.



---------------------------------------------------------------------------------------------------------

Witam ;3
No to przychodzimy z kolejnym, mam nadzieję, że ciekawym rozdziałem :D
Kłótnia Leny i Olivii... co Wy na taki obrót akcji? ^^
Komy były, co nas bardzo cieszy :)

sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział 24

Olivia

Obudziłam się. Przez przypadek uderzyłam ręką o ścianę i syknęłam z bólu. Spojrzałam na telefon, była godzina 10. Postanowiłam ruszyć się i ogarnąć. Chwyciłam za jakieś spodnie i bluzę. Włosy związałam w koka. Skoro i tak nie miałam co robić to odpaliłam laptopa i zaczęłam grzebać w sieci, aż na jednej stronie pokazał się ciekawy artykuł "Jay McGuiness (23l.) ostro baluje na wyjeździe, podczas gdy jego dziewczyna siedzi w domu. Czy Jay ją zdradza, czy to może koniec a my nic nie wiemy? Poniżej widnieją zdjęcia jak bawi się młody piosenkarz". Ygh... Tylko nie rycz. Już dwa dni z nim nie jesteś. Ciesz się życiem, ale nie rycz. Nie powinien cię obchodzić. To on nie wie co traci zrywając z tobą. Możesz znaleźć lepszego. Daj sobie spokój. Udało się! Nie uroniłam nawet jednej łzy. Weszłam na twitter'a. W powiadomieniach roiło się od pytań o to co się dzieje pomiędzy mną a chłopakiem. Postanowiłam odpisać na jednego twitta.

No więc tak. To prawda, że nie jestem już w związku z Jay'em.

Dałam też follow paru osobom. Weszłam na twitter'a Aaron'a.  Mężczyzna zaczął mnie obserwować. Przejrzałam jego ostatnie twitty. Pisał coś o tym, żeby jego fani nie próbowali samookaleczenia. Napisał nawet jak to zauważył u przyjaciółki rany na nadgarstku... Eh, serio? Nie no okej. Pisał coś jeszcze, że chce, żeby każdy, kto się tnie napisał do niego na instagramie w prywatnej wiadomości. Eh Aaron... Poczułam jak mój telefon wibruje. Dostałam SMS'a, właśnie od blondyna.

Dzień Dobry Livv :3 Co dzisiaj robisz? Bo mam trzy bilety na mecz piłki nożnej, a nie mam kogo zabrać. Co ty na to,  ty ja i Jordan? :D Miły wypad hyyy? ;333333

Najpierw poszłam do Jordan'a. Kiedy braciszek stwierdził, że możemy iść odpisałam mu.

Dobryyyyyy ;3 Spoko, oboje się piszemy na to :D Wbijesz do nas, czy mamy się gdzieś spotkać? 

Długo nie musiałam czekać na odpowiedź

Wbiję do Was :D O 15 pasuje? Plus koncert już za 2 dni :*

Jasne, że tak. Będziemy czekać. Jarcam się *-* Dozoba :*

Niby znałam go jeden dzień, a czułam jakby to były już lata. Skoro Jordan się z nim tyle przyjaźni, to musi być na serio spoko gość. Poza tym, kto by zrezygnował z przyjaźni z idolem? Wróciłam do ogarniania tt. Nadal aktywny. Dalej temat samookaleczenia. Skomentowałam jednego z twittów blondyna

Możesz przestać? Z góry dziękuję bardzo, wiesz dobrze, jak to było :) 

Od razu przestał o tym twittować. Dobrze. Nie mam zamiaru czytać jakie to błędy popełniłam i wgl. Weszłam na instagram'a. Tam też dużo postów. Dodałam zdjęcie z podpisem Już nie mogę się doczekać koncertu *-* . Wszyscy pytali się, czy jadę na koncert TW, a jak tak to na jaki. W końcu skomentowałam jeszcze odznaczając parę dziewczyn Koncertu NKOTBSB, już za 2 dni w Londynie :)
I od razu ucichło. Posiedziałam jakiś czas w pokoju dalej przeglądając neta i o 13 zaczęłam się ogarniać. Na 14.30 byłam już gotowa. Ubrałam się w dżinsowe rurki i bluzę . Do tego założyłam szare vansy. Równo o 15 dzwonek do drzwi zadzwonił, a my z Jordan'em ruszyliśmy dupy z kanapy i wyszliśmy z domu. Po drodze dowiedziałam się nawet, że to mecz Anglia - Polska czy coś. Nie ważne. W każdym bądź razie Mecz był dopiero na 18, więc poszliśmy coś zjeść. Na początku padły dwa różne pomysły - pizza i chińszczyzna. Ostatecznie wygrała pizza. Zamówiliśmy jedną większą pizzę, bo okazało się, że każdy ją lubi najbardziej - pizza z kebabem. No coż. Dobrze wiedzieć, że mamy coś wspólnego. Około 17.30 wyszliśmy z pizzerni i poszliśmy na stadion. Siedziałam pomiędzy mężczyznami, a okazało się, że miejsca mamy zaraz przy murawie - pierwszy rząd. Mój pierwszy mecz na żywo i tak dobre miejsca. Szczerze ani trochę ich nie ogarniałam, wołali po nazwiskach. W końcu mecz się skończył. O dziwo wynik wyniósł 1-1. Wychodząc z meczu było około 20. Ar spotkał parę swoich fanek. Jego podejście do fanów jest naprawdę przemiłe. Każdego z nich traktuje jak inaczej, za każdym razem wymyśli coś, co doprowadza ich do łez. Oczywiście łez szczęścia. Miło było na to wszystko patrzeć. Połaziliśmy jeszcze dłuższy czas po mieście. Zmęczona, ale szczęśliwa opadłam na łóżko.

**Lena**

 Złapałam kubek z kawą i usiadłam na kanapie w salonie. Shane jeszcze spał , a ja nie miałam zamairu go budzić. Gdy połowa kubka życiodajnego , czarnego płynu znikneła mój telefon zawibrował w kieszeni. Wyciągnełam go i uśmiechnełam się gdy na wyświetlaczu pojawił się napis : Max ;* Odebrałam i przyłożyłam urządzenie do ucha. 
- Tak? - moje serce przyspieszyło gdy wymówiłam te słowa. 
- Nie- słyszałam śmiech Maxa przez telefon - Jeden dzień mniej. Wczoraj nie było kiedy zadzwonić więc odzywam się dzisiaj. 
 - A jak jest na miejscu? Jakie plany macie? - zapytałam i upiłam kolejny łyk z kubka. 
- Świetnie , ale kogoś brakuje- mówił chłopak , głos miał wesoły (jak zawsze). 
- Mnie? - wyszczerzyłam się jakby siedział przede mną i mógł to zobaczyć. 
- Przeceniasz się Kocie . Nie no , żartuje. Właśnie o ciebie mi chodziło. A jakie mamy plany? Koncerty , podpisywanie płyt , spotkania z fanami i tak dalej. Co u Ciebie? 
 - Przyjechał Shane , a tak to nic ciekawego- właśnie w tej chwili schodami schodził brunet - muszę kończyć , kocham cię.
- a ja ciebie - usłyszałam i nacisnełam czerwoną słuchawkę.
- Dzień Dobry - przywitał się mój brat.
 - Znośny - odpowiedziałam. On też trzymał w ręce telefon i najwyraźniej z kimś sms'ował.
 - Kawa jest jeszcze gorąca - kiwnął palcami w powierzu , coś jakby salutował bokiem.
 - Dzięki - mruknął. Wstałam i włożyłam pusty już kubek do zlewu. On położył swój telefon na blacie i nalał kawy. Przechodziłam koło blatu gdy telegon zawibrował. Automatycznie spojrzałam na wyświetlacz.
- Taylor? - wymówiłam imię osoby od której dostał kolejną wiadomość.
- ym... Spotykamy się - mruknął- ja ci do telefonu nie zaglądam- wysunął język.
 - gdzie mieszka? Ile ma lat? Opowiadaj!- usiadłam na szafce .
- w Londynie , rok więcej niż ja - wydaje mi się że nie chciał rozmawiać ze mną na ten temat.
- tutaj? Więc kiedy mogę ją poznać? - skrzywił się.
- nie wiem - wziął swój kubek i poszedł na górę. Może nie powinnan go pytć? Nie ważne. Wziełamsmycz i zawołałam Sugar. Wyszłyśmy na dwór i skierowałam się w stronę parku.  Więcej niż pół godziny później wracałam ze zmęczonym psiakiem do domu. Po drodze zaczepiła mnie dziewczyna . Była niska , brązowooka , miała krótkie czarne włosy i napewno była młodsza.
 - szukamy wolontariuszy w szpitalch , schroniskach , domach dziecka i wielu innych placówkach które są tu wypisane lub podczas jednorazowych imprez - pokazała mi ulotkę - Można zarobić , nie dużo jednak tu chodzi o coś więcej niż pieniądze. Gdyby pani była chętna proszę zadzwonić pd ten numer lub wpaść do centrum - pokazywała na ulotce polcem numer i adres.
- Dziękuję , zastanowię się - po czym wziełam ulotkę i myślałam nad tym przez całą drogę do domu.
- Jeśli nadal chcesz...- zaczał mój bart gdy weszłam. 
- Oczywiście! - przerwałam mu- Jeśli ty nie chcesz to nie muszę - posłałam mu lekki uśmiech i zdjęłam buty które przemokły od kałuż. 
- W czwartek? - zapytał. 
- Jasne ! Nie żebym chciała cię wyganiać , ale kiedy masz zamiar jechać? - byłam
ciekawa ile u mnie zostanie.
 - w czwartek wieczorem mam pociąg który najbardziej mi pasuje...- tłumaczył. 
- myślałam że będziesz dłużej - skrzywiłam się i odpiełam smycz od obroży Su , pogłaskałam ją po futerku.
Wieczorem siedzieliśmy w jego starym pokoju jedząc cukierki czekoladowe.

 - hej , a pamiętasz tą Tajemniczą Szufladę? - śmiał się. 
- ej! Ona nadal istnieje ! - rząchnełam się. 
 - serio? - położył się plecami na dywanie. 
 - myhy , ale cicho. Nikt nie wie - puściłam mu oczko- jak tam w domu? Z mamą? 
 - jak zawsze. Nic specjalnego , prawie zawsze jej nie ma więc luzy. Gorzej że za dwa tygodnie znowu zacznie się nauka , ugh! - jęknął. - jesteś silny , dasz radę - śmiałam się dalej. Przypomniała mi się Olivia , ciekawe jak tam u niej. Muszę jutro zadzwonić i się dowiedzieć.
 - wiesz...- zaczełam cicho - chce sprzedać ten dom i wynająć coś mniejszego. Jak ciebie nie ma to jest tu stanowczo za pusto - przyznałam w końcu. 
- popieram - wsadził sobie do buzi kolejnego cukierka - a jak tam ...Max?- zapytał. 
- Teraz wyjechał , ale jest dobrze - przyznałam. Dopiero po północy byłam u siebie i dobrze było porozmawiać z Shanem. Zasnełam szybko . Nie robiłam dzisiaj wiele , a jednak się zmęczyłam i potrzebowałam snu.



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Siema :D
Tutaj HWGA ;3
No więc przychodzę do Was z kolejnym rozdziałem, przepraszamy, że kolejny z tych nudniejszych, ale...
W następnym rozdziale będzie się działoooo... Obiecuje Wam :D
Właśnie... Eh... co do dodania rozdziału... niestety musimy wprowadzić zasadę 3 komentarze = rozdział :/
Tak więc mam nadzieję, że niedługo się widzimy ;3
3 kom = rozdział :3


wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 23

**Olivia **

Obudziłam się. Na wspomnienie wczorajszego dnia, tych zdarzeń ponownie zaczęłam płakać. Chwyciłam za telefon. Musiałam zmienić tapetę. Na niej widniał Jay. Teraz było to dla mnie zbyt bolesne. Była godzina 13. Ubrałam bluzę i poszłam do kuchni. Siedział w niej Jordan. Chwyciłam za szklankę, karton soku pomarańczowego i chipsy.
- Hej Liv, zaraz wychodzę. Nie przejmuj się nim - położył dłoń na moim ramieniu - on cię kocha, więc niedługo sam wróci
- Tak, super. Idź - powiedziałam i udałam się do pokoju. Chwilę później szukając odpowiedniego filmu usłyszałam jak drzwi się zamykają. Wkurzyłam się nie mogąc znaleźć żadnego filmu i w końcu włączyłam Martwą Ciszę. Do szklanki nalałam soku. Chipsy otworzyłam. Czołówka była dość dziwna. Wcześniej nie czytałam nic o tym filmie czy coś, więc napis "Jak zrobić perfekcyjną lalkę" dość mnie zadziwił. Trzeba przyznać, że film bardzo mnie zaciekawił. Szklankę postawiłam na szafce. Spoglądając na  twarz policjanta wydawała mi się znajoma. Dopiero po jakimś czasie skojarzyłam, że to Donnie Wahlberg, z New Kids On The Block. No ciekawie... Przez cały 'seans' nie myślałam o Bird'zie, ale kiedy się skończył wszystko wróciło. Przez moją nieuwagę strąciłam szklankę z sokiem, która roztrzaskała się na dość duże kawałki. Zaczęłam zbierać szkło z podłogi. W końcu na mojej ręce pokazała się krew... Wtedy przez myśl przeszło mi jedno słowo, a mianowicie samobójstwo. Odłożyłam prawie wszystkie kawałki szkła na podłogę, z wyjątkiem jednego, najbardziej ostrego. Oparłam się o ścianę, podwinęłam rękaw bluzy i patrzałam to na rękę, to na odłamek szklanki. Po chwili zdecydowałam się zrobić pierwsze nacięcie. Niezbyt głębokie, ale i niezbyt płytkie. Chwilę później na ręce znajdowało się już parę ran. Krew sączyła się na podłogę. Kiedy decydowałam się robić kolejne, głębsze cięcie drzwi otworzyły się, a w nich pojawił się nie kto inny jak mój brat. Nie wyglądał na szczęśliwego, wręcz przeciwnie. Wytrącił mi z ręki szkło i zaciągnął do łazienki. Zaczął opatrywać to, co ja narobiłam. Czy jestem za mało odważna, żeby wykonać głębsze cięcia? Nie wiem. Ale żałuję, że tego nie zrobiłam. Jordan nie odzywał się do mnie. Kiedy skończył opatrunek spuścił rękaw mojej bluzy i ruszył do salonu. Wiedział, że za nim pójdę. Wskazał na kanapę, sam stanął na przeciwko niej.
- Jordan... - wyszeptałam - nie denerwuj się
- Olivia, czy ty sobie ze mnie kurwa kpisz?! Co cię do cholery wzięło, żeby się ciąć?! Nie rozumiesz, że ten dupek nie jest ni chuja warty twoich ran, łez?!
- Ale ty nic nie rozumiesz Jor... Ja go kurwa kocham, a to co robię po pijaku to już inna para kaloszy. Skąd mam z resztą wiedzieć, że Sykes nie wymyśla tego wszystkiego, czy to on mnie nie pocałował? W końcu wszedłeś w trakcie pocałunku tak?! - łkałam. Nie miał prawa wyzywać Jay'a od dupka.
- Dobra, nie wiem. Ale zrozum. Ty widzisz, co ty zrobiłaś sobie, bo to coś z nie ogarem na głowie cię rzuciło? Czy ty nie rozumiesz, że na tym świecie jest wiele więcej chłopaków, którzy są godni twojego serca, nie zrobią tego co Jay?
- Może i jest, ale ja kocham tego dupka. Zrozum kurwa to, okey? - wyszeptałam. zauważyłam pojedynczą łzę na jego policzku.
- Nie okey, wiesz ile bym dał, żebyś pokochała kogoś innego? - odwrócił się - Dobra, zmieńmy temat. Mój przyjaciel przylatuje dzisiaj do Londynu, chciał cię poznać - powiedział
- Jak się nazywa? - przerwał mi dzwonek. Poszłam do pokoju, a brat do drzwi. Usłyszałam tylko jak się witali. W pokoju nadal leżało szkło. Miałam ochotę je chwycić i wrócić do czynności, którą wykonywałam przed przyjściem brata. Ale wybiłam sobie z głowy tę myśl i ubrałam się jakoś normalnie, skoro mamy mieć gościa, który dodatkowo chce mnie poznać. Z szafy wyciągnęłam spodenki i bluzę, nie podwijałam rękawów. Nie chciałam żeby widział bandaż i wgl... Ogarnęłam szkło z podłogi i chwyciłam za sok pomarańczowy. Poszłam do kuchni. Ukradkiem spojrzałam do salonu, w którym siedzieli mój brat wraz z całkiem przystojnym blondynem. Olivia! Ogarnij się. Ty znasz już jednego przystojniaka, który tak właściwie zerwał z tobą dopiero po tym jak zachowywałaś się po alkoholu, co nie do końca musi być prawdą. Dobra, nie ważne. Zaraz... Ale czy to nie...? Nie... I Jordan by go znał? Wątpię. W kuchni nalałam sobie wody. Chwilę później przyszedł i brat, mówił, że skoro się ogarnęłam mam wbić do nich. No więc ruszyłam za brunetem. Blondyn spojrzał na mnie i wstał. Podał mi rękę.
- Aaron - przedstawił się. Czyli miałam rację? Nie wierzę.... Ale Okej no - Aaron Carter
- Olivia Rose - uścisnęłam jego rękę. Usiadłam obok niego na kanapie. Nie wierzyłam, że Jordan przyjaźnił się z Aaron'em. Dawno nie grzebałam w sieci, czyli pewnie brązowooki ma koncert tutaj.
- No więc Aaron co u ciebie słychać - z zamyśleń wyrwał mnie głos brata
- Tak właściwie to nic. - zaśmiał się - nie jest ci gorąco w tej bluzie? - to pytanie padło do mnie
- Nie - szybko odpowiedziałam - a jeżeli mogę spytać to skąd się znacie? - zmieniłam temat
- Poznaliśmy się na wakacjach w LA chyba nie? - powiedział cały czas uśmiechnięty blondyn
- No ile to już? 7 lat?
- Tak. Ej... Zmienię temat. Wbijacie dzisiaj na koncert? - Aaron spojrzał na mnie. - No i weź no... Ściągnij tą bluzę bo mi samemu się gorąco robi - zaczął się 'wachlować' ręką. Uznałam, że no dobra. Poszłam do pokoju i ubrałam bokserkę. Spojrzałam na rękę. Ygh, czemu dałam się na to namówić i przebrać się? Dobra, nie ważne. Wróciłam do nich. Jordan patrzał na mnie ze zdziwieniem. Nie wiem czemu, ale poczułam, że Aaron to bardzo sympatyczny gość. W sumie to wiedziałam o nim dość dużo, w końcu nie codziennie twój idol okazuje się przyjaźnić z twoim nadopiekuńczym bratem. Zajęłam swoje miejsce na kanapie i chwyciłam poduszkę. Chciałam jak najszybciej zakryć bandaż, ale nie udało mi się to. Aaron chwycił za rękę i spojrzał mi w oczy
- Co ty zrobiłaś? Czy to to o czym myślę? - spytał, a ja nie wiedziałam co robić. Powiedzieć prawdę, czy kłamać? Teraz dopiero zauważyłam, że bandaż był lekko czerwony od krwi. Kurwa.
- Wyszedłem z domu na chwilę. Zostawiłem ją samą dosłownie na 2 godziny. Musiałem załatwić parę spraw. Jak wróciłem ona trzymała w ręce szkło i chciała robić kolejne nacięcie. Wszystko przez tego chuja, o którym ci mówiłem - powiedział Jordan. Ja tylko przełknęłam głośno ślinę.
- Spadam - powiedziałam cicho i poszłam do pokoju. Wtuliłam się w poduszkę i znowu zaczęłam płakać. Przy Aaron'ie zapomniałam o tym co się stało, ale Jordan mi o tym przypomniał. Po chwili usłyszałam ciche pukanie do drzwi.
- Nie chcę cię widzieć Jordan - warknęłam
- A co jeśli tu nie Jordan? Twój brat wyszedł - spojrzałam w stronę drzwi, w których pojawił się blondyn. - Możemy pogadać?
- No okej - poklepałam miejsce na łóżku obok siebie. Usiadłam po turecku i oparłam się o ścianę.
- Opowiesz mi więcej  o tym gościu?
- Tsa... Jasne. No więc skoro ci o nim mówił, to pewnie wiesz, że ma na imię Jay. Należy do zespołu, The Wanted. Tak jak ja ma 23 lata. Byłam z nim nie wiem właściwie od kiedy. Jedyne co chyba jeszcze cię może obchodzić to... Zerwał ze mną wczoraj, bo usłyszał rozmowę moją i Nathan'a, jego kumpla, który się we mnie buja co niby robiłam po pijaku. Nie ważne. Sykes twierdzi, że zapraszałam go do łóżka - spojrzałam w sufit - uwierzę we wszystko, ale nie w to. Ja taka nie jestem... - znowu miałam łzy w oczach. Za dużo płaczę. Zdecydowanie za dużo.
- Ej... nie przejmuj się. Będzie dobrze, zobaczysz - przytulił mnie. Zrobiło mi się... lepiej? Tak, znacznie lepiej. Chyba tego potrzebowałam. - Tak właściwie, to ja wiem o tobie dużo, a ty o mnie...?
- Więcej - zaśmiałam się
- Ale....
- No ale. Dobra ujawnię się. Jestem Aaronator - uśmiechnęłam się. - zmieńmy temat. Długo zostaniesz w Londynie? - może to dziwne, ale czułam, że mogę się z nim zaprzyjaźnić. Miałam szczerą nadzieję, że zostanie dłużej.
- Nie wiem jeszcze, mam zamiar wynająć tu gdzieś mieszkanie, dzisiaj ostatni koncert z trasy. - odpowiedział
- Obok nas jest mieszkanie na sprzedaż - poruszałam dziwnie brwiami
- Sprawdzę to później. A teraz powiedz mi jeszcze raz, dlaczego to sobie zrobiłaś? Było warto? Czujesz się lepiej?
- Nie wiem czemu, ta szklanka się sama stłukła i no... No i nie panowałam nad sobą. Nie było warto, nie czuję się lepiej. - odwróciłam się i spojrzałam w okno - Tak właściwie, czemu ja ci to mówię?
- Bo jestem przyjacielem twojego brata, chciałbym, żebyś mnie polubiła. Ale nie jako tego, którego zgrywam na scenie, tylko tego normalnego. Chociaż, właściwie na scenie zachowuje się bardzo podobnie do reali. Skoro wiesz o mnie więcej niż myślę, to pewnie wiesz, że niedługo w Londynie odbędzie się koncert NKOTBSB - pokazał swoje białe ząbki - i tak się składa, że mam dwa bilety VIP, a nie mam z kim iść. Zgodziłabyś się ze mną iść?
- No nie wiem.... Okej - uśmiechnęłam się. Czułam, że to może być początek przyjaźni z tym głupolem. Posiedzieliśmy jeszcze trochę w domu i później Ar się zmył. Musiał iść na próbę. Dał mi swój numer, całą próbę ze mną pisał. Około 20 razem z Jordanem poszliśmy na koncert. Trzeba przyznać, że na scenie wymiata. Nie tak jak Jay, ale.... Ale nie jest zły.

**Lena**
Już ubrana wyszłam z łazienki i skierowałam się do kuchni. Codzienne podstawowe zachowanie. Gdy usiadłam przy stole czułam się dziwnie, zawsze Shane był , a teraz tak cicho. Włożyłam kolejną łyżkę owsianki do buzi.
Kiedyś obiecałam sobie że ograniczę napoje gazowane , jednak przy chłopakach z The Wanted nie udało się tego dokonać. Prawdę mówiąc uzależniłam się od coli.
Telefon zawibrował, wzięłam go do ręki i przejechałam palcem po ekranie aby go odblokować.
Od: Shane 

Pociąg mam za pół godziny więc koło 18 będę
Odpisałam że czekam. Tęskniłam za nim , nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo.
Muszę zadzwonić do tego gościa , nie pamiętam imienia... Tego od propozycji o pracę. Wybrałam numer który znajdował się już w kontaktach.

 - Dzień dobry ! Pani Smith? - usłyszałam męski głos.
 - Tak. Przepraszam że musiał pan czekać tak długo. 
- Nic się nie stało. Podjęła pani decyzje? 
- Tak. Przykro mi ,ale muszę odmówić - zdecydowałam już. 
- oh ... Ale nie będzie pani prowadzić dalej własnej działalności w tym kierunku ? - tylko o to chodziło. Jaka ja jestem naiwna. Chodziło o wyeliminowanie konkurencji.
 - Nie , Do widzenia - mruknęłam i się rozłączyłam nie czekając na odpowiedź. Podeszłam do zlewu umyłam miseczkę.
 Lekko mnie to zdenerwowało . Nie mam zamiaru się tym przejmować.
Zaczęłam sprzątać w kuchni , bo na szafkach kurz się zbierał. Potem wyrzuciłam z lodówki psującą się żywność. Niektóre produkty zepsuły się podczas naszej nieobecności , a wcześniej nie miałam czasu posprzątać. Ostatnio mam kłopoty z zorganizowaniem sobie czasu.
Sprzątanie przerwał mi dzwonek do drzwi . Przetarłam wierzchem dłoni czoło i poszłam otworzyć.

 - Nie mam dużo czasu , ale wpadłam na chwilkę - przed drzwiami stała Nareesha.
 - Hej , wchodź - zaprosiłam kobietę do środka. Coś skoczyło mi na nogi. Sugar! Od razu zaczęłam ją głaskać - hej kochana- przywitałam się z pieskiem. Obok stał jeszcze jeden pies! Pudelek, chyba. 
- To jest Mylo - przedstawiła go . Kolejnie przeszłyśmy do salonu , a ja poszłam zrobić kawę dla Nar.
Postawiłam dwie kawy na stoliku i usiadłam obok dziewczyny Sivy. 
- Właśnie! Wszystkiego najlepszego i szczęścia , bardzo cieszę się z waszych zaręczyn. Nie miałam okazji złożyć ci życzeń tak bardziej na osobności- uśmiechnęłam się do niej. Na palcu Nunu znajdował się śliczny pierścionek.
 -Dziękujemy - również się uśmiechnęła i wzięła łyka kawy- teraz mam dużo pracy , wiesz mam łączony pokaz w ten weekend.
 -dobrze że ci się powodzi - szczerze buty zaprojektowane przez Nareeshe i jej przyjaciela były świetne.
 - gorzej że to wszystko dzieje się tak szybko , przez co mam mało czasu dla siebie i Sivy - mruknęła. 
- Nadrobicie to . Macie już plany ślubne? - ciekawe jak będzie wyglądał ten ślub. 
- Na pewno nie w tym roku. Za mało czasu - nie rozmawiałyśmy długo bo mulatka musiała się zbierać.
Miło spędziłam ten czas , bo Nareesha jest bardzo miłą dziewczyną . Jest też dość surowa i przestrzega wyznaczonych zasad. Moim zdaniem idealnie pasuje do Sivy. Prawda , nie znam ich bardzo długo jednak już po takim czasie mogę to stwierdzić.

Dwadzieścia minut po osiemnastej mój brat wszedł do domu. Przywitałam się z nim i poszedł zostawić swoje rzeczy w jego starym pokoju. Zamieniliśmy tylko kilka słów po czym poszedł odpocząć. Nie dziwię się że był zmęczony . Jechał długo więc miał do tego prawo. Też położyłam się wcześnie . Max nie odezwał się dzisiaj. Zasnęłam pół godziny po tym gdy dotarłam do swojego pokoju i wtuliłam się w poduszki

______________
HALO ! Żyjecie ? Czy już Was zanudziłyśmy ?
Cóż .... Chasing The Sun ;3 mówi ( a raczej pisze) : Przepraszam za takie nudy !

środa, 2 lipca 2014

Rozdział 22

*Olivia*

Lena poszła ode mnie nad ranem. Jordan siedział w salonie i gapił się w telewizor. Poszłam do kuchni, chwyciłam za pitny jogurt i poszłam usiąść obok niego.
- No dzień dobry zdrajczynio - zaśmiał się
- Dla kogo dobry, dla tego dobry. Czemu zdrajczynio? - spytałam
- No wiesz, chodzisz z Jay'em, a jak go u nas nie ma to z Nathan'em się całujesz, swoją drogą wolę Sykes'a od McGuiness'a... Może zmienisz chłopaka co? - spojrzał na mnie swoimi brązowymi paczadłami.
- Kpisz sobie... Lizałam się z Nathan'em?! Żartujesz sobie!
- Nie, nie żartuję. Taka prawda... Szkoda, że tego nie uwieczniłem, a twoja koleżanka sobie wtedy grzecznie w szafie siedziała. Dość sporo wypiłyście, posprzątałem tutaj bo syf niezły był - uśmiechnął się
-Co? Jordan, nie kłam mi tu - śmiałam się - przecież nie byłam aż tak piana!
- Wcale, przecież to nie ty dzwoniłaś do mnie, czy czasem nie tęsknię i że dla mnie rzucasz Jay'a. Pytałaś się, czy Danny jest wolny! - nie mógł przestać się śmiać
- Kurwa, idę po telefon... - wyszłam na korytarz, bo to właśnie tam leżał mój IPhone. Sprawdziłam spis połączeń, wszystko by się zgadzało. Weszłam w SMS'y. Była jakaś nowa rozmowa z Jay'em. O kurde!

Od: Ja 
Do: JayBird ;*

Nienawidzę cię! 

Od JayBird ;*
Do: Ja

Za co? Olivia co jest? ;c

Od:Ja
Do:JayBird ;*

Zdradzasz mnie! I nic nie powiedziałeś o wyjeździe do niejakiej Eleanor! 

Od:JayBird ;*
Do: Ja 

Eleanor to siostra mój głupolu ;* Miałem ci powiedzieć, jak będziesz u nas ale ty pojechałaś do domu. Czy ty piłaś może?

Od: Ja 
Do: JayBird ;*

Hej Jay, tu Jordan. Brat Liv. Tak młoda piła dlatego konfiskuje jej telefon, żeby nie robiła głupot. Ona jest różna po pijaku, a zwłaszcza, że piła z Leną. Tyle tu pustego szkła, puszek że masakra! 

Od: JayBird ;*
Do: Ja

Spoko Jordan. Miłego użerania się z tymi dwoma głupkami :D

-Ty durniu - zaśmiałam się wchodząc spowrotem do salonu
-Co ja? To ty myślałaś, że cię zdradza a nie wiedziałaś, że twój mężczyzna ma siostrę! - parsknął śmiechem. Miał rację, co ze mnie za dziewczyna, która podejrzewa o zdradę a nie wie, że jej chłopak ma dziewczynę? Dało mi to do myślenia. Poszłam do pokoju. Napisałam do Jay'a

Przepraszam Cię, za to, że podejrzewałam Cię o zdradę. Na przyszłość będę inaczej postępować...

Długi czas nic nie odpisywał. Siedziałam przy laptopie i gadałam na Skype gadając z bratem i ojcem. Tęsknili i mówili, że mają dla mnie niespodziankę. Po jakimś czasie dostałam sms'a od Brid'a, żebym wbiła do niego. Dzisiaj wyjeżdżają... Ehhh... Dwa tygodnie bez niego. Będzie trzeba jakoś sobie poradzić. Chwyciłam bluzę i zgarniając kluczyki do samochodu z szafki krzyknęłam 'wychodzę'. Braciszek będzie dobrze wiedział, gdzie się wybieram. Po paru minutach jazdy byłam już na miejscu, drzwi były otwarte. Od razu skierowałam się do pokoju loczka. Zapukałam, kiedy usłyszałam 'proszę' weszłam. Chłopak stał na wejściu
- Jay, kochanie - zaśmiałam się i przytuliłam go
-Olivia, słońce - odwzajemnił uścisk - jak pijesz to nie pisz -zrobił dość poważną minę - i serio? Myślałaś że cię zdradzam? - usiadł na łóżku
- No... niestety tak. Wiem, jestem głupia. Wybaczysz? - usiadłam obok i zrobiłam oczy zbitego psa
-Nie - chłopak odpowiedział całkiem na poważnie
- Nawet teraz?- wpiłam się w jego usta.
-No dobra no... wybaczam - zaśmiał się loczek
- Mendo ty - obróciłam się do niego plecami
-Ej... A co powiesz na małe co nieco, wiesz... dom pusty - wyszeptał mi do ucha. - nie daj się prosić no...- mówił tym tonem. Tym, do którego miałam słabość
- Hmm... a masz?
-Gumki?- przerwał mi- zarzucasz mi brak przygotowania do sytuacji? - poruszał brwiami znacząco i z szafki nocnej wyciągnął małe opakowanie i wpił się w moje usta. Byłam na dole.  Zaczęłam ściągać z niego koszulkę. On nie był mi dłużny. Nie przerywając pocałunku zaczęłam ściągać z niego spodnie. Teraz role się odwróciły. To ja byłam na górze. Chwila przerwy na oddech i kolejny pocałunek.
- Kochanie, nie mogłabyś tego ściągnąć? - spytał chwytając za naszyjnik, który kiedyś razem kupiliśmy
-Nie, przywiązałam się do niego....
- yhm - mruknął i przylepił się do mojej szyi zostawiając na niej malinkę. Teraz to on pozbył się moich spodni. Byliśmy przed sobą tylko w bieliźnie, której chwilę później już nie było. Jay założył prezerwatywę na swojego przyjaciela i się zaczęło. W całym domu było słychać jak krzyczę jego imię.


*

Pożegnałam się z chłopakiem. Serce dalej biło szybko. Pojechałam do domu. Chwilę później zagościł u mnie nie kto inny jak Nathan... no tak. Mogłam się tego spodziewać. Gestem zaprosiłam bruneta do środka. Akurat na korytarz wyszedł nie kto inny jak Jordan. Jeszcze tego tu brakowało.
- Siema Nathan - powiedział mój brat
- Cześć Jordan - odpowiedział mu. - Olivia, chciałbym pogadać, na osobności -
- Choć - powiedziałam i ruszyłam w stronę pokoju, brunet szedł zaraz za mną. Zamknęłam drzwi do pokoju i usiadłam naprzeciwko chłopaka na łóżku, na czymś, ale nie wiedziałam na czym - o czym chciałeś porozmawiać?
- O poprzedniej nocy, Jordan mówił ci coś?
- Coś tak, a co konkretnie się działo?
- No więc, jak przyszedłem to porozmawialiśmy chwilę na korytarzu, potem wpiłaś się w moje usta. No potem spytałaś, czy nie chcę się z tobą przespać. Ja odmówiłem, ty nalegałaś. Ja wyszedłem. A... i w trakcie pocałunku Jordan wrócił do domu
-Boże... byłam piana...
-Słowa pianych myśli trzeźwych...
-Tak tak, Wiesz co? Zapomnijmy o tym. Jay nie może się o tym dowiedzieć pod żadnym wypadkiem! - podniosłam ton
-Halo? Halo Olivia! Jeżeli natychmiast się nie wytłumaczysz to wiedz, że z nami koniec! - usłyszałam głos Jay'a. Ale skąd? Co? Nie! Kurwa! To coś na czym usiadłam to był telefon. I zadzwoniłam do Jay'a.
-Jay! to nie tak jak myślisz. Ja byłam piana! - łkałam do telefonu. Sykes skierował się do drzwi
- Ja już pojadę. Przepraszam - wyszeptał i wyszedł
-Jak ja sobie wypiję to nie zapraszam Leny do łóżka! - krzyczał - jakiś czas temu się kochaliśmy, a teraz ja dowiaduję się, że ty... Nie mogę. Może powinniśmy od siebie odpocząć. - rozłączył się, a ja zaczęłam płakać. Nie miałam siły, żeby cokolwiek zrobić. Leżałam i ryczałam.


*Jay*

Liv wyjechała, a ja zostałem w domu sam. Walizki zniosłem na dół. Nie tylko moje, chłopaków też. Telefon zaczął dzwonić, Liv. Odebrałem. Nie mogłem uwierzyć, w to co słyszę. Olivia mnie zdradziła? Co?
-Halo? Halo Olivia! Jeżeli natychmiast się nie wytłumaczysz to wiedz, że z nami koniec!
-Jay! to nie tak jak myślisz. Ja byłam piana!
-Jak ja sobie wypiję to nie zapraszam Leny do łóżka! - krzyczałem - jakiś czas temu się kochaliśmy, a teraz ja dowiaduję się, że ty... Nie mogę. Może powinniśmy od siebie odpocząć. - rozłączyłem się. Chwyciłem za słuchawki i pierwszą lepszą książkę. Jakiś czas później reszta bandy wbiła do domu. Widzieli, że jestem przybity ale nie pytali o powód. Nathan z resztą pewnie wiedział o co chodzi. Pojechaliśmy na lotnisko. O 15 zaczęły się odprawy. Około 16.30 mieliśmy już wolne. Poszedłem po jakąś kawę. Czekał mnie ciężki lot. Równo o 17 siedzieliśmy już w samolocie. Właśnie mieliśmy startować. Założyłem słuchawki na uszy, puściłem pierwszą lepszą piosenkę i zatopiłem się w lekturze. W samolocie były dwa rzędy w każdym po 3 siedzenia. Trafiło mi się miejsce obok Max'a. W pewnym momencie łysol zaczął mnie szturchać. Ściągnąłem słuchawki
-Czego? - warknąłem
-Powiesz o co chodzi? Co ci? - spytał
-Przecież nic się nie stało - skłamałem
-Jasne, jasne, Mnie nie oszukasz chłopie. Powiedz i no szybko wujkowi Max'owi, co się stało.
-Olivia przelizała się z Sykes'em i zaproponowała mu pójście do łóżka, czujesz to? - spojrzałem przez okienko, w chmury.
- Żartujesz
- Nie. Nie żartuję. Jeszcze nic nie chciała mi powiedzieć, dowiedziałem się przez zupełny przypadek. Więc już rozumiesz?
- Tak. Ale może to nie miało mieć miejsca? Pomyśl trzeźwo. Olivia by cię zdradziła?
- Ja już sam nie wiem co myśleć. Dobra, koniec tego tematu. Nie potrzebnie ci mówiłem - powiedziałem i słuchawki spowrotem znalazły sie na moich uszach. Resztę lotu spędziłem rozmyślając. Przez moje myśli przesunęło się wie epitetów typu "dziwka", "suka", itp. Ale za każdym razem korciłem się za to. Miałem łzę w oku. Nie wiedziałem, co mam o tym wszystkim myśleć, a przede wszystkim nie wiedziałem co czynić.

**Lena**

Jeśli jeszcze raz zadzwoni ten cholerny dzwonek to zabije osobe która go używa ! Ding-dong. Wściekła wstałam z łóżka i od razu ruszyłam w strone drzwi. Po schodach zbiegłam wzybko. Otworzyłam kluczem drewniane drzwi i pociągnełam je do siebie.
- czego?! - warknełam. 
- liczyłem na jakieś 'witaj kochanie , fajnie że przyszedłeś jeszcze przed wyjazdem' - mruknął Max zbliżając się do mnie. Kiedy nasze usta się złączyły złagodniałam. 
- obudziłeś mnie , wcześniej się przyjść nie dało?- weszliśmy do środka. 
- ciesz się , a nie - powiedział mi do ucha. 
- ile masz czasu? O której samolot? - zapytałam. 
- sanolot o 17 więc około 15 wyjeżdżamy - czyli miał troche czasu. 
- daj mi 20 minut ! - uniosłam palec i pobiegłam na górę się ubrać i ogarnąć . Ubrałam się w spodnie i koszulkę na ramiączkach. Brązowe kosmyki upiełam w koku i gotowa wróciłam na dół. 
- co ty beze mnie zrobisz? - postawił kubek z kawą przy wolnym krześle. 
- kto będzie robił mi kawe? Kto?!- płaczliwy ton nie pasował do śmiechu którym po chwili wybuchłam. 
- ym Lena - zaczął - powiesz mi co robiłaś w łóżku Jordana? - zakrztusiłam się kawą . Odkaszlnełam mocno
- co?!- wychrypiałam unosząc brew. 
- no wysłałaś mi smsa coś 'jednak znalazłam łóżko wygodniejsze od twojego. Łóżko Jordana może i jest mniejsze , ale twoje przebija ' takiego - patrzałam na niego szeroko otwartymi oczami dłuższą chwile. - następnym razem jak będziemy piły wyłączamy telefony - nie mogłam w to uwierzyć. Spałam w łóżku Jordana , a Olivia w swoim. Nie pamiętam czy było wygodne..
- oj wiesz przcież że twoje łóżko jest najwygodniejsze - mruknełam wstając . Podeszłam do niego i zatrzymałam się przy nim. 
- będziesz musiała mnie teraz długo orzepraszać - nachylił się i tuż przed moją twarzą zatrzymał swoją. Stanełam na palcach by sięgnąć do jego ust. Od razu złapał mnie za uda i posadził na blacie ułatwiając sobie zadanie. Będę tęskniła za jego miękkimi i ciepłymi ustami , za dotkiem który przyprawiał mnie o dreszcze .
- Max - odsunełam się lekko - twoje udo jęczy - zauważyłam. Chłopak zaczął się śmiać i wyciągnął z kieszeni spodni wibrujący telefon , nacisnął czerwoną słuchawkę
- Wiesz że nawet nie zauważyłam kiedy nowa przypinka się tu pojawiła ? - uniosłam bransoletkę dotykając nowego serduszka 
- pojawiła się tamtego dnia pod namiotami - Max patrzał mi w oczy , czułam jak pięką mnie policzki. 
- nie wytrzymam bez ciebie - pożaliłam się. 
- damy rade. Dwa tygodnie , szybko zleci. Mamy telefony i te wszytkie aplilacje przez które da się rozmawiać...- lekko się uśmiechnełam. 
- powinieneś wyjść już pięć mimut temu - po tych słowach , jak na zawołanie ktoś zadzwonił dzwonkiem.
 - to Nathan. Jade z nim na lotnisko. Masz - podał mi kluczyki - ooiekuj się nią. Przypomnij sobie za co dostałas to prawko - przyciągnął mnie jeszcze raz do siebie. Ten pocałunek był bogatszy w uczucia , to jeden z bardziej prywatnych pocałunków , tych nie zapomnianych. 
- kocham cię - powiedziałam w końcu. - a ja Ciebie , jak wariat - i ruszył w strone drzwi. Widzę go teraz ostani raz. Dwa tygodnie orzerwy to bardzo długi okres który będzie się ciągnął wolno , czuję to


----------------------------------------------------------------------------------------------------------


A oto i rozdział :D
Pod ostatnim rozdziałem 2 komy ;---; Wiemy, że stać was na więcej! Bądź co bądź jest was 17 obserwujących, do tego dochodzą anonimy :)
Zobaczymy co będzie pod tym rozdziałem. Co sądzicie? Chcemy znać opinie ;* 
Do nn ; 33