piątek, 3 października 2014

Rozdział 29

**Olivia**
Obudziłam się. Dzisiaj ta kawa z Jay'em... Ygh, nie chcę iść, ale muszę no. Skoro mnie poprosił. Dobrze, że dużo wiem o Aaron'ie i nie będzie problemu o to akurat. Ubrałam się jakoś zwyczajnie. Czarne rurki i biała bluzke z 3/4 rękawem , ponieważ nie bylo najcieplej. Nie wiem czemu, ale pomyślałam o Lenie. Przypomniały mi się jej słowa, "Kłamiesz. Próbujesz skłócić mnie z Max'em bo ci z Jay'em nie wyszło ?", "I dobrze. Szkoda, że tu przyszłaś". Dźwięczały w mojej głowie i nie dawały spokoju. Jak ona mogła pomyśleć coś takiego? Poszłam do łazienki. Spojrzałam na moje rany. Chwyciłam żyletkę i wykonałam jedno cięcie. Poczekałam chwilę, aż rana zaschnie, założyłam na jej miejscu zegarek i zeszłam na dol. Nie wiem czemu, ale to mnie trochę uspokoiło. Czyżby ból fizyczny potrafił ukoić ten psychiczny? Tam czekała na mnie jajecznica i moi ochroniarze. Plus mój ojciec. Telefon zawibrował. Jay. Kawiarnia Under Stars.  Godzina 16. Odpisałam krótkie "OK". Miałam niecałe 4 godziny. Postanowiłam pograć na PS' ie. Jakiś czas później dołączył do mnie brat. Aaron cały czas do wyjazdu siedział w pokoju. Jordan powiedział mi, ze próbuje jak to on stwierdził opanować emocje, żeby nie przyłożyć Jay'owi. Kiedy znudził nam się PS zaczęliśmy oglądać telewizję. Akurat leciała Tożsamość Szpiega. Lubiłam ten serial. Nawet bardzo. W końcu przyszedł czas na wyjazd. Wsiedliśmy do auta. Po około 10 minutach jazdy byliśmy na miejscu. Jay czekał pod kawiarnia. Aaron wysiadł ze mną.  Podeszliśmy do niego. Nie ucieszył się na widok Carter'a. Przytulił mnie, co z niechęcią odwzajemniłam, ale kiedy chciał mnie pocałować w policzek na cale szczęście blondyn zareagował. Weszliśmy i jak się okazało przyszliśmy na przyjęcie niespodziankę dla Birda. Byłam niezadowolona i to baaardzo. Cały czas trzymałam się z Aaron'em. Napiliśmy się troszkę razem. W pewnym momencie Jay znowu chciał przetestować mój niby związek z Aaron'em. Wiec tym razem ja wpiłam się w usta blondyna. Pocałunek trwał ponad minute. To było naprawdę coś. Spojrzałam w jego brązowe oczy i przytuliłam się do niego. Czyżbym poczuła coś więcej do niego oprócz przyjaźni? Przyznam szczerze ze nie wiem. Wszystko jest możliwe... Wnieśli tort. Odśpiewaliśmy happy birthday. Jay zabrał mnie na osobną "rozmowę"
-naprawdę go kochasz?
-tak... Wspierał mnie wtedy kiedy wszyscy i wszystko było przeciwko mnie. Pociesza i rozsmiesza. Jest niezastąpiony. - uśmiechnęłam się
-eh... czyli nie ma szans na twój powrót do Londynu, do nas? I na związek ze mną? - spytał z nadzieja
-Jay... o czyn ty myślisz?! po pierwsze nie wrócę tam przez kłótni z Max'em i Lena. Po 2 związek powinien opierać się na zaufaniu a ty go do mnie kompletnie nie masz! Uwierzyłeś mu... Znasz mnie, wiesz ze nie jestem do takich rzeczy nawet po pijaku zdolna!
-Wiem. Nathan przyznał się do tego, ze nas o kłamał i ze to on ciebie pocałował.
-Serio?! Wiedziałam... I teraz masz dowód,  że twoje zaufanie do mnie jest na poziomie zerowym, a bez niego nie ma szans
-Ale Olivia ja cie dalej kocham!
-z mojej strony nie ma już szans na powrót. Zrozum, że ten związek nie ma szans. Poza tym jestem skrócona z Max'em. Może lepiej będzie jak na zawsze zniknę z waszego życia...?
-Ale potrzebuje cię.
-Jay... to koniec. Znajdź sobie kogoś lepszego. Ja nie byłam odpowiednią, los w końcu cie nią obdarzy.
Po skończonej rozmowie z Jay'em poszłam do blondyna.  Powiedziałam mu o tym, że Sykes się przyznał do tego, co zrobił. Uśmiechnął się. Powiedział, że wierzył mi od początku i także o tym, jak to był bardziej niż pewny kłamstw Sykes'a. Po paru dniach znajomości poznał mnie dobrze i wiedział, że nie jestem do tego zdolna. Czyli przyjaciel zna mnie tak krótko i nie wierzy,  a chłopak którego długo znałam uwierzył? Podeszłam do Nathan'a. Poprosiłam o rozmowę w 4 oczy.
-Nathan... powiedz mi na co ci były te kłamstwa?
-Chciałem, żebyś z nim zerwała i była ze mną.
-Ale po co? Nie rozumiesz że to i tak nie miałoby sensu?
-Jak nie jak tak?
-Z resztą nie zrozumiesz. Na razie. Znikam z waszego życia.
-Jak to?
-Spytaj Max'a. Pa.
Jakiś czas później byliśmy już w drodze ale nie do domu a ma strzelnice, ponieważ poprosiłam o to Jordan'a. Musiałam się odstresować. Ukradkiem spoglądałam na Carter'a.
Could this be love? Cause when we kiss My heart drops like a bomb I'm in pieces when you're gone...
W końcu byliśmy na miejscu. To była służbowa strzelnica ale ja mogłam tam wchodzić. Poszliśmy i odebrałam sprzęt. Aaron wraz z Jordan'em zostali w aucie. Zaczęłam strzelać. Z każdą kolejną kulą, która wylatywała z magazynka czułam coraz większą ulgę. Ale
-Lepiej? - spytał mój brat
-Zdecydowanie tak.
-To dobrze. Jedziemy do domu na mecz?
-Tak - zaśmiałam się. Droga minęła szybko. Weszliśmy do domu. W salonie siedzieli już Danny i mój ojciec.
- I jak tam było? Dałaś radę? - spytał mój starszy brat
- Nie było źle. Dałam radę i cieszę się, że mam to za sobą - odpowiedziałam


****


Przed zaśnięciem cały czas myślałam o tym pocałunku przed Jay'em. On chyba jednak nie był taki zwykły. Czy nagle mogę się zakochać w Aaron'ie? Nie wiem. Jest późno, ja powinnam iść spać, ale myślę jakby to było, gdybym była z Carter'em. Jestem głupia, serio... Usłyszałam ciche pukanie do drzwi.
- Proszę - powiedziałam. Zdziwiło mnie to, że w drzwiach nie pojawił się żaden z braci, nie pojawił się ojciec a Aaron.
- Nie śpisz? - spytał. Ja pokazałam na migi, że ma usiąść na łóżku. Chwilę później już siedział obok mnie
- Nie mogę, za dużo myślę. A ciebie co do mnie sprowadza?
- Właśnie to, że za dużo myślę.
- Oho... Coś się zapowiada - zaśmiałam się - o czym myślisz? - poruszyłam dziwnie brwiami
- O nie... Ty pierwsza - zaśmiał się - damy mają pierwszeństwo
- Taaaak.... to ja ci je oddaje
- No dawaj. - zrobił oczka szczeniaczka. Ciężko było się im oprzeć.
- Eh... Nie wiem czy zasługujesz - pokazałam mu język
- Ja nie zasługuję? Będzie foch - odwrócił się do mnie tyłem. Wytargałam się spod kołdry i przytuliłam go. Od razu się odwrócił. Uśmiechał się. Kochałam ten uśmiech. Teraz już wiem, że kocham go. Bardzo. Ale jak mu to powiedzieć?
- Dobra, skoro ty myślisz to ja ci powiem pierwszy, pasuje? - w odpowiedzi pokiwałam tylko głową - zakochałem się. Cały czas o niej myślę...
- Uuuu.. W kim? Znam? - czyli brak szans... Eh... Moje szczęście. Dobra. Udawaj szczęśliwą. W końcu to twój przyjaciel
- Najpierw chcę wiedzieć, o czym myślisz ty. Później się dowiesz. Tak znasz ją.
- No... dobra no. Myślę o pewnym chłopaku. Tak jak ty zakochałam się - jego mina wyrażała... smutek? Co?
- W kim? - spytał
- Najpierw ja czekam na odpowiedź. - pokazałam mu ząbki
- Ty pierwsza.
- O nie... Ty pierwszy albo mówimy na raz.
- To mówimy na trzy. Dawaj łapy - chwyciliśmy się za ręce. - Raz... Dwa... Trzy...
Ja powiedziałam w tobie. Za to Carter wypowiedział teoretycznie dla kogoś nic nie znaczące, a dla mnie bolesne słowa...

**Lena**

Obudził mnie ruch obok mnie. Uchyliłam oko. Zobaczyłam skórę , zjechałam wzrokiem niżej i zobaczyłam goły tyłek. Przygryzłam wargi. Szczerze? Daje mu dziewięć i pół punkta na dziesięć. -Mam dalej udawać że nic nie wiem? - zaśmiał się. - Jak chcesz- mruknełam i wtuliłam się w poduszkę. Przysnełam jeszcze na chwilkę. Gdy znów odzyskałam świadomość Max leżał obok. Nachyliłam się nad nim witając pocałunkiem. Moje włosy (już nie były związane) opadły w około jego twarzy.

Przyciągnął mnie do siebie obejmując w pasie. 
- Pasowałyby ci te włosy - zaśmiałam się. 
- Jay kiedyś powiedział że mój prawdziwy kolor to brąz , blond lub nawet rudy - śmiał się - co sobie pani życzy na śniadanie? 
-tosty poproszę . Która godzina? - zapytałam. 
- po czternastej - teraz patrzałam na niego z szeroko otwartymi oczami. 
- to raczej obiad - wyrzuciłam z siebie zdziwiona. 
- jeśli chcesz- przesunął mnie że leżałam teraz na plecach 
- ubierz tą czarną sukienkę - powiedział i po kilku sekundach byłam sama w łóżku. Wybrałam czarną sukienkę , była do kolan , dekolt miała w kształcie litery "V" , zasłonięty prześwitującym materiałem w kwiatki. Oczy podmalowałam kredką. Włosy spięłam na środku głowy w koka podpinając go trzema wsuwkami. Wyszłam z łazienki. Na stoliku stało już jedzenie więc chwyciłam tosta. Prawie nie poznałam Maxa w koszuli. Wyglądał niesamowicie.
- Wyglądasz świetnie - rzuciłam na wydechu. 
- Ty też. Pięknie...- oglądał mnie dokładnie 
- Mam nadzieję że te...hymm...  ślady na rękach za bardzo ci nie przeszkadzają - o czym mówił ? Nic nie widziałam... Spojrzałam na swoje dłonie. Pod nadgarstkiem na prawej ręce miałam siniaka wielkości zakrętki , a wyżej małe zadrapanie... 
- przeżyje
 - posłałam mu lekki uśmiech. - nie myśl że ja nie mam nic - odsłonił ramię gdzie znajdowały się małe ranki. Jak mogłam sobie przypomnieć - po moich paznokciach. Było ciekawie ubiegłej nocy... 
- Czemu ubierasz się tak elegancko na urodziny Jaya? Sądziłam że to zwykła impreza- wyznałam. 
- Później jedziemy na kolacje , Kocie - pocałował mnie lekko w usta i zniknął w łazience. Muszę się przygotować na to że zobaczę Olivię.


***

Nawet na mnie nie spojrzała. Nic. Olivia była z jakiś blondynem i całkiem mnie ignorowała. Jay był wkurzony że przyszła z Nim , ale starał się cieszyć imprezą. Przywitałam się z chłopakami i Kelsey. Nareeshy nigdzie nie widziałam. 
- Nie przejmuj się , Kocie - Max pociągnął mnie w stronę stolika. 
- Nie przejmuje się - skłamałam. 
- Właśnie widzę- mruknął. W końcu zatrzymaliśmy się przy stoliku , a chłopak zakrył mi oczy. W co on się bawi? 
-Co ty robisz?- zapytałam zdziwiona . Nie rozumiałam co się dzieje. 
- cicho- rozkazał. Czekałam około minuty aż znowu się odezwie- zgadnij kto to? 
- Max. Znam twój głos- wyznałam znudzona. W tej chwili jego ręce odkryły moje oczy tylko po to by zmieniły go inne. Były cieplejsze. 
- Ja tylko stoję obok. Zgaduj!- zachęcił. 
- Mikołaj? 
-Jaki Mikołaj? - głos George'a dochodził z mojej prawej strony. 
- Święty? 
- O Boże - jęknął- z tobą to...- ręce odsłoniły mi oczy. Obym nie miała rozmazanego makijażu. Odwróciłam się. Przede mną stał chłopak. Brązowooki , miał włosy ciemniejsze niż oczy. Tatuaże poznałabym wszędzie. Trzy linie na ręce , ćma , diamencik - moje ulubione. Oczy powiększyły mi się ze zdziwienia. Niby Max mówił , ale zapomniałam...
-Anthony?!- niemal pisnęłam. 
- Gdzie? - zaśmiał się i obejrzał za siebie. Wpatrywałam się w niego.
 - Mogę...eeee...- i w takim momencie to słowo musiało mi wypaść?! Idiotka! 
- autograf? Zdjęcie? Numer telefonu? - podsunął brązowooki. 
- samochód? Portfel? Telefon? - te podpowiedzi wypadły z ust mojego chłopaka. Ogarnij się! 
-Tak, zdjęcie - kiwnęłam głową. Max zaoferował się że zrobi nam wspólną fotę. Nawet dostałam jego numer telefonu. Wow! Cieszyłam się jak mała dziewczynka. 
- Wiesz że cię kocham? - pocałowałam go. 
- Nie dziwie ci się , przecież ja jestem taki wspaniały - powiedział dumnie Max. 
- i taki skromny - szepnęłam - idziemy się pożegnać? - zadałam pytanie szukając wzrokiem McGuinessa. 
- Spoko - ruszyliśmy w jego stronę. 
- Jeszcze raz : Wszystkiego najlepszego i sto lat Jay - przytuliłam go. Wypił trochę , ale nie każdy mógł to zauważyć. Ja byłam na tym punkcie wyczulona. 
- Już idziecie? - zapytał zdziwiony. Zrobiło mi się go cholernie żal. 
- Tak - posłałam mu uśmiech - a ty baluj do nieprzytomności - potem Łysy szepnął mu coś na ucho i wyszliśmy. 
- Prowadzisz? Ja piłem - uniósł ręce w obronnym geście. Podał mi kluczyki i tym razem ja zasiadłam na miejscu kierowcy. Na szczęście towarzysz nie wytykał mi błędów , ani nie pouczał. 
- Już kiedyś mieliśmy razem iść do restauracji , ale coś nam wypadło więc nie poszliśmy. Teraz jest okazja - mówił. Pamiętam to dokładnie. Zamiast tego poszliśmy na pizze i wyznał swoje uczucia. Zapytał co do niego czuje , a ja skłamałam mówiąc że nic...
-Dla mnie stek, a dla pani..- spojrzał na mnie . Kelner stał obok i czekał na zamówienie. Był maksymalnie siedem lat starszy ode mnie.
 - też - uśmiechnęłam się. 
- Dwa steki. Coś do picia? - zapytał. 
- Wino? - George spojrzał na mnie. 
- Ja poproszę tylko wodę - zwróciłam się do kelnera. 
- Woda dla pięknej pani , a dla towarzysza? - czy on się do mnie uśmiechnął? 
- zostanę przy winie - wytłumaczył przez zaciśnięte zęby. Pracownik się oddalił 
- jeśli spróbuje jeszcze raz to mu przywalę . 
- co? - zmarszczyłam brwi. Dzisiaj ciężko go zrozumieć . 
- nie mów że nie zauważyłaś! Ten przygłupi kelner ślini się za ciebie - patrzałam się na niego chwile. 
- Nie zauważyłam , bo jestem wpatrzona w ciebie , Słońce - pierwszy raz powiedziałam do niego 'słodkim przezwiskiem' ale wiem że da to zamierzony efekt i się uspokoi. Uśmiechnął się leciutko. 
- Ciesze się że jutro poznasz moją mamę i Jack'a - zmienił temat. Zapomniałam o tym. Powinnam się denerwować? Jeśli mnie nie polubią? O tak , nerwy zapukały do moich drzwi. Pięć minut później przyszedł kelner z zamówieniem. Chwyciłam po widelca. 
- Życzę smacznego - lekko się ukłonił - oh ! Co się stało pani w ręce ? - zamartwił się (pewnie tylko po to by podtrzymać rozmowę) . Rumieniec za 3 ...2... 
- pies mie udrapał - tłumaczyłam. 
- pies? - Max nachylił się nad stołem , jego ton głosu dawal do zrozumienia że to nie pies , a on. Moje czerwone policzki potwierdziły myśli mężczyzny. Oddalił się bez słowa. 
- zazdrośnik - powiedziałam.
- kłamczuch - odgryzł się. Po zjedzonym daniu , które okazało się świetne Max zaczął rozmowę. 
- Słyszałem że szukasz mieszkania...- pauza - nie. Inaczej. Mam dla ciebie dwie propozycje. Nie będę owijał w bawełnę , mów tylko tak lub nie- głeboki oddech- czy chciałabyś ze mną zamieszkać? - milczałam dalej. Rozważając to. Wiedzialam że dużo kosztowało go to pytanie - jeśli nie to zrozumiem. 
- Tak , Max . Oczywiście że bym chciała - pełny uśmiech wpełzł na moja twarz. To duży krok. Mam nadzieję że nasz związek jest na to gotowy. 
- osiemdziesiąt procent mojego planu za nami. To była ta ważniejsza część . To jest drugie pytanie...- podał mi kopertę. Otworzyłam ją niepewnie i spojrzałam na zawartość. To bilet. Rozłożyłam go. Bilet na Ibizę.
 - Max... Nie sądzisz że to za dużo? - speszyłam się. Przechyliłam głowę.
 - Czyli nie zgadzasz się? - patrzył na mnie bardzo uważnie. 
- Ja...- przerwał mi . 
- Nie chcesz? - przeszywał mnie wzrokiem. 
- Chcę , ale...- znów mnie uciszył. 
- Bardzo się cieszę że wyjedziemy razem - uciął dyskusję.
Po dwudziestej drugiej leżałam już w łóżku z Łysym i przytulona do niego zasypiałam .
 - Miłych snów , Kocie- Mówił w moje włosy.
 - Masz nadzieję że będą o tobie , hę? - mruknęłam sennie. 
- Ja wiem że będą o mnie - pocałował mnie w czoło i objął ręką w pasie. Miał rację , śniłam o nim.



-------------------------------------------------------------------------------------------

Ta dam :D Mamy rozdział, mam nadzieję, że się spodoba :D
Do nexta xx

środa, 24 września 2014

Rozdział 28

Olivia
Obudziłam się. Usłyszałam, że na dole coś się dzieje, więc zeszłam tam. W domu była Karen, co mnie dość zdziwiło. Żona Danny'ego nie przychodziła tutaj bez niego, a brata ani widu ani słychu. Siedziała w kuchni razem z Jordan'em. Zobaczyłam, że Aaron wchodzi na górę, więc poszłam za nim. Szybko wbiegł po schodach i wszedł do pokoju, w który był jego tymczasowym pokojem. Ja powoli udałam się w tamtą stronę. Kiedy już byłam 'na miejscu' zapukałam do drzwi. Usłyszałam 'proszę', więc weszłam.
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się
- Dzień dobry - powiedział - siadaj - odwzajemnił uśmiech. Poklepał miejsce obok siebie, na łóżku.
- Okeeej - usiadłam na wyznaczonym miejscu.
- Co cię do mnie sprowadza?
- No więc... wiesz co się dzieje? Ojca i brata nie ma a Jordan z Karen pichcą coś w kuchni... To zbyt piękne, żeby było prawdziwe
- To powiem ci, że dzisiaj rodzinny obiad macie... No plus ja - zaśmiał się - Danny i twój ojciec są w pracy. Karen i Jordan wszystko przygotowują. Chcą cię oficjalnie przywitać w domu. I właśnie miałem do ciebie iść i przekazać ci, że około 15.30 masz być w jadalni, ubrana elegancko.
- Serio? Trzeba by znaleźć jakąś sukienkę...
Rozmawialiśmy jeszcze jakiś czas. Zrobiła się godzina 14. Postanowiłam, że skoro oficjalne przywitanie, to pójdę się ogarnąć. Udałam się do łazienki. Szybki prysznic i umycie włosów. W szlafroku poszłam do pokoju. Tam uszykowałam sukienkę. Dawno jej nie nosiłam. Nałożyłam lekki makijaż i zeszłam na dół, ponieważ była 15.25. Tam już wszystko było gotowe.Weszliśmy i zasiedliśmy do stołu. Jordan i Danny wyglądali świetnie w swoich garniturach. Ale kiedy spojrzałam na Aaron'a to po prostu zaniemówiłam. Wyglądał idealnie. Wszyscy usiedliśmy do stołu. Siedziałam pomiędzy Carter'em a Jordan'em. Wszystko było takie piękne, dopóki nie zadzwonił dzwonek do drzwi. Od razu wstałam.
- Jakby mnie długo nie było to ratuj Ar - zaśmiałam się
- Spoko. Masz minutę - uśmiechnął się. Poszłam do drzwi i otwarłam je. Nie spodziewałam się, kto będzie bo drugiej stronie. Tam stał Jay. Serce waliło jak oszalałe.
- Hej Liv... Przyszedłem cię przeprosić - był smutny. Jego oczy... Olivia ogar. Jak on ciebie potraktował? No jak?! Znał cię długo, wiedział, że nie jesteś zdolna do takich rzeczy. Ale uwierzył. Nie chciał słyszeć tłumaczeń. Wolał to zakończyć.
- Super, coś jeszcze? - spytałam znudzona
- Chciałbym, żebyś do mnie wróciła, do Londynu. Tęsknimy za tobą słońce.
- Po pierwsze nie mów do mnie słońce. Straciłeś do tego prawo w chwili w której.... - poczułam jak czyjeś ręce oplatają się w okół mojej talii.
- Stała się moim słońcem. Już nie wróci do ciebie, ma mnie - przerwał mi Aaron. Myhym... pewnie minęła minuta...
- Serio? Jesteście razem? - spytał, jego spojrzenie wyrażało smutek, zazdrość. - nie wierzę w to jakoś. Od kiedy? Udowodnij. - tsa... zwęszył kłamstwo. Super. Czyli nie mam jak się wywinąć
- Tak naprawdę... To.... - chciałam powiedzieć prawdę, ale Carter znowu postanowił mi przerwać
- Jesteśmy razem od... trzech dni. Udowodnić? Serio? Czy my mamy 6 lat? Ale skoro chcesz... - powiedział i złączył nasze usta w pocałunku. Jay chyba nie wierzył w to co widzi, ale ja uśmiechałam się zarówno podczas pocałunku jak i po nim, ale kiedy na niego spojrzałam od razu uśmiech schodził z twarzy...
- Dobra.... Powiedzmy, że wam wierzę. Przyjdziesz na kawę urodzinową? Nie chcę niczego od ciebie, tylko twojej obecności - spytał z wyczuwalną w głosie nadzieją
- Nie wiem... kiedy?
- Jutro, szczegóły wyślę ci SMS'em
- Eh... No dobra no.
- Skarbie, idź do domu. Ja jeszcze chciałbym pogadać z kolegą McGuiness'em, dobrze?
- Okej Aaron- uśmiechnęłam się - pa Jay - powiedziałam.
- Pa Olivio - odpowiedział. Zamknęłam drzwi, ale nie odeszłam od nich. Słuchałam, co się dzieje.
- Słuchaj Jay. Ona przyjdzie na tą kawę, ale ja będę miał ją na oku z Jordan'em, rozumiesz? Jeżeli będziesz próbował zrobić jej cokolwiek to ty i Max pożałujecie wszystkiego co jej zrobiliście. Wiesz, co ona zrobiła sobie przez ciebie?! - warknął Carter. Usłyszałam śmiech Jay'a?
- Aaron... Proszę cię. Nie wytrzymasz z nią za długo. Ona za bardzo mnie kocha, niedługo już z powrotem będzie moja...
- A żebyś się nie zdziwił Jay. Ona nie jest głupia. Nie wróci do palanta, który narobił tyle krzywdy w jej życiu.  Ty serio uwierzyłeś, że ona to zrobiła? Gdybym był na twoim miejscu w życiu bym w to nie uwierzył. Chyba jednak mam rację i ty jej nie kochasz tak na serio. Koniec tej rozmowy. Spadam do Olivii i reszty... - powiedział, a ja weszłam do pierwszego lepszego pomieszczenia. Usłyszałam otwarcie i zamykanie się drzwi. Wtedy wyszłam. Aaron stał i patrzał się na mnie
- Nie ładnie tak podsłuchiwać - zaśmiał się
- A może jednak? Nie wierzę, w to co usłyszałam...
- Ja też nie wierzę w to. Tak przy okazji ślicznie wyglądasz - uśmiechnął się
- Ty też niczego sobie - pokazałam mu szereg białych ząbków
- Wracamy do reszty?
- Nie wiem... trochę mi się smutno zrobiło - zrobiłam smutną minkę
- Ktoś tu chyba potrzebuje przytulasa? - rozłożył ręce w geście ' no dalej, wiem, że chcesz '. Nie miałam wyboru i przytuliłam go
- Chyba faktycznie tego potrzebowałam - zaśmialiśmy się
- No przecież wiem. Chodź,teraz to już na serio wracamy do reszty
- Okej.... - poszliśmy w kierunku jadalni. Jeszcze spokojnie nie usiedliśmy, a już zadano nam pytanie, kto to był, czemu tak długo i wgl. Oczywiście ja siedziałam cicho. Spojrzeliśmy na siebie z Aaron'em. Posłałam mu spojrzenie z serii ' ratuj, proszę '. Chyba zrozumiał o co mi chodzi
- Porozmawiamy o tym później, dobrze? - odezwał się
- Skoro tak chcecie to dobrze. Widzę, że każdy już skończył. Pora na deser - powiedziała Karen. Razem z Jordanem udała się do kuchni. Chwilę później wszyscy poszliśmy do salonu. Tam czekał na nas... tort? Na poważnie to wszystko traktują. Zbyt poważnie. Coś tu jest serio nie tak. Podeszłam bliżej. Na torcie napisane było ' Welcome Home. We Love You '. Uśmiechnęłam się. Ktoś rzucił tylko ' grupowy uścisk! ' i stało się. Grupowy uścisk trwał około minuty.
*
- Dziękuję wam za ten przemiły dzień - powiedziałam.
- Nie ma za co. Cieszę się, że moja maluuutka siostrzyczka wróciła do domu - Danny przytulił mnie. Wszyscy się zaśmiali
- Taaak... Bardzo śmieszne! Dobra... Przepraszam was, ale idę do pokoju. Jutro będzie bardzo ciężki dzień...
- Nie ma problemu. My tu z Karen i ojcem posprzątamy - zaoferował się najstarszy brat. Podeszłam do Aaron'a.
- Słuchaj. Przyjdziesz do mnie z Jordan'em za chwilę? Chciałabym z wami pogadać - wyszeptałam mu na ucho. On tylko kiwnął głową na tak. Kiedy wchodziłam na schody usłyszałam
- Potem porozmawiamy z wami o tym wszystkim. Teraz ja i Jordan musimy iść do Liv.
Weszłam do pokoju. Usiadłam na łóżku. Minutę później w pokoju pojawiła się dwójka na którą czekałam.
- O co chodzi Olivia? - spytał brat
- O jutrzejszy dzień. Usiądźcie - zrobili to o co poprosiłam - Boję się tam iść sama
- Przecież nie pójdziesz. Jeżeli chcesz mogę nawet wejść tam z tobą. Mogę usiąść zaraz za tobą
- Jeżeli mógłbyś to tak.
- Ja będę cały czas siedział w aucie i was obserwował. W razie co to ściągnę i oddział specjalny. Nie może ci nic zrobić. Tylko kurwa spróbuje cię tknąć to wejdę tam i go aresztuję. Jeżeli wcześniej nie wpakuje mu kulki w łeb. - brat lekko się rozpędził. Jay musiał ich na serio wkurzyć.
- Spokojnie Jordan. Też tam będę. Nie pozwoli sobie wtedy na zbyt wiele. Będę obserwował każdy, ale to każdy jego ruch. Wiesz dobrze, że nie tylko ty chcesz mu wpakować kulkę w łeb.
- A co, jeśli on też nie przyjdzie sam? Tego się najbardziej obawiam. Przecież może przyjść na przykład z Max'em, a tego nie przeżyję no...
- Eh... Liv. Spokojnie. Będziesz miała swoją ochronę, nic się nie stanie. Nie może. - pocieszał mnie Carter
-Właśnie. Pamiętasz Ar? Musimy udawać parę...
-Tak pamiętam. Damy radę... A teraz my pójdziemy. Powiemy im wszystko co się wydarzyło. A ty śpij. I nie stresuj się. Nie masz czym. Będzie dobrze.
-Dziękuję że jesteście- przytuliłam brata a potem przyjaciela - dobranoc
-Nie ma za co sis. Dobranoc - mężczyźni wyszli. Ja zajrzałam do telefonu i jakiś czas później zasnęłam.

**Lena**
- zjadłabym zapiekankę - wypaliłam nagle.
 - kawałek od hotelu widziałem jakąś restauracje całodobową z fast-foodami. Idziemy? - pokazał swoje ząbki. 
- Z tobą zawsze - przed wyjściem spojrzałam na zegar , było już po północy. 
Ulice były pokryte mrokiem , jedyne co dawało światło to latarnie. Przytuliłam go i z uśmiechem szłam koło niego. Szczęście? Wydawało mi się że nigdy go nie zdobędę , a teraz jest wspaniale. Tylko brakuje Liv... 
- nie jest ci zimno? -zapytał. Prawda , lekko wiało. 
- Przy tobie? Nigdy - Już kilka minut później jadłam zapiekankę. Nieudolnie próbowałam się nie pobrudzić sosem i iść prosto. Tego właśnie potrzebowałam - niezdrowego jedzenia. Max nachylił się i odgryzł kawałek z drugiej strony. 
 - Całkiem dobra - skomentował. Wchodzenie po schodach nie było łatwym zadaniem . Gdy weszliśmy do pokoju . 
 - Teraz mogę iść spać - przyznałam i ruszyłam w stronę torby po piżamę. Wyciągnęłam koszulkę i spodenki. Weszłam do pomieszczenia i wzięłam bardzo szybki prysznic. Może pobiłam swój rekord? Umyłam zęby i związałam włosy . Max był tylko w spodenkach , moje oczy pochłaniały każdy kawałek jego ciała. Podszedł do mnie uśmiechając się. Jejku , uwielbiam jego uśmiech! Bez słowa zaczął mnie całować, nie zostałam mu dłużna. Przejechał ręką po mojej nodze. Moje dłonie gładziły go po plecach. Nagle napotkałam na nich coś dziwnego. Odsunęłam się i zrobiłam krok by spojrzeć na jego plecy. Były tam trzy zaschnięte , podłużne zadrapania. Musiał je mieć minimum od kilku dni. 
 - Co ci się stało? - zapytałam patrząc na jego twarz.
 - Jednego dnia rozdawaliśmy autografy fanom i było ich trochę. Oparłem się o siatkę , okazało się że na wysokości moich pleców miała ostre zakończenie. Przejechały mi po plecach te najbardziej wykrzywione, ale to nic takiego-wyjaśnił. 
- Boli? - skrzywiłam się zadając pytanie.
 - Nie , nie boli - po tych słowach nasze usta się znów złączyły w pocałunku. Przesuwał się wolno w stronę łóżka. Gdy poczułam pod plecami miękkie posłanie znów się
uśmiechnęłam. Usta chłopaka przeniosły się na moją szyję. Tak jak za pierwszym razem zostawił na niej czerwony ślad , a potem zjechał w dół językiem. Ściągnął mi koszulkę przez głowę , nie mogłam mu się odwdzięczyć z prostego powodu- on nie miał już swojej. Potem uniosłam biodra by pomóc mu ściągnąć moje spodenki. Które nie okazały się wielką przeszkodą. 
- Z każdym uderzeniem serca? - szepnął mi do ucha. Zobaczył go. Na chwile przestałam oddychać , po czym odpowiedziałam :
- Z każdym uderzeniem serca.


___________________________________________________
Jest tu ktoś ?
Nowy rozdział już się pojawia...
+ grafika promująca :

4 komentarze - rozdział 29 ! 

wtorek, 16 września 2014

Rozdział 27

**Olivia**

Przyjechaliśmy pod dom. W życiu nie pomyślałabym, że tu wrócę w takich okolicznościach. Liczyłam na przyjazd na parę dni, wraz z Jay'em i powrót do pracy barmanki, ale jak widać moje życie w tamtym momencie zaczęło sie walić. To była tylko kwestia czasu i zerwałabym z Jay'em i poznała Aaron'a. Czyli czy taki koniec był mi pisany? Ta kłótnia z Max'em? Eh.... miałam się tym nie zadręczać. Ale i tak to robię. Kłótnia z Max'em i Leną to duży cios. Bardzo duży. Wysiadłam z auta i podbiegłam do drzwi. Zapukałam do nich. Otworzył ojciec.
- Witaj Olivia - przytulił mnie - co cie do mnie sprowadza? Wejdź.
-Cześć tato. Wracam do domu. Nie mam zamiaru dalej mieszkać w Londynie. Przywożę ze sobą nie tylko Jordan'a, ale i jego przyjaciela - powiedziałam,  a z samochodu wysiedli ci o których mówiłam
- O! Aaron! Milo cie widzieć - zdziwił mnie.
- czy tylko ja wcześniej nie znałam blondyna?
-Tak - zaśmiali się na raz ojciec i brat
- Czemu mnie z nim nie zapoznaliście?! - mój głos był dość głośny kiedy to mówiłam - może moje życie nie byłoby takie jakie było - wyszeptałam. Wymieniliśmy jeszcze parę zdań i weszliśmy do domu. Mój brat zdeklarował się, że wszystkie rzeczy wniesie do domu, a Aaron, że mu pomoże. A ja mam iść do pokoju i spać. Nadopiekuńczość to cecha szczególna mojej rodziny, ale teraz i Carter jest nią zarażany. Nie podoba mi się to, ale cóż. Nie mam wyboru, muszę bez gadania iść spać. Poszłam na górę, do łazienki. Ogarnęłam się. Potem poszłam do pokoju i położyłam się do łóżka, w którym tak dawno nie spałam. Tak jak kiedyś było bardzo wygodne. Padłam bardzo szybko. Najprawdopodobniej z przemęczenia....

*

Zadzwonił budzik w telefonie, którego dziwnym trafem zapomniałam wyłączyć. Godzina 7 rano. Iść spać dalej, czy wstawać? Rozejrzałam się po pokoju, pojedyncze promienie słońca wpadały przez szczeliny w rolecie. Ujrzałam swoje walizki przy ścianie. Budzik ustawiłam na 9, i postanowiłam, że pójdę spać dalej. Ale mi to nie wyszło. Do ósmej poleżałam bezczynnie. Potem do dziewiątej ogarniałam twitter'a i instagram'a. Zrobiłam zdjęcie zegara i jakoś ładnie obrobiłam. Wstawiłam na instagram'a z podpisem "Wstajemy, szkoda dnia :D #SpowrotemWDomu". Później to samo zdjęcie pojawiło się na twitter'ze. Ruszyłam tyłek i zaczęłam się rozpakowywać. Nie zajęło mi to zbyt długo. Około 10 wszystko było już na półkach. Dopiero po rozpakowaniu ubrałam się. Ojca nie było, praca. Jordan teoretycznie teraz chyba też powinien wrócić do pracy, ale nie wiem co i jak.. Weszłam do kuchni i zabrałam się za robienie sobie jakiegoś śniadania. Postawiłam na naleśniki. Wyciągnęłam potrzebne produkty i zaczęłam przygotowywać ciasto. Jako iż wiedziałam, że nie skończy się tylko na mnie wzięłam podwójną porcję wszystkiego. Kiedy już było gotowe zaczęłam je smażyć. Gdy na talerzu pojawiły się już trzy naleśniki postanowiłam zabrać się za jedzenie. Po skończeniu pałaszowania wróciłam do smażenia. W pewnym momencie ktoś zasłonił mi oczy.
- Jordan! Ja tu coś robię, nie widać?!
- To nie Jordan - usłyszałam śmiech Carter'a.
- To Aaron zabieraj te łapy - zaśmiałam się - możesz za to zabrać się za jedzenie - pokazałam na talerz. Nie trzeba mu było powtarzać. Od razu wziął się za jedzenie. Musiałam wyciągnąć kolejny talerz, przecież gdzieś trzeba wykładać kolejne. W końcu skończyłam smażenie. Na talerzu uzbierała się dość spora kupka. Do kuchni wszedł Jordan. Spojrzałam na zegarek. 11.15. No nareszcie! Długo spał... Nie powiedziałam nic, tylko się uśmiechnęłam i pokazałam na talerz. Bratu tak jak Aaron'owi nie trzeba sto razy powtarzać. Zaczął jeść. Nalałam sobie mleka i usiadłam na blacie. Carter zaczął grzebać w kieszeni, wyciągnął telefon i zaczął pisać. 
- Paintball czy basen? - spytał
- A może jedno i drugie? 
- Czekaj... - minuta zawiechy - tak. Więc ogarnij stój i ubierz się na sportowo 
- Okej, ile mam czasu?
- Pół godziny. Wiesz, że będzie potrzebne dużo czasu więc trzeba jak najszybciej zacząć
- Tak rozumiem. Lecę się ogarnąć - powiedziałam i pobiegłam na górę. Do torby wpakowałam ręcznik, klapki, słuchawki, wodę i strój. Z szafy wyciągnęłam strój. Gotowa zeszłam na dół. 
- Idealnie na czas - zaśmiał się Carter
- Wiadomo. Idziemy? 
- Tak, Liv. Jedziemy. nie będę szedł tyle z buta - chwycił za kluczyki i poszliśmy do auta. Dziesięć minut drogi i widzimy dużą grupkę czekającą na nas przed paintball'em. 
- Dzień dobry - uśmiechnął się Nick. Podszedł do mnie i przytulił, a potem do Aaron'a, któremu poczochrał włosy - Niestety drużyny już podzielone. Ja, Aaron, Liv, Jordan i Donnie kontra Brian, Howie, Joey i AJ. Pasuje? 
Wszyscy nie mieli sprzeciwów. Chwilę później się zaczęło. Biegaliśmy i strzelaliśmy do siebie. Ustaliliśmy zasadę, że która drużyna więcej razy oberwie przegrywa. Po dwóch godzinach mieliśmy dosyć. Oczywiście kto wygrał? No my. Parę razy od oberwania uchronili mnie... bracia Carter. Na końcu wyśmiałam ich, że są nadopiekuńczy. Nick zgodził na Aaron'a, za to ten na mojego ojca i brata... Wiedziałam po prostu! Teraz czas na basen... To będzie się działo. To jest pewne. Chyba zaczynam się dogadywać z Nick'iem. Pojechaliśmy gdzieś. Pięć minut na przebranie się i już wszyscy czekają na siebie przy wejściu. Carter'owie chyba dzisiaj mnie nie opuszczą. Jeden chwycił mnie za nogi, drugi za ręce i tym sposobem pływałam już w wodzie. 
- Kiedyś was zabiję - powiedziałam zaraz po tym, jak się wynurzyłam. Oni spojrzeli na siebie. Szepnęli coś. 
- Też cię kochamy - krzyknęli na raz i się zaśmiali. Głupki... Potem jeden po drugim wskakiwali do wody na bombę. Tylko 2 z nich weszło po ludzku, czyli AJ i Howie. Nikogo praktycznie nie bylo. Zobaczylismy jakis skladzik i Brian poleciał po piłkę. Graliśmy w pyre. Oczywiście nie obyło sie bez smiechu. Wahlberg postanowil zrobic mi "niespodziankę", kiedy bylismy na dosc głębokiej wodzie i mnie podtopic. Zrobiłam z nim to samo. Pare razy ratownik nas upomnial, ale kto by sje przejmował? Napewno nie my! Zabawa trwala dalej. A mężczyznom serio odwalalo. W końcu zmuszeni wyjsc. Ludzie dziwnie sie na mnie patrzyli. No tak. Jedna kobieta i ośmiu mężczyzn. Na basen w chodziliśmy jakoś o 14 15.  Teraz jest 16.15 . Czyli dwie godziny na basenie. Wyszliśmy. Z tego co sie dowiedzialam dzień jest zaplanowany do konca. Teraz pizza. Na naszą ilość osób trzeba bylo zamowic az 3 duże. Kazda oczywiscie inna.  Aaron powiedzial mi, ze potem jedziemy do domu i mam godzinę na wyszykowanie sie do klubu. Ciekawie. Znowu nam zaczęło odwalac. W pewnym momencie temat zszedł na karierę Aaron'a. Nick zdradził nam swoje plany i chciałby wciągnąć w to brata i mnie... okej?
- Mam zamiar nagrać show. Nazywało sie bedzie House of Carters
-Skoro House of Carters - podkreśliłam ostatnie slowo - to po co tam ja? 
- oj Olivia... nie wiesz co bedzie w przyszłości,  a z tobą będzie ciekawiej. - uśmiechnął się. Nie skomentowałam tego. W efekcie z pizzerni wyszlismy o 17.30. O 18.40 mamy spotkać się pod klubem. Z tego co wiem mają dać mini występ. Faaaajnie. I Nick chciał, żebym zaśpiewała z Aaron'em cover piosenki Beautiful Lie. Bo ktoś mu powiedział niby , że mam talent i chce mnie usłyszeć. Ja powiedziałam ze mowy nie ma. Ale on nie odpuszczal. Na koncu powiedzialam mu ze jak bedzie mnje zmuszal to nie przyjde w ogóle więc nie miał wyboru i odpuścił. Wróciliśmy do domu. Postawiłam na czarną sukienkę i lekki makijaż. Zostało mi 25 minut. Wow. Nieźle jak na mnie. Postanowiłam, że wyprostuje wlosy. Zajęło mi to 20 minut. W końcu udaliśmy sie pod klub. Byliśmy na czas. Weszliśmy bez kolejki. Nkotbsb od razu weszli na scene, juz w pelnym komplecie z Dannym i Jonem. Musieli wsiąść w szybszy samolot, z czego zadowoleni nie byli. Zagrali 4 piosenki. To miało dokladnie tak wyglądać z tego co dowiedziałam sie od mlodszego Carter'a. Na koncu publika ublagala o duet Nick and Knight - One More Time. Czas mijał szybko,  a ja wypiłam parę drinków. Kiedy mieliśmy wychodzić z klubu zaczepily mnie dwie dziewczyny. Na początku poprosiły o zdjęcie,  a potem powiedziały cos czego bym sie nie spodziewala. Że jestem puszczalska suka. Ze juz sobie nowy zespół znalazłam. Boże... powiedziałam im, że w życiu nie spotkałam tak chamskich fanów i ze nie znaja calej prawdy. Aaron wtrącił sie do rozmowy i wygarnąl im, ze w ogóle mnie nie znają a oceniają po tych bredniach z gazet i portali plotkarskich. Pożegnałam się z mężczyznami i razem z Aaron'em, ktory nie tknal alkoholu pojechaliśmy do domu. Szybko zasnęłam...

 
**Lena**

Włosy zostawiłam nie związane co mogło okazać się dziwne szczególnie w tak ciepły dzień. Wsunęłam na siebie spodenki jeansowe i koszulkę do pępka . Byłam dumna ze swojej figury , chociaż Liv często powtarzała .... Nie ważne. Nie myślę o tym...
Na łóżko wskoczyła Su. O Boże! Nie pomyślałam o niej... Co z nią zrobię? Może Shane... Jak będziemy jechać można ją podrzucić. Wybrałam jego numer.

 - Nie ma nikogo w domu - od razu odezwał się z lekkim śmiechem na końcu.  
- Taaa hej Shane... Jest sprawa- przygryzłam usta i patrzyłam jak piesek kładzie głowę na moim kolanie. 
- Dawaj , ale pieniędzy nie pożyczam . Tak tylko uprzedzam...- miał strasznie dobry humor. 
- Sugar , mój pies nie ma kim zostać , a ja wyjeżdżam na kilka dni... 
- Puszek? - tak ją nazywał gdy odwiedził mnie ostatnio.
 - To nie jest Puszek! Więc? 
- Za pewną opłatą... Czekaj. Mam pomysł . Oddzwonię - i się rozłączył nie dając mi szansy odpowiedzieć.
Tak jak obiecał po kilku minutach zadzwonił i powiedział że Taylor zajmie się

psem żeby u mnie zapunktować (tu się zaśmiał) . Mam być za pół godziny w kawiarni tej co ostatnio. Złapałam smycz . Karmę , miseczkę i kilka zabawek włożyłam do torby i wyszłam. Su grzecznie szła przy mnie .
***
-Jesteś przekonany? Jeśli masz jakieś plany to się jakoś zorganizuje...- tłumaczyłam blondynowi.

 - Nie , Nie jest ok . Serio- powiedział dobitnie. Zostawiłam mu torbę i pożegnałam się ze zwierzakiem. Oby nie narobiła szkód przecież go nie zna... 
- Jeszcze raz dzięki - posłałam mu uśmiech. Zasalutował i ruszył w swoją stronę.
Ciekawe o której przyjedzie Max , już nie mogę się doczekać. Zadowolona wracałam ulicą gdy ktoś na mnie wpadł , albo ja na tą osobę. Wszystko z torebki mi się wysypało. Zazgrzytałam zębami i już chciałam zacząć wrzeszczeć na przechodnia , ale gdy podniosłam oczy nie potrafiłam. Zielone oczy były wpatrzone we mnie z zakłopotaniem , a na ustach pojawił się krzywy uśmiech. 

-Przepraszam - powiedzieliśmy równo i oboje w tej samej chwili zaczęliśmy się śmiać. Jego śmiech był lekki i przyjemny. Gdy mówił 'przepraszam' ślicznie zabrzmiało 'r' . Irlandczyk? Nie znam się za bardzo na akcentach.
 - Moja wina -powiedziałam. podał mi rękę. Gdy wstałam przyjrzałam się mu dokładniej. Był wyższy ode mnie , nie o dużo. Nie był jakoś bardzo umięśniony , ale nie był też płaski. Szczerze? Był przystojny. Bardzo...
 -Nah ! Mogłem patrzeć przed siebie - i uśmiech miał idealny. Przechyliłam głowę.
 - Przepraszam , ale muszę! - powiedziałam na wydechu - masz nie tutejszy akcent i nie usnę jeśli nie dowiem się skąd jesteś- idiotka. Zganiłam się w myślach. Jednak odpowiedział mi miłym śmiechem. Jestem przekonana że nawet jego oczy się uśmiechnęły. 
- Pochodzę ze Szkocji , dokładniej z wyspy Skye - mówił - jestem Sean - wyciągnął rękę w moją stronę. 
- Lena . Przepraszam za bezpośredniość..- serio?! Jeśli jeszcze bardziej się zarumienię to tu padnę. Pozbierałam rzeczy i już się chciałam zbierać gdy dorzucił :
 - Nie ma problemu , a to że myślałabyś o mnie przed  snem to raczej coś dobrego - posłałam w jego stronę spojrzenie i zaczęłam się zastanawiać nad zaproszeniem go na kawę gdy zadzwonił telefon który właśnie trzymałam w dłoni. Max. W tej sekundzie wszystko zniknęło. Znów byłam na ulicy , a ludzie nas mijali. Tylko on , nadal idealny stał przede mną. 
- Dziękuję jeszcze raz i... Przepraszam - pożegnałam się i przyłożyłam telefon do ucha. 
-Tak? - szłam przed siebie w stronę domu.
 - Niecała godzina. Będziesz musiała mi wynagrodzić jeśli spotkają mnie jakieś fanki , bo moje auto nadal jest bezpieczne u ciebie. Prawda? - martwił się o samochód... 
- Muszę ci coś powiedzieć...ale to jak wrócisz... Do zobaczenia - rozłączyłam się jak Shane wcześniej.
***
Dzwonek do drzwi. To musi być Max ! Zbiegłam na dół i otworzyłam drzwi . Stał tam , uśmiechnięty , ale gdy mnie zobaczył uśmiech spływał mu z twarzy. Obejrzał mnie od góry do dołu , po chwili powtórzył czynność.

 - Lena? - zmarszczył brwi. Nie wytrzymałam , pocałowałam go. Po chwili oplótł mnie rękami w pasie. Ciepły prąd przepłynął moje ciało gdy jego ciepłe dłonie dotknęły mojego odsłoniętego brzucha. Gdy jego język pojawił się w mojej buzi wiedziałam że już się otrząsnął z pierwszego szoku. Po chwili odsunął się ode mnie i szepnął : 
- podoba mi się ta zmiana , Kocie - stęskniłam się za nim. Jego ciepły uśmiech był wspaniały. Weszliśmy do środka. Przytuliłam go . Jego nos ułożył się na mojej szyi , a twarz oparłam na klatce piersiowej George'a
. - cieszę się że tu jesteś - to uczucie gdy mogę go przytulić i znów czuć jego zapach , ciepło , dotyk.
 - też się ciesze - odparł. Pierwsze kilkanaście minut witaliśmy się , a gdy doszliśmy do poziomu normalnej rozmowy musieliśmy się zbierać.
 - a co do twojego samochodu...-zaczęłam delikatnie . Zmarszczył brwi i czekał niecierpliwie na to co powiem - nic mu nie jest , wszystko ok - uśmiechnęłam się.
 - to dobrze - wypuścił głośno powietrze. Mój Max znowu tu jest...
- impreza urodzinowa Jaya przełożona na pojutrze bo Jay chciał zaprosić Liv na kawę więc stwierdziliśmy że wtedy zrobimy niespodziankę - tłumaczył jeżdżac dłońmi po kierownicy auta jakby sprawdzał czy wszystko z nią dobrze

. - eh... Jasne - kiwnęłam głową i oparłam łokieć by podeprzeć głowę - to czemu już jedziemy? - spojrzałam na niego. 
 - bo zaplanowałem coś jeszcze , Kocie- uśmiechnął się jednym z piękniejszych uśmiechów.
Jechaliśmy już jakiś czas , nie jestem pewna jak długo gdy Max powiedział że musimy jeszcze podjechać do sklepu. 

 - Nie mam dla Jaya prezentu! - zmartwiłam się .
 - Nawet nie zauważy , będzie miał tego tyle że się nie zorientuje kto mu coś kupił a kto nie. Tu nie chodzi o prezenty nie? - otworzył mi drzwi. Gdy tylko wyszłam nasze dłonie się złączyły . Nie chciałam być teraz daleko od niego.
 - Jednak ja będę wiedziała że nic mu nie kupiłam...- mruknęłam. Weszliśmy do sklepu i jakiś czas szukaliśmy produktów w przedziałach. Gdy doszliśmy do alkoholi wiedziałam co mu kupie. Piwo. Nie za bardzo wspaniałe prezenty na urodziny , ale kto nie lubi wypić sobie jednego czy dwa wieczorem? Wtedy zauważyłam że ktoś za nami stoi.
 - Max- szepnęłam. Zauważył o co mi chodzi , ale nawet nie drgnął i wrócił do oglądania trunków
. - Fanki , będą chciały to podejdą . Chcesz to ohydne słodkie coś? - kiwnął palcem w stronę półki
. - tofi-alkohol to moja miłość - zaśmiałam się , ale to serio było pyszne. 
- man kolejnego rywala - mówił wypuszczając powietrze przez nos. Gdy podeszliśmy do kasy chciałam zapłacić za czekoladę i piwo dla Jaya , ale nie mogłam w torebce znaleźć portfela. Cholera!
 - Może został w aucie ? Nie przejmuj się , ja zapłacę - mówiąc ostatnie słowa zwrócił się do kasjerki. Przeklinałam się w myślach , nie lubiłam gdy za mnie płacił.
 - przestań się dąsać - szturchnął mnie ramieniem gdy zapinałam pas w aucie. Chwyciłam za torebkę i zaczęłam szukać portmonetki. 
- yhhh- jęknęłam - chyba został w domu...
 - to nic takiego - położył mi rękę na kolanie. Jego ciepła dłoń jakby wyparowała jakąś część mojej złości. Oparłam
głowę o podgłówek i przymknęłam oczy.
  Zaczęłamsię zastanawiać gdzie mógł się podziać zagoniony przedmiot. Były tam też moje dokumenty ... Może został w domu na szafce lub w sklepie na ladzie? Byłam w sklepie? Już się gubię! A jeśli wypadł mi po drodze lub przy zderzeniu z Seanem? W sumie on był całkiem fajny... Ze swoich ustaleń wywnioskowałam że nadal nic nie wiem.

 - jesteśmy na miejscu - Kulturalnie otworzył mi drzwi. Wysiadłam , a on wziął nasze torby . Chwyciłam zakupy i ruszyłam za nim. Gdy Max załatwiał formalności ja rozejrzałam się po popieszczeniu. Wyglądało normalnie , jak typowe w hotelu. Żyrandol był piękny jakby małe zamarznięte kropelki zwisały nam nad głowami , odbijały światło dając niepowtarzalny efekt. Mężczyzna objął mnie w pasie wybudzając z transu polegającym na zwiedzaniu pokoju . Gdy tylko doszliśmy do naszego tymczasowego lokum -które spokojnie mogłam nazwać mieszkaniem - otworzyłam usta ze zdziwienia. Było wielkie i piękne.
 - zamieszkamy tu? - szepnęłam.Odpowiedział mi tylko lekki śmiech towarzysza. Wszystko było utrzymane w jasnych barwach . Szafy były z miodowego drewna. Łazienka miała sporych rozmiarów prysznic i nir skąpą wannę. Sypialnia była fantastyczna. Było tam wielkie łoże które wydawało się bajecznie wygodne. Wspominałam że w salonie był kominek?
 - wow - skomentowałam tylko. Odwróciłam się do Georgea który patrzył już na mnie. Uśmiechnęłam się chytrze- Max...- mruknęłam
. - hmm? - podszedł bliżej. 
- pobawimy się w chowanego? - przejechałam palcami po jego klatce piersiowej . Uniósł brwi i lekko się uśmiechną po czym wpił się w moje usta
 - to znaczy tak? - zapytałam po chwili.
 - a jak myślisz? - zadał pytanie z pełnym już uśmiechem.
 - Dobrze , więc ty się chowaj i nie wychodź - pogroziłam mu palcem - a ja zajmę to łóżko - roześmiałam się i od razu rzuciłam się w kierunku owego mebla. Było tak miękkie jak się wydawało. Wprost wspaniale... Rozpływałam się na tej chmurce. 
 - ha ha ha - powiedział tylko i wyszedł. Po godzinie siedzieliśmy już przed ogniem wydobywającym się z kominka. Za oknem zapadał zmierzch , moja głowa wygodnie spoczywała na brzuchu mojego ukochanego , który z kolei bawił się moimi włosami
. - w tym kolorze też ci ładnie - czułam że się uśmiecha.
 - ładnemu we wszystkim ładnie - podniosłam głowę i spojrzałam w jego piękne oczy.
 - wiesz? Chyba serio się zakochałem , bardziej niż myślałem- serce mi przyspieszyło. Bacznie śledziłam jego twarz - chcę być dla ciebie kimś kto będzie cię trzymał w ramionach gdy będzie zimno , gdy będziesz się bała. Kimś kto ci pomoże w każdej sprawie. Kimś kto złapie cię gdy upadniesz...
 - czy to z jakiejś piosenki? - potrząsnął głową i wolno przechylił ją w bok , badając mnie wzrokiem.
 - z serca - i teraz przyszło mi coś do głowy. O Boże!
 - czy ty właśnie...? - ręka mi się zatrzęsła i ze szklaneczki wylało się trochę likieru o smaku toffi.
 - czy ci się oświadczam? Nie. Jeszcze nie - nie zaśmiał się. Nie zrobił tego czego się spodziewałam - a chciałabyś? Chciałabyś bym kiedyś ci zaproponował małżeństwo? - przybliżył się. Chwile się zastanowiłam, bo to jedno z ważniejszych pytań w związku i życiu.
 - Tak - odpowiedziałam szczerze- a czy ty chciałbyś związać się na całe życie? - nie wiem czy to alkohol. Nie wypiliśmy dużo. Może to po prostu czas na taką rozmowę- ze mną? - dodałam mniej pewnie. Gdzieś daleko w moim umyśle pojawiła się sprawa Olivii... 
- Chciałbym . Z nikim innym , tylko z tobą - kiwnął głową w dół.
 - a dzieci? Chciałbyś je mieć? - tym razem spojrzał na mój brzuch.
 - czy ty coś sugerujesz? - znów jego brwi poszły w górę w geście zdziwienia- w przyszłości ? Jasne.
 - Przepraszam , ale nie pomyślałabym że chciałbyś być ojcem - szczera rozmowa? To mówię prawdę.
 - nie oceniaj książki po tytule. Nie , nie chciałbym mieć dziecka w tym miesiącu czy tygodniu ale kiedyś na pewno- przytulił mnie- a ty? Chłopczyk czy dziewczynka? - wyszeptał mi do ucha.
 - oczywiście że bym chciała. Kiedyś , teraz jeszcze chcę żyć w miarę normalnie , tak jak do teraz. Wolałabym chłopczyka - przyznałam się. 
- ja jednak będę się starał o dziewczynkę - zaśmiał się cicho w moje ucho i pocałował w szyje. Patrzałam mu w oczy dłuższą chwile. Nie kłamał. Liv mówiła że...po co kłamała?
 - zjadłabym zapiekankę - wypaliłam nagle. 
- kawałek od hotelu widziałem jakąś restauracje całodobową z fastfoodowymi. Idziemy? - pokazał swoje ząbki.
 - Z tobą zawsze - przed wyjściem spojrzałam na zegar , było już po północy.



_____________________________________________________________________________


Siema :D No to przychodzimy z nextem :) Postaramy się teraz dodawać je systematycznie ale nic nie obiecujemy :3 Podoba się? :D
Ogłoszenia parafialne xd
Zapraszamy do nowej zakładki - Blogi w której znajdziecie link do naszych opowiadań, każdy z krótką zapowiedzią :)) 
Zakładka ta też przysłuży się do tego, aby poinformować was jakie opowiadania teraz są prowadzone ponieważ nasze listy ff które prowadzimy ostatnio się trochę zmieniała. 
Lista w tym tygodniu jeszcze będzie zaktualizowana, więc sprawdzajcie :D
No i najważniejsze... zapraszamy  na bloga Just The 2 Of Us  na którym pojawił się długo wyczekiwany rozdział numer 4 :D
Do następnego rozdziału :* 

czwartek, 4 września 2014

Rozdział 26

*Olivia*
Wstałam o 7. Zaczęłam wszystkie rzeczy pakować do walizek. Nie wierzę, że zostawiam to miejsce. Na 13 będzie Aaron i idę spełnić kolejne marzenie. Poznam Nick'a. Około 10 wszystkie walizki były już ogarnięte. Walizki już wystawione przed drzwi pokoju. Ubrałam się w zestaw, w którym pójdę na koncert. Około 12 skończyłam ogarniać swoje włosy i make up. Weszłam na twitter'a. Zdjęcia z wczoraj z Aaron'em i fankami. Ktoś podesłał mi linka do artykułu. No tak. "Olivia Rose - była dziewczyna Jay'a McGiuness'a dopiero zerwała z chłopakiem, a już pokazuje się z 2 innymi mężczyznami. Jednym z nich jest Aaron Carter, co do drugiego nie mamy konkretnych informacji. Kim jest tajemniczy mężczyzna do którego przytulona jest brunetka? Zdjęcia znajdziecie poniżej"
No więc czas odpowiedzieć dziewczynie na pytanie

Ten "tajemniczy brunet" do którego się przytulam na zdjęciach to mój brat ;)

Bawiło nie to, jak plotki szybko się roznoszą. Zero prywatności. Co niektóre fanki pisały, że już pozbyłam się Jay'a i kręcę się z kolejnym. Jaką to jestem suką. Czytałam te hejty i się śmiałam. Już było mi brak słów jak każdy nazywa mnie suką. Porozmawiałam chwilę z Jordan'em i powiedziałam mu o tym, że jest tajemniczym brunetem, do którego się tulę i że jestem dwulicowa że zdradzałam Jay'a. Oczywiście śmialiśmy się z tego. Ludzie nie przestaną mnie zadziwiać. W końcu naszą bekę przerwał dzwonek do drzwi. Aaron. Krzyknęłam bratu, że wychodzę. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy tam, gdzie miał się odbyć koncert. Na początku drogi rozmawialiśmy o muzyce. W końcu wygadałam się o tym, że lubię śpiewać i podobno nawet nieźle mi to wychodzi, co równało się z tym, że resztę drogi razem śpiewaliśmy jakieś utwory zarówno  Backstreet Boys jak i New Kids on The Block.  Na szyje założyliśmy plakietki VIP'owskie i wysiedliśmy z auta. Na miejscu ochroniarze mieli problemy i nie chcieli nas wpuścić.
- Kurwa nie poznajesz mnie idioto?! - nerwy mu puszczały
- Nie. Mam zakaz wpuszczania kogokolwiek na teren kulis. Tylko rodzina chłopaków.
- Ja pierdolę jaki tępy jesteś! Jestem bratem Nick'a
- Tak jasne jak pięćdziesięciu innych, którzy próbowali tam wejść
- Zakład, że jeszcze będziesz zmuszony nas wpuścić? - wyciągnął telefon - No Nick, mógłbyś wyjść? Durna ochrona nie chce nas  wpuścić... Tak jestem z Liv... Okej.... Tak.... Aktualne... Dzięki...
- No i ? - parsknął śmiechem ochroniarz.
- Czekaj... - odpowiedział mu brązowooki. Minutę później za gorylem pojawił się Nick.
- E! Wpuść go Kevin. To mój brat tępaku - Aaron wszedł, kiedy ja chciałam wejść on zagrodził mi drogę - Kevin. Ona też ma wejść. Kurwa mać jeszcze jeden taki numer i zwalniam cię.- powiedział Nick i od razu mogłam wejść. Poszliśmy do garderoby. Jezu to serio się dzieje. Właśnie idę do garderoby Backstreet Boys wraz z moim ulubionym członkiem tego zespołu i do tego z jego bratem czyli moim przyjacielem i ulubionym piosenkarzem solowym. Marzenia jednak się spełniają?
- No więc Nick to jest Olivia, siostra Jordan'a. - przedstawił mnie. Stanęliśmy na chwilę. Nick na żywo był jeszcze przystojniejszy.
- Miło mi - uśmiechnął się i mnie przytulił. - zaraz wkroczymy do miejsca, w którym - przerwało mu otwarcie drzwi
- Nick idziemy już na próbę, wcześniej skończymy i wcześniej wolne będzie - powiedział Brian. Mówił bardzo szybko. Cała czwórka ruszyła w stronę sceny. Tylko ja i Ar staliśmy Niestety piąty z BSB nie bierze udziału w tej trasie, a szkoda... Po drodze zapukali do jednego pomieszczenia. Otworzył Joey. Czyli to garderoba New Kids.
- To dalej, idziecie? Tam Cię zapoznam z chłopakami Liv. Mogę ci tak mówić, nie? - spytał Nick
- Jasne - zaśmiałam się i razem z Aaron'em ruszyliśmy w stronę gdzie stała już gromada dziewięciu facetów. Trochę się bałam. Mimo wszystko są to gwiazdy. Tak tak... The Wanted to też gwiazdy, ale oni nie są na rynku muzycznym ponad 20 lat tak jak NKOTB i BSB.  Dobra... Licz do pięciu. Raz... Dwa.. Trzy... Cztery... Pięć Nie pomaga, chociaż zawsze dawało radę. Więcej już nie da rady. Właśnie dołączyliśmy do mężczyzn. Spokojnie. Pamiętaj. Zwykli ludzie.
- Heej Aaron, co to za ślicznotka z z tobą przyszła - uśmiechnął się Joey. Tsa... Ja i śliczna. Okej...
-Ej ja ją poznaje, czy to nie była dziewczyna tego w lokach z The Wanted? Czekaj... Olivia Rose? Ta o ktorej tyle pisza ze juz nowego znalazla, ze bawila sie uczuciami jego etc.- spytał Jon
- Tak...- trochę zrobiło mi się głupio. Od razu wspomnienie o Jay'u i o tym całym zamieszaniu. Ygh... spojrzałam na Aaron'a wzrokiem z serii "zabierz mnie stąd, proszę"
- My was na chwilę przeprosimy. - chwycił mnie i poszedł ze mną kawałek, żeby reszta nie słyszała rozmowy - co jest?
- Te słowa Jonathan'a. Dotarło do mnie, że chyba powinnam wyjechać gdzieś. Sama. Totalnie. Nie chcę nikogo krzywdzić - miałam łzy w oczach - nie chcę być tą suką, za którą mnie uważa teraz już dużo osób. Na pewno Max, Jay, Lena
- Ejj... - przerwał mi - Pamiętasz słowa twojego brata? Zamykamy tamten rozdział. Wszyscy. Razem. Poza tym nie jesteś suką, jesteś osobą która martwi się o każdego tylko nie o siebie. Max na ciebie najechał za bardzo. Wiesz dobrze, że teraz najchętniej bym mu wpierdolił. Skurwiel obraża cię za to, że to ON zachowuje się źle, a ty tylko przekazałaś dalej zdobyte informacje.
- Dobra... Powiedzmy że ci wierzę, że nie jestem suką. Ale nie wpierdolisz mu. Wiesz dobrze, że rozpętasz piekło jak to zrobisz. Wtedy polecą gorsze hejty zarówno na Max'a, jak ciebie i możliwe że ja też dostanę. Bo w końcu gdyby nie ja ty byś nie wiedział, że to on tak na mnie pojechał... Nie ważne. Mogę? - spytałam. Wiedział o co mi chodzi. Od razu mnie przytulił.
- Pamiętaj Liv. Zawsze możesz na mnie liczyć... - uśmiechnął się
- Dziękuje ci Ar
- Nie masz za co. Od tego ma się przyjaciół. Choć, wracajmy do nich.
- Okej no - zaśmiałam się. Poszliśmy w kierunku tej hali gdzie ma się to wszystko odbywać. Muszą raz przetańczyć do paru piosenek teraz. Razem z muzyką. Było świetnie. Po prostu nie ma to jak zobaczyć dwa kochane zespoły razem. Trzeba im przyznać. Pomimo tego, że to wszystko jest opanowane i kupę wcześniej zaplanowane to wygląda jak totalny spontan. Aaron mówił mi Dwie piosenki zostawili na soundcheck. Oczywiście dwie piosenki New Kids i dwie BSB. Stwierdzili, że jest okej.
- Dobra wszyscy, spadamy do naszej garderoby na pizzę - ogłosił Donnie. Przy okazji jednej z przerw każdy się sobie jakby przedstawił i uznali, że mam im mówić po imieniu. No to każdy ruszył do ich garderoby. Oprócz mnie, Aaron'a, Nick'a i o dziwo Donnie'go. Aaron spojrzał na mnie
- Idź na pizzę. Zaraz dołączymy - uśmiechnął się
- Bez ciebie nie idę
- A zakład że pójdziesz? - wtrącił się brat Aaron'a
- Zakład - zmierzyłam go wzrokiem. Pół minuty później byłam już w garderobie bo mądry Nick chwycił mnie w pasie, przerzucił przez ramie i zaniósł do garderoby. Tam zostawił w łapach Joey'a i  Brian'a.
- Zabiję cię - krzyknęłam, kiedy zbliżał się do wyjścia z garderoby
- Też cię lubię Olivko - zaśmiał się
- Teraz na serio nie żyje - wkurzyłam się, ale kiedy chciałam wstać Joey i Brian mnie zatrzymywali - ygh... Co oni tam obgadują, że ja nie mogę tam stać?! - spytałam wkurzona
- Będą gadać o ochroniarzu, tym, który nie chciał was wpuścić. Nick chce go wylać, a Donnie nie. Chodzi o to, że nie znajdziemy nikogo innego teraz, na szybko. - powiedział Joey
- Tsa... Na pewno.... Powiedzmy że wam wierzę - ściemniłam
- No to jak nie wierzysz to zjedz coś - wtrącił AJ - chudzielec z ciebie - zaśmiał się
- Nie kłam - uśmiechnęłam się - ale no.. mogę się skusić - chwyciłam za kawałem pizzy i zaczęłam go jeść. Nawet dobra...
- Nie jest ci tu gorąco? - pytanie padło z ust Howie'go
- Nie jest mi gorąco - Ludzie drodzy. Czy wy nie przestaniecie się o to pytać? Jestem myślącym (chyba) człowiekiem, który zazwyczaj wie co robi.
- Wiesz, że ja wiem - powiedział jak najciszej się dało Brian, usta skierował w stronę mojego ucha, nikt chyba nie słyszał
- O czym?
- Nie udawaj. Blizny. Wiem. Nick też wie. Nikt więcej. -wyszeptał.
- Czemu nie gadacie tak, żeby wszyscy słyszeli? O czym nie wiemy? - odezwał się Jordan
- Nie ważne. Kiedy zaczyna się soundcheck? - zmieniłam temat
- Za godzinę, a co? -
- Czyli za pół wpuszczają fanów tak?
- No tak... -odpowiedział Jonathan. Teraz on będzie mi się źle kojarzył. Bardzo źle. W końcu 3 na którą czekałam
- I jak z tym ochroniarzem, zostaje? - spytał szybko Joey. No czyli to było wymyślone. Co oni szykują? Przekonam się pewnie niedługo. Aaron wrył się pomiędzy mnie a Joey'a, za to Brian zrobił miejsce Nick'owi więc siedziałam pomiędzy braćmi Carter. Zaczęli wpierdzielać pizzę. Ja patrzałam na nich i lekko się uśmiechnęłam. Jeżeli w moim życiu ma być teraz więcej takich dni to jestem na tak, chociaż brakuje mi Jay'a. Brakuje mi beki z Łysola i Tom'a. No i Sivy który zawsze modeluje pół godziny włosy. Niestety trzeba ich wymazać z życia. Rozdział zamknięty. Nie wiem, czy nie wolałabym tego starego rozdziału. Aaron razem z Carter'em zaczęli mnie szturchać.
- Czego?
- Niczego. Przestań myśleć. - Nick pokazał mi swoje białe ząbki
- Czy myślisz o tym co mi się wydaje, że myślisz? - spytał Ar. Odkiwnęłam jedynie głową na tak. - Weeeź Livv... Daj spokój... - machnął ręką -  Jak nie przestaniesz się tym zadręczać to serio pojadę i mu wyjebie. Serio. Nick potwierdzi, że to zrobię. On wie do czego jestem zdolny
- No potwierdzam. Niestety ale jak on coś powie, to to zrobi... Zazwyczaj źle się to kończy
- O czym ona myśli, możemy wiedzieć? - spytał Jordan
- Powiesz im, czy nie? Czy może ja mam to zrobić? - Brązowe oczy chłopaka patrzały to na mnie to na Nick'a, no i na resztę
- No okej, przecież nie mam nic do stracenia. Ty - powiedziałam. On chyba odruchowo przytulił mnie. Wiedział, że będzie mi źle
- Od początku. Kojarzycie wszystkich z The Wanted, nie musimy wymieniać tego? A dziewczynę Max'a?
- Każdy tutaj ich zna - powiedział Donnie
- No więc od początku. Sykes wymyślił sobie, że tutaj oto obecna Olivia Rose zapraszała go do łóżka, ale on jako dobry przyjaciel Jay'a nie przyjął propozycji. Coś jeszcze wspominał o jakimś pocałunku. Na nieszczęście Olivia wykręciła wtedy numer swojego jeszcze wtedy chłopaka i on to usłyszał. Oczywiście on w to uwierzył. Zerwał z nią. Swoją drogą wydaje mi się, że to kłamstwo. Nie wierzę, że to kochane coś mogłoby się tak zachowywać po pijaku - uśmiechnęłam się. Jestem kochanym czymś No później trochę się potoczyła akcja..
- Powiedz to też. Jak mają wiedzieć, to wszystko. - wtrąciłam i odczepiłam się na chwilę od blondyna. Ściągnęłam kurtkę i dałam bandażowi trochę luzu
-No więc w międzyczasie szklanka się zbiła, to o to małe coś poniosło i się pocięła. Na szczęście w odpowiednim momencie przyszedł Jordan, jej brat.  Tego samego dnia się poznaliśmy. Kolejnego ona dostała telefon o tym, że Max zdradza Lenę. Powiedziała jej to. Na to Lena wyzwała ją od kłamców i generalnie się pokłóciły. Później Max zadzwonił do niej i ją opierdolił i w ogóle. Za to bym mu przyjebał serio. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że chciała każdemu pomóc, być dobra. A teraz każdy ma ją za sukę. Co nie jest prawdą. Serio. - uśmiechnęłam się na ostatnie słowa
- Banda skurwieli. A sprawili wrażenie miłych. - odezwali się na raz Nick i Jordan.
- Dobra, było minęło. Nie wymieniajmy tutaj na nich jakichkolwiek epitetów. Zaczynam nowy rozdział w życiu. Gdyby nie Aaron pewnie już bym leżała głęboko pod ziemią. Serio. Bardzo podniósł mnie na duchu. Ale czas wam się kończy i o ile się nie mylę to powinniście iść na soundcheck - zrobiłam smutną minkę
- Co racja, to racja. Soundcheck i fani czekają. Później koncert. Dajmy niezłe show - Nick próbował dodać energii wszystkim. Wstaliśmy i udaliśmy się każdy w swoją stronę - oni na scenę, a my na publiczność. Bilety przy samej scenie, to coś niesamowitego. Mają naprawdę świetną więź z fanami. Czekamy jeszcze chwilę, wpuszczają ludzi z innymi biletami i jedziemy. Koncert zaczyna się. Pierwszą piosenką jest medley* Single i The One. Kocham to. Na live jest jeszcze lepsze. Później kolejno było Summertime, The Call, Dirty Dancing. Teraz Nick postanowił, że zrobi małą przerwę widać. Zaczął coś mówić
- No więc, dzisiaj na sali jest dwóch specjalnych gości. Mój brat Aaron i jego przyjaciółka, Olivia. Dziewczyna ostatnio sporo przeszła. Sprawmy, żeby mogła się chociaż lekko uśmiechnąć. Następną piosenkę chcemy dedykować właśnie niej. Liv, chodź do nas.
- Idź na scenę, dalej - popchnął mnie Ar, a ja w efekcie znalazłam się na scenie. Stałam pomiędzy Nick'iem, a Brian'em. Nie docierało do mnie, co się dzieje. Brian chwycił moją rękę i rozbrzmiały pierwsze nuty. Soldier. Aaron dobrze wie, że kocham to i że tylko ta piosenka podnosi mnie na duchu.
-Chce być tam na czas,chcę być Twoim światłem, chronic Cie jak żołnierz... Chcę być pierwszy w kolejce, byc jedynym, który uratuje Twe życie, wszystko czego pragnę to trzymać Cię.. - teraz przekazał mnie w ręce Nick'a
- Ale ktoś zepchnął Cie w dół,dokładnie w samym środku wojny, na zewnatrz słowa znaczą tak niewiele, kiedy uslyszałas te wersy, potrzebowałas kogos, kto sprawiłby, ze bys uwierzyła, sprawiłby, ze bys uwierzyła.. - no i przyszedł czas na refren. Nagle reflektory zaczęły świecić na Aaron'a i cała szóstka zaczęła śpiewać 
- Będę Twoim żołnierzem, stanę i będę walczył aż do końca i jeśli Twoje serce wciąż będzie się oziębiało, wiesz, ze zawsze będę Twoim zolnierzem... i jeśli Twoje serce wciąż będzie się oziębiało, wiesz, ze zawsze będę Twoim zolnierzem...  - skończył się refren. Całą szóstką brzmieli wspaniale. Teraz kolej na zwrotkę AJ'a. Ale o dziwo nie szykuje sie AJ a... Aaron. no tak. Ta zwrotka, którą wtedy mi zaśpiewał i początek opisuje co się stało w 100 procentach
- Nie musisz ukrywać Twoich blizn,będe tam, gdy będziesz się rozpadać na części i naprawię Cie jak żołnierz... Nie musisz isc tak daleko, kochanie, połóż swe ramiona, wiedz, ze bitwa się skończyla...
Teraz już nie zwracałam uwagi na nic. Zaczęłam płakać. To było tak piękne. Wzruszyłam się, chciałam iść za kulisy, ale no nie wyszło mi to. Ale w końcu musieli mnie puścić. Piosenka się skończyła. Nick powiedział, że mam iść za kulisy. Więc i tak zrobiłam.
- To mała zmiana planu. Nie było supportu, będzie teraz. Mój brat, Aaron zaśpiewa dwie piosenki. Brawa dla niego. Nie spieprz tego młody - ostatnie powiedział ciszej, chociaż i tak było go słychać. Wszyscy się zaśmiali. Ja nadal miałam w oczach łzy. Carter zaśpiewał piosenki Let Go i I Want Candy. Przyznam szczerze, że dziwnie teraz słuchać dorosłego gościa śpiewającego tą piosenkę. Powrót do show. Na scenę weszli New Kids i wykonali m.in. Block Party, Live it Up, Back to Life I Jealous. Oatatnia piosenka wywołała troszke zlych wspomnień, ale nie dałam po sobie poznać, ze cos sie dzieje. Po kolejnej godzinie występów obu zespołów przyszedł czas na nową część trasy. Wymyślili ja na parę ostatnich, największych koncertów. W tej części będą występy solowe, bądź duety. Na pierwszy ogień poszedł Jordan. 
-No to czas na nową część trasy, którą niestety dopiero teraz wymyslilismy. Czas na solowe występy! Na pierwszy ogień idą Jordan I Donnie z piosenka Stingy - powiedział Nick I od razu rozbrzmialy pierwsze nuty piosenki. Donnie przez całą swoja kwestie patrzał na mnie I Aaron'a. Ale czemu? Tego nie wiem. Teraz kolej na AJ'a z piosenka What if. Nie przepadam za jego solowymi utworami, ale nie każdy musi wszystko lubić,  prawda? Po tej piosence śpiewał Joey I Here We Go Again. Oczywiście to było coś. Usłyszeć jak nawet nie wiem ile tysięcy ludzi spiewa ta piosenke bylo czyms niesamowitym. Teraz kolej Nick'a. Wybrał piosenkę Falling Down. Znowu patrzał na mnie...
"Nie chcę przeżyć mojego życia bez Ciebie Najtrudniejszą rzeczą ze wszystkich Jest spróbować odbić się od dna Staram się wyprzedzić wszystkie wspomnienia Ale ciągle spadam w dół" 
-Dobra, to by było na tyle. - powiedział Brian
-Nie do końca. Razem z Nick'iem chcielibyśmy wam coś ogłosić. A więc, wraz z końcem trasy NKOTBSB - Zaraz, co Jordan z Nick'iem chcą ogłosić? Czy na koncertach zawsze muszą nas czymś zaskakiwać?
-Kończymy pracę nad nowym albumem.Nic nie wiedzieliście o duecie Nick and Knight. Efektów spodziewajcie sie juz  we wrzesniu! - ogłosił Nick
- Tak więc chcielibyśmy zaśpiewać wam cos z albumu. Singiel One More Time - Jordan ledwo skończył wypowiadać słowa już poleciały pierwsze nuty piosenki, która zapowiadała się wesołą nutą. Byłam zdziwiona. Czemu ja nic nie wiem? Moi ulubieńcy nagrywają razem płytę. Rozbrzmialy pierwsze nuty piosenki. Spodobala sie chyba każdemu na sali. Ostatnie piosenki I koniec koncertu.... szkoda, bo swietnie sie bawiłam. Kiedy pożegnali się z fanami całą 9 udali się do garderoby, w której my z Aaron'em już czekaliśmy. Jakiś czas rozmawialiśmy.
- To co wy na to, żeby spędzić razem jutrzejszy dzień w Londynie? - spytał Nick - bo pojutrze mamy koncert w Manchesterze...
- Niezbyt... Bo zaraz musimy spadać, generalnie Olivia się stąd wyprowadza i jadę z nimi do Manchesteru - powiedział Aaron
- To mam pomysł - wtrącił Jordan - jutrzejszy dzień spędźmy w Manchesterze.
- Ja i Danny dzisiaj jeszcze lecimy do USA. W dzień koncertu wrócimy - powiedział Jon
- okej. - odpowiedział mu Nick - to pasuje wam?
- Mi tak, nie wiem jak Liv. - Aaron spojrzał na mnie wypowiadając to zdanie. Widać było, że prosił, żebym się zgodziła
- Szczerze? A czemu by nie.- skoro Carter chciał spędzić z nimi czas to ja nie będę mu stać na przeszkodzie. Pewnie dawno się nie widzieli. A coś mi się zdaję, że teraz będę częściej widzieć Nick'a. Po Manchesterze mają jeszcze tylko 2 koncerty - w Polsce i Niemczech. Pewnie bracia postanowią spędzić razem trochę czasu... Przegadaliśmy jeszcze jakieś 15 minut i mój telefon zadzwonił. Jordan czekał już na nas pod halą. Pożegnałam się z każdym po kolei i ruszyliśmy w drogę. Po około 3,5 godziny byliśmy już w Manchesterze i kierowaliśmy się pod nasz rodzinny dom.

**Lena**

Ubrana w zwiewną sukienkę ruszyłam do drzwi . Byłam już gotowa po odwiedzinach Dash'a , agenta nieruchomości który pomógł mi kupić (a teraz sprzedać) ten dom. Mówił że postara się znaleźć kupca jak najszybciej , na moją prośbę. Ufałam mu i wiem , że jest świetny w swoim fachu.
Poznałam go przez Tanyę - jego żonę , a moją koleżankę. Znałyśmy się jeszcze w szkole , ale ona była starsza o dwa lata. W sumie to właśnie ta kobieta pokazała mi szkołę i wytłumaczyła wszystko. Miałyśmy całkiem dobre kontakty dopóki nie zaszła w ciąże. Nie skończyła szkoły i zajęła się wychowaniem dziecka. Ma syna , jeśli dobrze pamiętam jego imię to Matthew i teraz ma około pięciu lat. Okazało się że to będzie jedyny dziecko Tanyi . Po ciąży wystąpiły powikłania przez które nie będzie mogła mieć więcej dzieci. Załamała się po tym tak bardzo że do dzisiaj chodzi do specjalisty na terapię.
  Westchnęłam wspominając dawne czasy. Życie zmienia się tak bardzo przez krótki czas. W sumie rodzimy się tylko po to by umrzeć . Oczywiście pomijając ten jakże krótki okres nazwany 'życiem' . Wszystko dzieje się tak szybko... Hej !Już przestań - zganiłam się w myślach - będzie ok. Taaak , najczęstsze kłamstwo.

Zamknęłam drzwi i ruszyłam ulicą by odebrać swój identyfikator i dokończyć uzupełnianie dokumentów. Cieszyła mnie myśl że będę pomagać innym , tym , którzy tego potrzebują. Lekko uśmiechnęłam się na myśl o tym , ale humor nie poprawił się.
Załatwianie wszystkiego zajęło mi ponad godzinę bo oczywiście wolałam iść pieszo niż jechać autem Maxa. Bo po co ? Ehh...
Cieszyłam się że zdejmą mi dzisiaj szynę i w końcu moja noga będzie wyglądała dobrze . Przyznajmy szczerze dziwnie wyglądam z tym czymś na nogach. Przerzuciłam torebkę przez ramię i syknęłam. Tatuaż wyglądał już dobrze , ale nadal trochę bolało miejsce w którym był. Szczególnie gdy przez przypadek uderzę się w nie.
Weszłam do budynku i po przywitaniu się z recepcjonistką poszłam do swojego lekarza który już czekał na wcześniej umówioną wizytę.

 - Dzień dobry pani Smitch , jak się pani czuje? - uśmiechnął się do mnie promiennie , odpowiedziałam nie szczerym , małym uśmiechem. Niestety tylko na tyle mnie stać.
 - Całkiem dobrze. Już nie mogę się doczekać kiedy pozbędę się tego z nogi - wskazałam na szyne. Nie bolało , wcale. Nie był to ciężki 'zabieg' więc nie miało co boleć. Sprawdził czy wszystko jest z nogą poprawnie i z ulgą podziękowałam gdy potwierdził moje myśli. Noga była już cała , ale powinnam na nią uważać .
 - Dziękuję - tym razem uśmiech był szczerszy.
 - Nie ma za co , dziecinko - prawda , mógł się tak do mnie zwrócić bo miał już swoje lata , a siwe włosy i zmarszczki to potwierdzały. Jedyny lekarz który wydawał mi się miły.
- Do widzenia pani Harvey ! - powiedziałam do recepcjonistki , żony lekarza gdy wychodziłam. 
 - Oby nie szybko - zaśmiała się kobieta. Oby - odparłam jedynie w myślach. Wracając do domu nie myślałam o niczym specjalnym. Ten dzień minął szybko i w miarę przyjemnie.
Gdy tylko otworzyłam drzwi Sugar rzuciła się na mnie . Chciała wyjść więc tylko chwyciłam smycz i ruszyłam z nią na krótki spacer. Wracając weszłam do sklepu by zrobić zakupy na dzisiejszą kolację. Wszystko zmieściło się w jednej reklamówce więc było dobrze.
Wieczorem przygotowałam naleśniki , miałam na nie ochotę jak nigdy. Gdy nalewałam ciasto na patelnie zadzwonił telefon. Odebrałam i położyłam go na blacie obok bym mogła dokończyć smażenie. 

- Hej , Kocie ! Jak się czujesz? Mam nadzieję że byłaś u lekarza- mówił. 
- oh! Oczywiście że byłam . Max , właśnie mam dla ciebie niespodziankę - mówiłam w przestrzeń.
 - i już mi się podoba - stęskniłam się za jego śmiechem i zamknęłam oczy delektując się chwilą gdy go usłyszałam- czy to jest pod ubraniem? - tym razem ja się zaśmiałam. Przełożyłam placek na talerz. Humor podniósł mi się o jakieś piętnaście procent. 
- Tak - przyznałam , jednak ja myślałam o tatuażu , a on... Z pewnością nie. Przygryzłam wargę . Już nie mogę się doczekać aż
aż mu pokaże ten napis.
 - Już jutro się zobaczymy - to jedna z najlepszych wiadomości ostatnich dni.
 - kocham Cię , wiesz? - odłożyłam patelnie do szafki.
 - zaczynam się domyślać - powiedział
 - pa , pa .
Połączenie zostało zakończone- właśnie taki napis pojawił się na wyświetlaczu. Zjadłam naleśniki , oczywiście nie wszystkie. Su też się załapała.
Nie brałam prysznica , stwierdziłam że zrobię to rano. Nie byłam zmęczona po prostu nie miałam ochoty . Położyłam na kolana laptopa i zajrzałam na twittera. Posprawdzałam tweety i coś tam napisałam. Ucieszyłam się widząc nowe follow od użytkownika @anthonyladao . Nawet nie zauważyłam że portal społecznościowy wciągnął mnie na tak długo. Poszłam spać po pierwszej w nocy.


-------------------------------------------------------------------------------------------------


Siema Wam :3
No więc przychodzimy z kolejnym rozdziałem :DD
Szkoda, że nie było odpowiedniej ilości komentarzy :/
Mamy nadzieję, że tym razem będzie lepiej :*
No i oczywiście, że ten przypadł wam do gustu
Do nexta :3

3 kom = rozdział

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 25

Olivia

Siedziałam w domu, gotowa na wyjście. Zaraz miał być koncert. Usłyszałam pukanie do drzwi. Oczywiście nie był to kto inny jak Aaron. Dał mi różę, którą od razu włożyłam do wazonu. Byliśmy ubrani normalnie, sto procent sportowo. Staliśmy już pod halą, w której wszystko miało się dziać. Koncert był wspaniały. Przy jednej z piosenek każdy z chłopaków z BSB wybierał jedną fankę. No i udało mi się. Nick zaśpiewał dla mnie. Przez cały czas patrzałam to na niego, to na Aaron'a. Znając życie, to jego sprawka. Piosenka się skończyła, zaśpiewali Everybody. Później weszli ci z NKOTB. Na końcu wykonali medley* Everybody i Hangin' Tough. Jutro mamy z całą 9 spędzić dzień. Zapowiada się wspaniale! Wracaliśmy do domu przez park, było ciemno. W pewnym momencie w krzakach się coś poruszyło. Ale nie ważne. Szliśmy dalej. Nagle usłyszałam huk i Aaron leżał na ziemi. Przede mną stanął jakiś mężczyzna i krzyknął "Nigdy już nie będziesz szczęśliwa. Nie pozwolimy ci na to". Masakra jakaś. Zaczęłam płakać. Wezwałam karetkę. Wygrzebałam telefon Ar'a i zadzwoniłam do Nick'a. Wypadałoby, żeby wiedział, że przeze mnie postrzelili jego brata. Powiedziałam mu wszystko, on o dziwno nie nakrzyczał na mnie. Powiedział tylko, że już jedzie do szpitala. Przez cały czas z nim rozmawiałam, nawet podczas jazdy karetką. Carter pocieszał mnie, mówił, że to nie moja wina. Mimo jego słów wiedziałam, że ma do mnie żal. Wiedziałam, że on mi tego nie wybaczy, a tym bardziej ja. Właśnie miałam poznać wyniki operacji. Przez cały czas z Nick'iem wspieraliśmy się nawzajem. "No więc operacja zakończyła się....

Obudził mnie pieprzony telefon. Byłam roztrzęsiona ale i wkurzona. Nie patrząc kto dzwoni odebrałam
- Kto kurwa zakłuca mi sen i nie pozwala poznać wyników operacji?! - warknęłam
- Co? Przepraszam, że cię obudziłem, zapomniałem o strefach. Znasz mnie...
- Tak Tom... ty to ten roztrzepany. No więc skoro do mnie dzwonisz to masz powód
- No mam. Jaka u was pogoda?
- A tak serio? Czego Tom. Dzwonisz do mnie o 8 rano, kiedy ja chce się wyspać.
- No... nie wiem jak ci to powiedzieć.
- Wal prosto z mostu
- No więc do życia Max'a wróciła Michelle
- Co ty pieprzysz?! Zaraz go opieprzę. Lena powinna wiedzieć - złapałam się za głowę - podaj mu telefon
- Nie. Liv. Powiedz to tylko Lenie. Ja nie mam serca jej tego mówić
- A myślisz że ja mam?! Dopiero z Jay'em zerwałam, teraz Max zdradza Lenę. Nosz kurwa mać co się w tym świecie dzieje
- Olivia od kiedy ty tak klniesz?
- Problem? Było pamiętać o strefach - zaśmiałam się - ale jak ja mam jej to powiedzieć?
- Nie wiem Liv. Dobra kończę, mamy próbę teraz, pa - rozłączył się. Ubrałam się, ogarnęłam. Myślałam o tym, jak powiedzieć to Lenie. Poszłam do salonu, gdzie siedział Jordan
- Możemy porozmawiać? - spytałam i usiadłam obok niego
- Pewnie, o co chodzi?
- Najpierw sprawa numer jeden. Melduję ci, że jutro idę z Aaron'em na koncert NKOTBSB
- Spoko.
- Zero buntów? - uśmiechnęłam się
- Zero. Komu jak komu ale Aaron'owi ufam bardziej niż bratu. A kolejna sprawa?
- No więc. Max zdradza Lenę, z Michelle. Kojarzysz ją nie? Jak powiedzieć o tym mojej przyjaciółce?
- Nie wiem. Chyba najlepiej będzie jak do niej zadzwonisz, spotkacie się i powiesz jej o tym prosto z mostu. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji.
- Eh... dobra. Spróbuję - powiedziałam i telefon zadzwonił. Tym, kto dzwonił okazał się nie kto inny, a Lena. Super. Jordan wyszeptał " Dasz radę, trzymam kciuku" i się uśmiechnął. Poszłam do pokoju, nie chciałam, żeby brat słyszał naszą rozmowę. Usiadłam na kanapie i odebrałam.
- Hey Liv! Wpadniesz ? Mam ci troche do opowiedzenia i stęskniłam się
- Hej Lena, jasne, ja też mam coś do ciebie nowego
- Wpadniesz do mnie ? - wydawała się szczęśliwa przez co czułam się jeszcze gorzej , ale wiem że musi wiedzieć. 
- Jasne, że wpadnę - mój głos nie był zbytnio szczęśliwy, ale próbowałam grać jak mogę...
- Czekam - poszłam na korytarz. Na migi pokazałam, że wychodzę. Brat pokazał mi, że trzyma kciuki.
- Ja już wychodzę 
- O dobrze. 
- Kończę. 
- Do zobaczenia - rozłączyłam się. Spacerkiem szłam do niej i układałam sobie jak jej to powiedzieć, jak wpleść to w rozmowę. Na początku powiedzieć, czy może najpierw o zerwaniu? Nie wiem już. Czy życie i to wszystko nie może być prostsze?! W końcu musiałam przestać o tym myśleć. Byłam już na miejscu. Zapukałam do drzwi
- Wchodź ! - uśmiechnięta twarz Leny pojawiła się przede mną - nie rozumiem po co pukasz.
- Przyzwyczajenie - wymusiłam sztuczny uśmiech. Na myśl, że zaraz z jej twarzy zniknie ten uśmiech chciało mi się płakać. Takie no... Nieprzyjemnie, niemiłe, chujowe...? Uczucie.
- Mów co się stało i nie udawaj że nic , jeszcze nie oślepłam - spoważniała. Zna mnie bardzo dobrze.
- Zacznę od czegoś mniej ważnego. Nie jestem już z Jay'em. Zerwał ze mną 
- Co ?! To jest mniej ważne ?! Liv... tak mi przykro. To przez Nathana? Jejku... - przytuliła mnie - Jay nie będzie ostatni. Może jeszcze do siebie wrócicie. Przykro mi , bardzo- mówiła szybko
- No chyba przez Nathan'a. Pamiętasz naszą nockę? Wtedy się z nim całowałam, chociaż kompletnie nic nie pamiętam. Sykes twierdzi, że zapraszałam go do łóżka. Ale ty mnie znasz. Wiesz dobrze, że taka nie jestem - znowu to samo. Bądź silna, odwlekaj temat Michelle. Ale ona musi wiedzieć. Ygh. Lepiej późno niż wcale, chociaż... Boże no ...
- Dupek. Nie wiem czy bardziej Jay czy Nathan ale dupek Jakoś to będzie. Masz mnie i jakoś damy radę.
- Dziękuję ci. Teraz - przerwał mi dźwięk SMS'a. Spojrzałam na telefon - Aaron ;33

Dzień Doberek :3 Jutro koncert, cieszysz się? :D

- Kto to ? - uniosła brew - ej a może coś słodkiego? Na co masz ochotę? Zobaczymy czy to mam - puściła mi oczko
- Hmm... Nie wiem. Zdam się na ciebie. A co do sms'a, to przyjaciel Jordan'a, znajomy. - jeszcze nie nazywałam go przyjacielem. Odwlekła to co chciałam teraz powiedzieć. Ygh. 
- Fajny? Więc fasolki. Moje ulubione - wyciągnęła z szafki paczkę smakołyków.
- Bardzo sympatyczny, ale i tak nie wiesz jak to było - zaśmiałam się - on jest też piosenkarzem, ja byłam jego fanką. Przedwczoraj mówię Jordanowi o zerwaniu i w ogóle, on mi, powiedział, że jego przyjaciel przyjeżdża. Nie znałam go. A tu się okazuje, że to gościu, którego uwielbiam - uśmiechnęłam się na myśl o blondynie. Chwilę później uświadomiłam sobie, że Lena nie wie jeszcze o ranach na rękach, ja nie zmieniłam opatrunku i dalej nie powiedziałam jej o TYM.
- Wow ! Fajnie. Wiesz muszę napisać do Maxa żeby załatwił mi autografy Midnight Red. Ostatnio dzwoniłam do Maxa i odebrał jakiś chłopak jak się okazało to Anthony i jest w zespole Midnight Red . Mają super piosenki , serio - opowiadała. Do Max'a. Super. Po prostu zajebiście. Dobra. Teraz albo nigdy..
- Lena... nie przejdzie mi to przez gardło, ale pamiętasz Michelle? Mówiłam ci o niej.
- Pamiętam . Max też trochę o niej mówił - zaczęła mi się przyglądać ze zmrużonymi oczami - a o co chodzi?
- No więc.... Ygh... Pamiętaj, że to nie twoja wina. Nie przejmuj się. To jego wina.... 
- Co ? Wszystko ok? - przechyliła głowę i już się nie uśmiechała.
- Max cię zdradza z Michelle 
Patrzyła na mnie chwile po czym zaczęła się śmiać . -kto to wymyślił ?
- Tom rano do mnie dzwonił i mówił mi to
- Uwierzyłaś?
- Z deka.... No uwierzyłam no 
-Nie pomyślałaś że to znowu jakieś głupie żarty?
- Nie. Parker w życiu nie brzmiał tak poważnie, serio. Poza tym myślałabyś gdyby ktoś obudził cię, śniłoby ci się coś co sorry ale nie było miłe i .... - prawie powiedziałam o bólu ręki. Póki sama nie będzie się czepiać ja nie robię ruchu - i nic. nie ważne 
Siedziała chwile cicho .
 -Kłamiesz. Próbujesz skłócić mnie z Maxem bo ci z Jayem nie wyszło ? Nie myślałam że zrobisz coś takiego - zacisnęła usta ze złości
- Serio Lena?! Myślisz, że próbowałabym oczernić przed tobą mojego przyjaciela z dzieciństwa?! Nie spodziewałam się tego po tobie. - miałam łzy w oczach - nie mamy o czym rozmawiać, skoro masz mnie za kłamcę. Wychodzę - ruszyłam w stronę drzwi
- I dobrze. Szkoda że tu przyszłaś - trzasnęłam drzwiami. Nawet kurwa ona. Poszłam kawałek od tego mieszkania. Usiadłam na ławce i zadzwoniłam do Jordan'a, żeby przyjechał po mnie. Chwilę później siedziałam już w aucie i byłam w drodze do domu. Okazało się, że Aaron jest u Jordan'a. No super. Poszłam prosto do pokoju, w laptopie odpaliłam muzykę na fula i zaczęłam płakać. Nawet nie patrzałam co włączyłam. Jak ona mogła? Nie wierzę, że to ta sama Lena. Jakby ją ktoś podmienił. Że niby zmyśliłam?! Tak tak najlepiej tak, że zmyśliła i pozbędę się problemu. Niech się pierdoli. Usłyszałam piosenkę Soldier. No to słuchamy. W pewnym momencie drzwi od pokoju się otwarły. Stał w nich Aaron. Chwilę popatrzał na mnie. Usiadł obok mnie, ja wykorzystałam okazję i się wtuliłam w niego. On zaczął nucić mi do ucha. 

Ale ktoś zepchnął Cie w dół,
dokładnie w samym środku wojny,
na zewnatrz słowa znaczą tak niewiele,
kiedy uslyszałas te wersy,
potrzebowałas kogos, kto sprawiłby,
ze bys uwierzyła, sprawiłby, ze bys uwierzyła..

Będę Twoim żołnierzem,
stanę i będę walczył aż do końca
i jeśli Twoje serce wciąż będzie się oziębiało,
wiesz, ze zawsze będę Twoim zolnierzem...
i jeśli Twoje serce wciąż będzie się oziębiało,
wiesz, ze zawsze będę Twoim zolnierzem...

Nie musisz ukrywać Twoich blizn,
będe tam, gdy będziesz się rozpadać na części
i naprawię Cie jak żołnierz...

To było takie prawdziwe. Nie pytał co się dzieje. nic. Tylko siedział i pocieszał. To pokazało, że mogę go już nazwać przyjacielem pomimo tak krótkiej znajomości. Czułam jakby był moim przyjacielem od dziecka. Patrzał na mnie tymi brązowymi oczyskami. Jego wzrok miał w sobie tyle ciepła, przyjaźni, pocieszenia. Przez dłuższy czas tak siedzieliśmy. Następna piosenka na playliście to było Unmistakable. Musiałam włączyć coś wesołego, ale co. No i przede wszystkim przestać ryczeć. Od kiedy obchodzi cię zdanie innych.
- Wyłączysz to? - wyszeptałam
- Jasne. - powiedział i zamknął youtube. Oczywiście ukazała mu się moja piękna tapetę. Ygh... Czemu ja jej nie zmieniłam. Blondyn zaśmiał się - serio? 
- No  tak... Nie mogę?
- Nie no możesz - uśmiech nie zszedł z jego twarzy, a wręcz mnie nim zaraził. - może obejrzymy Ted'a? - spytał
- Okej, nie oglądałam tego wcześniej.
Zaczęliśmy oglądać film. Oczywiście ja nie wiedziałam o tym nic, jak zwykle zacofana. Aaron mówił, że to na serio popularne. Ale szybko wyłapałam, że gra tam Mark Wahlberg. Pół filmu się śmialiśmy. Pomimo tego, że już nie płakałam on nadal mnie tulił. Miło. Ale w końcu coś musiało zepsuć tę atmosferę. Telefon zadzwonił. Na wyświetlaczu pokazało się zdjęcie Max'a. Nie.
- Nie odbiorę tego.
- Odbierz i włącz na głośnik, ale czekaj. Jordan! - krzyknął, a brat pojawił się w drzwiach. Usiedliśmy. Odebrałam i włączyłam na głośnik.
- Halo - powiedziałam cicho
- który ci powiedział?
- Co powiedział - spytałam, chociaż wiedziałam o co mu chodzi
- Teraz nie wiesz o co chodzi? Proszę cie! Tylko powiedz który z nich ci to powiedział - był bardzo zdenerwowany
- Ona ci tego nie powie - wtrącił Aaron
- Kimkolwiek jesteś nie wtrącaj się! Po prostu powiedz. W ogóle po co do niej szłaś? -mogę go sobie wyobrazić tak zdenerwowanego.
- Kimkolwiek jest pozwalam mu się wtrącać. - nie chciałam go zdradzić jego imienia, nie potrzebuje tego - Ponieważ mnie o to poprosił proste? Max. Na chuj to robisz?Krzywdzisz ją tym. Nie wierzę, że to mówię, ale zerwanie z nią dla Michelle już lepiej by wyglądało. Pamiętaj, że jesteś gwiazdą, skąd wiesz, czy czasem jakiś fotograf was razem nie zobaczy, o ile już tego nie zrobił? Myśl.
- Nie mam zamiaru z nią zrywać. Nie musisz się bać nikt nie zrobi nam zdjęcia. Znam pojęcie 'dyskrecja' jakoś nie zauważył nikt wcześniej teraz tez nie zauważą. Czekaj Ja ją krzywdze? TY jej to powiedziałaś , przez CIEBIE płakała.
- Teraz kurwa przegiąłeś. Przeze mnie płakała?! Przeze mnie?! To nie ja wyzwałam ją od kłamców, nie ja ją do cholery zdradzam! Pierdolę was ludzie, najlepiej na mnie winę zrzucić tak?! Tak to ja jestem wszystkiemu winna. To ja jestem pojebaną suką, która wam rozjebuje życie. - powiedziałam. Jordan chciał się odezwać, ale pokazałam mu na migi, żeby tego nie robił.
- Najlepiej  użalaj się nad sobą ! Nikt nie ma w życiu ciężko tylko ty ! No oczywiście ! Kurwa , następnym razem się zastanów zanim zrobisz coś głupiego
- Dobra, nie mam zamiaru z tobą rozmawiać. Usuń ten numer. Usuń mnie z pamięci. Nie będę wam rozpierdalać życia, skoro to ja jestem wszystkiemu winna
-Nie będziesz mi mówić co mam robić. Nie niszczysz MI życia. Niszczysz je sobie. Popatrz ile osób ze swojego otoczenia zraniłaś...- i się rozłączył
- Ja pierdolę, jaki dupek - Aaron od razu wyraził swoją opinię. Przynajmniej był szczery. 
- Pierdolę to wszystko. Skoro to ja jestem ta zła, to wypierdalam z tąd do ojca. Aaron kupiłeś już ten dom? - Nie, a co? 
- To jedziesz z nami do Manchesteru? Bo zgaduję, że jak ja się przeprowadzam, to i ty Jordan 
- Jasne. - powiedzieli na raz
- To kiedy? - spytał mój brat
- Po koncercie zaraz? - zadałam zasadnicze pytanie. Nie chciałam tu długo być, skoro nikt mnie tu nie chciał. A Manchester to dobre miejsce. Chociaż, pewnie będę szukać dalej. Bo tam wspomnienia będą jeszcze z dzieciństwa, Max... 
- Okej...- Jordan chyba zakończył tą rozmowę. Nie odezwałam się, dalej trzymałam w ręku telefon. Skasowałam jego numer, numer Jay'a, Nathan'a, Leny. Numery Sivy i Tom'a zostawiłam. Oni nic nie zawinili. Miałam ochotę płakać, ale już nie miałam czym. Łzy już chyba wyschły. Max mówił o tym, jak krzywdzę innych. Ile razy Jay nie tak zachowywał się po pijaku? Ja tylko przekazałam dalej informacje od Tom'a, którego nie wydałam. Bardzo dobrze. Jeszcze on miałby przesrane u Łysego, a na razie niech tak nie będzie. Niech on pomyśli lepiej jak on krzywdzi Lenę. Moja wyprowadzka niech da im do myślenia. Ja krzywdziłam Sykes'a? Czym? Że byłam z tym kogo kocham, czyli Jay'em? Właściwie to już nie wiem, czy to wszystko nie było jedno wielkie pieprzone zauroczenie. Siedziałam jeszcze jakiś czas. 
- Jordan, zmienisz mi opatrunek? 
- Jasne - powiedział i poszliśmy do łazienki. Trochę bolało. Teraz popatrzyłam na tę rany. Nie było warto. Mogłam tego nie robić. To całe gówno nie jest warte mojego cierpienia
- Co tak patrzysz na te rany?
- Teraz o tym myślę i żałuję. Widzę, że nie było warto, że nie ma dla kogo robić ran. Największa głupota, jaką w życiu popełniłam. 
- Nie myśl o tym. To co się stało, tak naprawdę przez ostatnie dni dowodzi tego, że miałem rację, ale to się nie liczy. Zaczynamy nowy rozdział, już od dzisiaj, tamto mamy za sobą. Ona nie przyjdzie do cb, oni są chuj wie gdzie. Przejmuj się wszystkim, tylko nie nimi. Serio. Proszę cię
- Dobrze Jordan - uśmiechnęłam się - chyba na serio nadszedł czas zakończyć ten okres, ale jednego okresu nie zakończę
- Jakiego?
- Tego w którym poznałeś mnie z Aaron'em. No i oczywiście naszych wypadów w 3. Serio kocham cię bracie - przytuliłam go, akurat skończył opatrywać rękę. Resztę dnia przesiedzieliśmy w 3 oglądając jakieś filmy. Tyle z nich wiem, że nic. Bo ciągle nam odwalało. Mam nadzieję, że ten rozdział będzie lepszy, niż ostatni i będzie miał swój happy end... 

                                                               **Lena**
Olivia wyszła.
Każdy chociaż raz czuł ze powiedział za dużo , ale było już za późno. Ja miałam tak dzisiaj.  Przesadziłam? Może jednak nie ? Należało się jej jeśli próbuje zniszczyć mój związek z Maxem.  Co jeśli nie kłamała ? Pobiegłam na górę po telefon i szybko wybrałam numer mojego chłopaka. Pierwszy sygnał. Drugi sygnał. Odebrał.
-Tak , Kocie ? - usłyszałam tak dobrze znany mi głos w słuchawce i od razu poczułam się lepiej.
- Hej , Max tylko proszę powiedz prawdę. A jeśli to będzie kłamstwo to... nie gniewaj się na mnie - przygryzłam wargę ze zdenerwowania.
-Jasne ! Mów - przeniosłam ciężar ciała na drugą nogę która lekko zabolała. Już za kika dni miałam mieć zdjęta szynę , ale nadal odczuwałam ból. Oczywiście mniejszy , o wiele mniejszy niż na początku .
-Była u mnie Liv i powiedziała że odwiedziła cię Michelle- wymówiłam to szybko , na jednym wdechu. George zaczął się śmiać. Na początku tak samo zareagowała.
-W tej bajce były też jednorożce ? - jedno złe uczucie zniknęło. Został tylko smutek że pokłóciłam się tak z Olivią.
-Czyli to nie prawda ? - upewniłam się.
-Oczywiście że nie ! Tylko nie mów że jej uwierzyłaś !
-Nie , na początku nie. Potem się posprzeczałyśmy... wyciągnęłam sprawę Jay'a i to chyba koniec naszej przyjaźni. Później to wydawało się bardziej prawdopodobne...
-Nie zrobił bym ci tego , Kocie. Mam dobre informacje ! Za trzy dni będziemy w Manchesterze i mamy zrobić niespodziankę Jayowi , wiesz przyjęcie urodzinowe. To nasz ostatni koncert i myślałem żeby zostać w domu trochę. Wiesz... w moim rodzinnym domu i zastanawiam się czy nie chciałabyś poznać mojej mamy ? - zamilkłam na chwilkę.
-Jasne ! - tak się cieszyłam. To duży krok! - Max?
-Hę ?
-Czy Midnight Red też będą na tym koncercie ?- zapytałam.
-Tak , a co ? - pisnęłam do słuchawki.
-Tak się ciesze ! Oni są świetni !
- Mam byc zazdrosny ?
-Może o Anthony'ego lub Coltona lub Joeya lub Thomasa lub Ericka - zaśmiałam się.
-Nie przejmuj się i miłych snów. Cieszę się że ze mną pojedziesz . Kocham cię - zamknęłam oczy słysząc te słowa. Były tak przyjemne .
-Ja ciebie też , już nie mogę się doczekać ! - rozłączyłam się.  Było dopiero południe więc postanowiłam wyjść z domu .

Ubrałam spodnie i koszulkę na krótkim rękawku bo robiło się chłodno. Lato przemija , a liście zaczynają spadać. Jeszcze przed wyjściem dałam Sugra jeść . Ten pies był super leniwy ! Najpierw weszłam do sklepu i kupiłam kilka sukienek . Postanowiłam wymienić  swoją szafę. Postanowiłam zmienić siebie, czułam że właśnie tego potrzebuje. Jedna sukienka była odważna , nigdy bym jej nie ubrała. Teraz właśnie tak miała wyglądać cała moja szafa... no dobra ! Nie cała , jakieś 75 procent.
Kolejne miejsce jakie odwiedziłam to fryzjer .
-Jaki kolor sobie pani życzy ? - zapytała kobieta koło trzydziestki pokazując mi paletę kolorów farb do włosów.
-Ten- zdecydowałam i wskazałam palcem na odpowiedni kolor. Już po kilku minutach farba znajdowała się na mojej głowie i czekałam aż mi ją zmyją. Gdy stanęłam przed lustrem nie poznałam siebie! Wyglądałam całkiem inaczej! Włosy wyglądały...wow ! Jak nowa osoba , całkiem nowa i inna ja.  Zapłaciłam , pięknie podziękowałam i wyszłam. Ten dzień jest pełen zmian . Jedne złe , a drugie przeciwnie. Kolor włosów to ta druga grupa.
Szłam ulicą i już nie przejmowałam się Olivią , nie... trochę kłótni nadal jest w moim sercu i nie chce wyjść to jak drzazga w palcu.
Zatrzymałam się przed pewnym budynkiem. Zrobić to czy nie ? Znów zagryzłam wargę i chwile zastanawiałam się czy wejść. Raz się żyje ! Weszłam do środka i udałam się w stronę chudego chłopaka . Miał czarne włosy , dość dużo kolczyków i tatuaży jednak pasowało mu to.
-Jaki wzór ? - zapytał. Odetchnęłam głęboko i napisałam na wolnej kartce ' Z każdym uderzeniem serca' - napis , tak ? Teraz niech pani wybierze czcionkę - wskazałam na przykładowe czcionki.
Wybrałam jedną , a potem poszliśmy  do oddzielnego pokoju.
-Gdzie ma zostać umieszczony napis ? - uśmiechnęłam się .
-Pod lewą piersią , na żebrach - podciągnęłam koszulkę i wskazałam miejsce. Potem kazał mi ją zdjąć i o dziwni nie miałam z tym większego problemu.
Bolało. Nie powiem że nie bo to trochę musiało bolec.
Założył mi opatrunek i wracałam do domu.  Byłam bardzo szczęśliwa. Zmieniłam się. Na lepsze ? Zobaczymy.

Od : Shane
Masz pozdrowienia od mamy :)

Mój brat pojechał do domu wczoraj , jednak został u mnie na noc .
Dzień był niesamowity . Czułam się jakbym miała nową duszę , nowe szanse . Nowe życie.



---------------------------------------------------------------------------------------------------------

Witam ;3
No to przychodzimy z kolejnym, mam nadzieję, że ciekawym rozdziałem :D
Kłótnia Leny i Olivii... co Wy na taki obrót akcji? ^^
Komy były, co nas bardzo cieszy :)

sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział 24

Olivia

Obudziłam się. Przez przypadek uderzyłam ręką o ścianę i syknęłam z bólu. Spojrzałam na telefon, była godzina 10. Postanowiłam ruszyć się i ogarnąć. Chwyciłam za jakieś spodnie i bluzę. Włosy związałam w koka. Skoro i tak nie miałam co robić to odpaliłam laptopa i zaczęłam grzebać w sieci, aż na jednej stronie pokazał się ciekawy artykuł "Jay McGuiness (23l.) ostro baluje na wyjeździe, podczas gdy jego dziewczyna siedzi w domu. Czy Jay ją zdradza, czy to może koniec a my nic nie wiemy? Poniżej widnieją zdjęcia jak bawi się młody piosenkarz". Ygh... Tylko nie rycz. Już dwa dni z nim nie jesteś. Ciesz się życiem, ale nie rycz. Nie powinien cię obchodzić. To on nie wie co traci zrywając z tobą. Możesz znaleźć lepszego. Daj sobie spokój. Udało się! Nie uroniłam nawet jednej łzy. Weszłam na twitter'a. W powiadomieniach roiło się od pytań o to co się dzieje pomiędzy mną a chłopakiem. Postanowiłam odpisać na jednego twitta.

No więc tak. To prawda, że nie jestem już w związku z Jay'em.

Dałam też follow paru osobom. Weszłam na twitter'a Aaron'a.  Mężczyzna zaczął mnie obserwować. Przejrzałam jego ostatnie twitty. Pisał coś o tym, żeby jego fani nie próbowali samookaleczenia. Napisał nawet jak to zauważył u przyjaciółki rany na nadgarstku... Eh, serio? Nie no okej. Pisał coś jeszcze, że chce, żeby każdy, kto się tnie napisał do niego na instagramie w prywatnej wiadomości. Eh Aaron... Poczułam jak mój telefon wibruje. Dostałam SMS'a, właśnie od blondyna.

Dzień Dobry Livv :3 Co dzisiaj robisz? Bo mam trzy bilety na mecz piłki nożnej, a nie mam kogo zabrać. Co ty na to,  ty ja i Jordan? :D Miły wypad hyyy? ;333333

Najpierw poszłam do Jordan'a. Kiedy braciszek stwierdził, że możemy iść odpisałam mu.

Dobryyyyyy ;3 Spoko, oboje się piszemy na to :D Wbijesz do nas, czy mamy się gdzieś spotkać? 

Długo nie musiałam czekać na odpowiedź

Wbiję do Was :D O 15 pasuje? Plus koncert już za 2 dni :*

Jasne, że tak. Będziemy czekać. Jarcam się *-* Dozoba :*

Niby znałam go jeden dzień, a czułam jakby to były już lata. Skoro Jordan się z nim tyle przyjaźni, to musi być na serio spoko gość. Poza tym, kto by zrezygnował z przyjaźni z idolem? Wróciłam do ogarniania tt. Nadal aktywny. Dalej temat samookaleczenia. Skomentowałam jednego z twittów blondyna

Możesz przestać? Z góry dziękuję bardzo, wiesz dobrze, jak to było :) 

Od razu przestał o tym twittować. Dobrze. Nie mam zamiaru czytać jakie to błędy popełniłam i wgl. Weszłam na instagram'a. Tam też dużo postów. Dodałam zdjęcie z podpisem Już nie mogę się doczekać koncertu *-* . Wszyscy pytali się, czy jadę na koncert TW, a jak tak to na jaki. W końcu skomentowałam jeszcze odznaczając parę dziewczyn Koncertu NKOTBSB, już za 2 dni w Londynie :)
I od razu ucichło. Posiedziałam jakiś czas w pokoju dalej przeglądając neta i o 13 zaczęłam się ogarniać. Na 14.30 byłam już gotowa. Ubrałam się w dżinsowe rurki i bluzę . Do tego założyłam szare vansy. Równo o 15 dzwonek do drzwi zadzwonił, a my z Jordan'em ruszyliśmy dupy z kanapy i wyszliśmy z domu. Po drodze dowiedziałam się nawet, że to mecz Anglia - Polska czy coś. Nie ważne. W każdym bądź razie Mecz był dopiero na 18, więc poszliśmy coś zjeść. Na początku padły dwa różne pomysły - pizza i chińszczyzna. Ostatecznie wygrała pizza. Zamówiliśmy jedną większą pizzę, bo okazało się, że każdy ją lubi najbardziej - pizza z kebabem. No coż. Dobrze wiedzieć, że mamy coś wspólnego. Około 17.30 wyszliśmy z pizzerni i poszliśmy na stadion. Siedziałam pomiędzy mężczyznami, a okazało się, że miejsca mamy zaraz przy murawie - pierwszy rząd. Mój pierwszy mecz na żywo i tak dobre miejsca. Szczerze ani trochę ich nie ogarniałam, wołali po nazwiskach. W końcu mecz się skończył. O dziwo wynik wyniósł 1-1. Wychodząc z meczu było około 20. Ar spotkał parę swoich fanek. Jego podejście do fanów jest naprawdę przemiłe. Każdego z nich traktuje jak inaczej, za każdym razem wymyśli coś, co doprowadza ich do łez. Oczywiście łez szczęścia. Miło było na to wszystko patrzeć. Połaziliśmy jeszcze dłuższy czas po mieście. Zmęczona, ale szczęśliwa opadłam na łóżko.

**Lena**

 Złapałam kubek z kawą i usiadłam na kanapie w salonie. Shane jeszcze spał , a ja nie miałam zamairu go budzić. Gdy połowa kubka życiodajnego , czarnego płynu znikneła mój telefon zawibrował w kieszeni. Wyciągnełam go i uśmiechnełam się gdy na wyświetlaczu pojawił się napis : Max ;* Odebrałam i przyłożyłam urządzenie do ucha. 
- Tak? - moje serce przyspieszyło gdy wymówiłam te słowa. 
- Nie- słyszałam śmiech Maxa przez telefon - Jeden dzień mniej. Wczoraj nie było kiedy zadzwonić więc odzywam się dzisiaj. 
 - A jak jest na miejscu? Jakie plany macie? - zapytałam i upiłam kolejny łyk z kubka. 
- Świetnie , ale kogoś brakuje- mówił chłopak , głos miał wesoły (jak zawsze). 
- Mnie? - wyszczerzyłam się jakby siedział przede mną i mógł to zobaczyć. 
- Przeceniasz się Kocie . Nie no , żartuje. Właśnie o ciebie mi chodziło. A jakie mamy plany? Koncerty , podpisywanie płyt , spotkania z fanami i tak dalej. Co u Ciebie? 
 - Przyjechał Shane , a tak to nic ciekawego- właśnie w tej chwili schodami schodził brunet - muszę kończyć , kocham cię.
- a ja ciebie - usłyszałam i nacisnełam czerwoną słuchawkę.
- Dzień Dobry - przywitał się mój brat.
 - Znośny - odpowiedziałam. On też trzymał w ręce telefon i najwyraźniej z kimś sms'ował.
 - Kawa jest jeszcze gorąca - kiwnął palcami w powierzu , coś jakby salutował bokiem.
 - Dzięki - mruknął. Wstałam i włożyłam pusty już kubek do zlewu. On położył swój telefon na blacie i nalał kawy. Przechodziłam koło blatu gdy telegon zawibrował. Automatycznie spojrzałam na wyświetlacz.
- Taylor? - wymówiłam imię osoby od której dostał kolejną wiadomość.
- ym... Spotykamy się - mruknął- ja ci do telefonu nie zaglądam- wysunął język.
 - gdzie mieszka? Ile ma lat? Opowiadaj!- usiadłam na szafce .
- w Londynie , rok więcej niż ja - wydaje mi się że nie chciał rozmawiać ze mną na ten temat.
- tutaj? Więc kiedy mogę ją poznać? - skrzywił się.
- nie wiem - wziął swój kubek i poszedł na górę. Może nie powinnan go pytć? Nie ważne. Wziełamsmycz i zawołałam Sugar. Wyszłyśmy na dwór i skierowałam się w stronę parku.  Więcej niż pół godziny później wracałam ze zmęczonym psiakiem do domu. Po drodze zaczepiła mnie dziewczyna . Była niska , brązowooka , miała krótkie czarne włosy i napewno była młodsza.
 - szukamy wolontariuszy w szpitalch , schroniskach , domach dziecka i wielu innych placówkach które są tu wypisane lub podczas jednorazowych imprez - pokazała mi ulotkę - Można zarobić , nie dużo jednak tu chodzi o coś więcej niż pieniądze. Gdyby pani była chętna proszę zadzwonić pd ten numer lub wpaść do centrum - pokazywała na ulotce polcem numer i adres.
- Dziękuję , zastanowię się - po czym wziełam ulotkę i myślałam nad tym przez całą drogę do domu.
- Jeśli nadal chcesz...- zaczał mój bart gdy weszłam. 
- Oczywiście! - przerwałam mu- Jeśli ty nie chcesz to nie muszę - posłałam mu lekki uśmiech i zdjęłam buty które przemokły od kałuż. 
- W czwartek? - zapytał. 
- Jasne ! Nie żebym chciała cię wyganiać , ale kiedy masz zamiar jechać? - byłam
ciekawa ile u mnie zostanie.
 - w czwartek wieczorem mam pociąg który najbardziej mi pasuje...- tłumaczył. 
- myślałam że będziesz dłużej - skrzywiłam się i odpiełam smycz od obroży Su , pogłaskałam ją po futerku.
Wieczorem siedzieliśmy w jego starym pokoju jedząc cukierki czekoladowe.

 - hej , a pamiętasz tą Tajemniczą Szufladę? - śmiał się. 
- ej! Ona nadal istnieje ! - rząchnełam się. 
 - serio? - położył się plecami na dywanie. 
 - myhy , ale cicho. Nikt nie wie - puściłam mu oczko- jak tam w domu? Z mamą? 
 - jak zawsze. Nic specjalnego , prawie zawsze jej nie ma więc luzy. Gorzej że za dwa tygodnie znowu zacznie się nauka , ugh! - jęknął. - jesteś silny , dasz radę - śmiałam się dalej. Przypomniała mi się Olivia , ciekawe jak tam u niej. Muszę jutro zadzwonić i się dowiedzieć.
 - wiesz...- zaczełam cicho - chce sprzedać ten dom i wynająć coś mniejszego. Jak ciebie nie ma to jest tu stanowczo za pusto - przyznałam w końcu. 
- popieram - wsadził sobie do buzi kolejnego cukierka - a jak tam ...Max?- zapytał. 
- Teraz wyjechał , ale jest dobrze - przyznałam. Dopiero po północy byłam u siebie i dobrze było porozmawiać z Shanem. Zasnełam szybko . Nie robiłam dzisiaj wiele , a jednak się zmęczyłam i potrzebowałam snu.



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Siema :D
Tutaj HWGA ;3
No więc przychodzę do Was z kolejnym rozdziałem, przepraszamy, że kolejny z tych nudniejszych, ale...
W następnym rozdziale będzie się działoooo... Obiecuje Wam :D
Właśnie... Eh... co do dodania rozdziału... niestety musimy wprowadzić zasadę 3 komentarze = rozdział :/
Tak więc mam nadzieję, że niedługo się widzimy ;3
3 kom = rozdział :3